Wyimaginowana przyjaciółka
Przez trzeci dzień wokół Oliwki kręciły się tłumy uczniów. Dziewczynka zasłynęła w całej szkole jako jasnowidzka i prawdziwa psycholożka. Wszyscy marzyli o okruchu jej mądrości. Podchodzili do niej w korytarzu obok toalety, dosiadali się przy obiedzie w stołówce, przynosili jej krówki, zeszyty z zadaniami domowymi, a nawet inne podarki, których ona z dziwną stanowczością odmawiała.
Podoba mi się Dawidek z 5B. Myślisz, że moglibyśmy kiedyś mieć rodzinę? rozmarzonym głosem dopytywała się koleżanka Emilia.
Nie polecam. Ten Dawidek to tylko z wierzchu miły chłopak, a grzebie w nosie i je własne kozy. Z wyżywieniem może nie będzie problemu, ale na tym się kończy. Tak do końca życia będzie skrobał. chrupnęła obwarzankiem i popiła herbatą Oliwka.
Bleee! Fuj! A Szymek? On jest prymusem, gra na gitarze twarz Emilii zmieniła się na błogo rozmarzoną.
Szymek znęca się nad kotami. Przewiązuje im ogony puszką po konserwie i potem goni po podwórku. Okrutny będzie, a potem zacznie pić.
Skąd to wiesz?
Gdzie ty widziałaś trzeźwego gitarzystę? Lepiej na razie przestań gryźć paznokcie i podciągnij matematykę, chłopcy nie uciekną. Inaczej dostaniesz jeszcze owsiki.
Ja nie mam żadnych przyjaciół. Wszyscy mnie nazywają grubasem i nigdy nigdzie nie zapraszają, żalił się Paweł z 4C, odpychając wpatrzoną w Dawidka Emilię, aż ta zsunęła się z ławki na drugi jej koniec.
W środę rusza zapisy na zapasy. Zgłoszenie zostaw u pana od wuefu. Nie schudniesz, ale przestaną cię przezywać. I koleżanki też nie odpychaj, bo to twoja przyszła żona.
Oliwka wstała od stołu i zaniosła tackę do zmywaka.
Oliwko, jak sądzisz, lepiej iść w tym roku na kurs prawa jazdy, czy poczekać do przyszłego? niby od niechcenia zapytała pani Magdalena, nauczycielka geografii, przy zlewie.
Pani Magdo, żeby zdać prawko, trzeba mieć samochód, a pani wciąż jeździ tą starą Skodą po tacie. Widzisz różnicę?
Chyba tak stęknęła i poczerwieniała nauczycielka.
Oliwka przewróciła oczami i po opłukaniu dłoni dorzuciła:
Sprzedajcie te złomiaka, a za uzbierane złotówki kupcie sobie rower i sportowe szorty, za dwa miesiące i tak ktoś będzie panią na lekcje woził. Albo lepiej weźcie kredyt hipoteczny teraz korzystne oprocentowanie, a mieszkanie z rodzicami w wieku 35 lat to wiocha. To wiem, bo się znam.
Wpatrzona w nią nauczycielka jeszcze długo gapiła się w jeden punkt, a Oliwka ruszyła na lekcję techniki.
Przez czterdzieści minut, gdy koleżanki uczyły się obsługiwać linijkę krawiecką i nawlekać igłę na maszynie, Oliwka zszyła przyniesione z domu spodnie, zwęziła sobie spódnicę i szydełkiem wydziergała parę skarpet, którą wręczyła pani z techniki, mówiąc, że ciężarnym trzeba nogi trzymać w cieple. Nauczycielka tego samego dnia pobiegła do apteki po test. Nazajutrz cały oddział częstował się pysznym czekoladowym tortem, który pani przygotowała w ramach podziękowań.
W domu również zachowywała się inaczej niż zwykle. Skrzyczała mamę za kupny mielony i sama ulepiła pierogi. Wieczorem zamiast TikToka zaczęła czytać Trzech muszkieterów”, od czasu do czasu porozumiewawczo szepcząc do siebie. Tata zerkał zza laptopa, na co dziewczynka upomniała go, że się garbi. I dodała, żeby zamiast przesiadywać na forach internetowych, lepiej by poszedł wytrzepać dywan.
W szkole zaczęły krążyć pogłoski, nauczyciele niepokoili się i wezwali psychologa. Wyznaczono spotkanie. Podczas lekcji zebrał się cały komitet pedagogiczny, z dyrektorem na czele.
Oliwko, powiedz, czy ktoś cię w szkole dręczy? zagadnął pan psycholog z modną brodą i okularami.
Męczy mnie raczej fakt, że na szkołę przeznaczono kilka milionów złotych, a na salę gimnastyczną kupili tylko starego kozła i dwa metry liny.
Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który nagle wyszedł przez otwarte okno na naradę.
Nie masz przyjaciół?
Przyjaźń to pojęcie względne, ziewnęła Oliwka, kręcąc w dłoniach warkoczyki. Dziś gracie w berka, jutro twoja przyjaciółka będzie ci zmywać naczynia w domu, kiedy będziesz rozliczać ulgi podatkowe.
Ulgi podatkowe, naczynia Kto ci takich rzeczy naopowiadał?
Moja przyjaciółka.
Oho, mamy przyczynę. Możesz ją tutaj zaprosić?
Ona już jest, odparła spokojnie, wprowadzając wszystkich w lekkie osłupienie.
Ale my jej nie widzimy. Jak ma na imię?
Helena Stanisławowna.
O matko, a ile ma lat?
Siedemdziesiąt.
Co ci jeszcze mówi?
Żeby myć zęby od dziąseł i że pies na naszym podwórku wcale nie jest zły, tylko przestraszony i głodny. A krewnych trzeba pamiętać. Jeszcze że pani z sekretariatu źle rozliczają podatek od nieruchomości od pięciu lat. Trzeba jechać do wydziału geodezji i poprosić o przeliczenie według wartości rynkowej, a nie według księgi wieczystej.
Psycholog wszystko zapisał, a pod ostatnim zdaniem zrobił dwie kreski.
Na końcu korytarza zadzwonili do rodziców, którzy byli wtedy w pracy.
Poczekajcie! krzyczał w słuchawkę rozemocjonowany ojciec. Przecież tak miała na imię moja mama! Odeszła dziesięć lat temu!
Pokój przepełniły westchnienia i szept modlitwy.
No właśnie, dziesięć lat i nikt nie odwiedza. Trawa po pas, ogrodzenie się sypie, mruknęła z wyrzutem Oliwka.
No bo zawsze brak czasu zacukał się tata.
Spotkanie zakończono.
Następnego dnia cała rodzina pojechała na cmentarz. Oliwka nigdy nie widziała babci, znała ją tylko z opowieści ojca. Grób znaleźli z trudem, dawna sosnowa aleja dawno zarosła mchem. Dziewczynka przywiozła bukiet żółtych tulipanów i włożyła je w przeciętą butelkę po wodzie. Ojciec poprawił ogrodzenie, mama powyrywała zielsko.
Tata, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, ale kompletnie pogubiłeś się w pracy i w necie, więc nie masz czasu nawet dla mnie.
Ojciec zarumienił się i pokiwał głową.
Powiedz, że się poprawisz pogłaskał dziewczynkę i wrócił wzrokiem do starego zdjęcia na nagrobku.
Teraz już będzie spokojna i nie odwiedzi mnie więcej, choć będzie mi jej bardzo brakowało była taka dobra, pogodna i mądra.
Oczywiście. Babcia widziała ludzi na wylot. Coś jeszcze mówi?
Tak, żebyś skończył z tą dietą ogórkową, bo jest do niczego. Jak chcesz schudnąć, idź na siłownię. I żeby nie zakładać konta walutowego na ślepo trzeba wszystko dokładnie przekalkulować. A ten tani beton na wylanie fundamentów pod saunę, co zamawiałeś…


