Wyimaginowana przyjaciółka

Wyimaginowana przyjaciółka

Przy Zosi już trzeci dzień kręciło się mnóstwo uczniów. Dziewczyna zasłynęła w całej szkole jako wróżka i prawdziwy psycholog. Każdy chciał uszczknąć coś z jej mądrości. Podchodzili do niej pod toaletą, dosiadali się w stołówce, przynosili jej krówki, zeszyty z pracą domową i inne podarki, które jednak Zosia z jakiegoś powodu konsekwentnie odrzucała.

Podoba mi się Marcin z 5c. Myślisz, że będziemy razem i założymy rodzinę? zapytała rozmarzona koleżanka Basia.

Nie polecam. Marcin tylko wygląda na porządnego, a tak naprawdę dłubie w nosie i zjada to, co znajdzie. Problemów z jedzeniem nie będzie, ale na tym się kończy. Całe życie się przegrzebie, powiedziała Zosia, przegryzając obwarzanka i popijając herbatę.

Fuj, ale obrzydlistwo! A Dawid? Przecież to prymus, na gitarze gra Basia znowu się rozmarzyła.

Dawid znęca się nad kotami. Przewiązuje im puszkę po konserwie do ogona i gania po podwórku. Wyrośnie z niego twardziel, co zresztą zacznie pić.

Dlaczego tak sądzisz?

A widziałaś kiedyś trzeźwego gitarzystę? I w ogóle za wcześnie ci na takie rzeczy, ciesz się życiem, chłopaki nie uciekną. Lepiej ogarnij matmę i przestań obgryzać paznokcie, bo robaków się nabawisz.

Nikt się ze mną nie przyjaźni, wszyscy mówią, że jestem gruby i nigdzie mnie nie zapraszają, powiedział Paweł z 4b i odsunął zakochaną Basię tak gwałtownie, że zjechała na drugi koniec ławki.

W środę zaczynają się zapisy na judo. Zgłoś się do wuefisty. Może nie schudniesz od razu, ale przestaną cię wyzywać. A swojej przyszłej żony więcej nie popychaj.

Zosia wstała od stołu i zaniosła tacę do zmywaka.

Zosiu, jak myślisz, powinnam w tym roku robić kurs prawa jazdy czy poczekać do przyszłego? zapytała nauczycielka geografii, pani Marta, przy zlewie niby od niechcenia.

Pani Marto, żeby iść na kurs, trzeba mieć samochód. A pani jeździ ojcowskim polonezem. Widzisz różnicę?

C-chyba tak…

Zosia przewróciła oczami i, myjąc ręce, dorzuciła:

Sprzedajcie tego biedaka, a za to kupcie sobie rower i spodenki za dwa miesiące i tak was będą podwozić do pracy. A najlepiej to weźcie kredyt hipoteczny teraz są korzystne warunki, a mieszkać z rodzicami po trzydziestce nie przystoi. Tak mówię ja, osoba z doświadczeniem.

Z otępiałym spojrzeniem nauczycielka odprowadziła Zosię do jej klasy na zajęcia techniczne.

Przez czterdzieści minut, podczas gdy reszta dziewczyn uczyła się mierzyć linijką i nawlekać nitkę do maszyny, Zosia zacerowała spodnie, zwęziła spódniczkę oraz na szydełku zrobiła parę skarpetek, które wręczyła nauczycielce techniki, mówiąc, że w ciąży trzeba dbać o ciepło stóp. Od razu tamta zwolniła się z lekcji i pobiegła do apteki po test. Następnego dnia cała klasa zajadała się czekoladowym tortem poczęstunkiem od nauczycielki, w ramach podziękowania.

W domu Zosia też zachowywała się nietypowo. Upomniała mamę za kupny mielony i sama ulepiła pierogi. Wieczorem zamiast przeglądać YouTube, zasiadła do Trzech muszkieterów i od czasu do czasu z kimś szeptała. Ojciec patrzył ukradkiem zza komputera, a Zosia zwróciła mu uwagę na garbienie się. I w ogóle lepiej by wyszedł porządnie wytrzepać dywan, zamiast siedzieć na jakichś wątpliwych stronach.

W szkole rozchodziły się różne plotki, nauczyciele zaczęli się niepokoić i domagali się interwencji psychologa. Ustalono specjalną rozmowę. W godzinach lekcyjnych zebrała się cała rada pedagogiczna razem z dyrektorem.

Zosiu, kochana, powiedz, czy ktoś cię w szkole krzywdzi? zaczął brodaty, nowomodny psycholog w okularach.

Krzywdzi mnie fakt, że na szkołę przeznaczono parę milionów, a do naszej sali gimnastycznej dokupiono tylko starego kozła i dwa metry liny.

Wszyscy popatrzyli na dyrektora, który niespodziewanie wyszedł na naradę przez otwarte okno.

Nikt nie chce się z tobą przyjaźnić?

Przyjaźń to pojęcie względne odpowiedziała z nudów Zosia, kręcąc warkoczyki palcami. Dziś bawicie się w berka na przerwie, a jutro twoja przyjaciółka zmywa u ciebie naczynia, gdy ty załatwiasz ulgę podatkową.

Jaką ulgę podatkową? Jakie naczynia? Skąd masz takie pomysły?

Od mojej przyjaciółki.

O właśnie, tu jest problem! Możesz ją zaprosić?

A ona tu jest powiedziała Zosia całkiem spokojnie, wprawiając wszystkich w osłupienie.

My jej nie widzimy. Jak się nazywa?

Stefania Malczyk.

Ha! Ile ona ma lat?

Siedemdziesiąt.

Co ci jeszcze mówi?

Mówi, że zęby trzeba czyścić w kierunku od dziąseł, że ten pies spod bloku nie jest zły, tylko przestraszony i głodny, że nie wolno zapominać o rodzinie. I jeszcze że przez ostatnie pięć lat źle wyliczali państwu podatek od nieruchomości. Trzeba pojechać do urzędu i poprosić o przeliczenie po wartości rynkowej, bo liczyli według katastru.

Psycholog wszystko zanotował, to ostatnie nawet podkreślił dwa razy.

Na końcu zadzwoniono do rodziców przez radiowęzeł, byli wtedy w pracy.

Zaczekajcie! krzyczał przez telefon tata. Tak miała na imię moja mama! Umarła dziesięć lat temu.

Po klasie rozległy się jęki i ciche modlitwy.

Właśnie, dziesięć lat minęło, a nikt nawet nie zajrzał na grób. Wszystko porosło trawą, ogrodzenie się przechyliło, mruknęła obrażona Zosia.

No miałem chciałem, tylko zawsze coś

Po rozmowie wszyscy poszli do domu.

Nazajutrz cała rodzina pojechała na cmentarz. Zosia nigdy nie widziała babci, znała ją tylko z kilku opowieści ojca. Grób znaleźli z trudem dawna, sosnowa polana zamieniła się w marmurowe pole. Dziewczynka przywiozła bukiet żółtych tulipanów i włożyła je do przeciętej butelki. Ojciec poprawił ogrodzenie, mama powyrywała chwasty.

Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko kompletnie zatapiasz się w pracy i internecie, dlatego nie masz na nic czasu nawet dla mnie.

Tata aż poczerwieniał ze wstydu i tylko skinął głową.

Powiedz jej, że będziesz się starał poprawić, pogładził Zosię po głowie, potem dotknął wyblakłego zdjęcia na nagrobku.

Teraz już jest spokojna, nie będzie mi się więcej pokazywać, choć będę za nią tęsknić. Była taka dobra, wesoła i mądra.

Tak, babcia była wyjątkowa i przejrzała każdego na wylot. Coś jeszcze ci doradziła?

Tak. Powiedziała, że twoja dieta ogórkowa to totalna bzdura. Jak chcesz schudnąć, idź na siłownię. I żebyś nie otwierał tego konta walutowego pochopnie trzeba wszystko policzyć. A ten tani beton na fundament w altanie też rozważyć dokładniej

Wieczorem w domu dużo o niej myślałem. Zrozumiałem jedno: czasem wyimaginowany przyjaciel może powiedzieć więcej mądrości niż najbliżsi, jeśli tylko człowiek zechce naprawdę słuchać. I jeszcze to, co powinienem wiedzieć od dawna o rodzinie trzeba pamiętać, dopóki można.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × trzy =

Wyimaginowana przyjaciółka