Wyglądała, jakby była w 9 miesiącu ciąży, a tak naprawdę była bliska śmierci…

Dużo mówi się o tym, jak alkohol potrafi szkodzić, jednak dopóki nie przekonamy się o tym na własnej skórze, nie wierzymy. Tak właśnie było z Tammy Doyle, która – jak to mówią – nie wylewała za kołnierz. Dla tej kobiety wypicie trzech butelek wina dziennie nie było niczym dziwnym, alkohol piła jak wodę.

Wszystko zaczęło się u niej, gdy miała zaledwie 11 lat. Była nieśmiałą dziewczynką, z której się wyśmiewano właśnie przez to, że nie była zbyt pewna siebie. Tammy więc piła alkohol z rówieśnikami, dzięki czemu czuła się bardziej wyluzowana i stawała się wręcz duszą towarzystwa. Przez swój styl życia nie miała ochoty zajmować się czymś tak nudnym jak nauka, dlatego gdy tylko skończyła 18 lat, rzuciła szkołę. Zaczęła pracę w sklepie, jednak nie zagrzała tam miejsca na długo, bo zaczęła jeszcze więcej pić. Pili jednak też inni z jej otoczenia, dlatego nie wydawało jej się to dziwne.

Tammy na jakiś czas porzuciła alkohol, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży ze swoim ówczesnym chłopakiem. Miała wtedy 21 lat. Udało jej się być trzeźwą przez 4 kolejne lata, ale potem wróciła do picia wina z przyjaciółkami podczas babskich wieczorków. Na początku było to raz w tygodniu, a potem, gdy rozstała się z ojcem swojego dziecka, zaczęła sięgać po butelkę coraz częściej.

Dziecko zostawiała pod opieką swojej mamie, a sama wychodziła do klubów i barów. Podczas jednego z takich wyjść niestety padła ofiarą pewnego mężczyzny, który wykorzystał jej stan i ją zgwałcił. Od tego czasu Tammy piła praktycznie ciągle, bo alkohol uśmierzał jej ból psychiczny i pozwalał jej chociaż na chwilę zapomnieć o tym, co się wydarzyło. To był 2010 roku i kobieta sama przyznaje, że wtedy jej picie wymknęło się spod kontroli.

W ciągu jednego dnia potrafiła wypić pół butelki wódki, a także butelkę wina i cydru. Sama przyznaje, że przez alkohol nie pamiętała nawet kilku miesięcy ze swojego życia. Przez to też traciła możliwość obserwowania, jak jej córka rośnie, ponieważ z jednej strony i tak niczego nie pamiętała, a z drugiej dziewczynka przez większość czasu była pod opieką matki Tammy.

W 2016 roku kobieta poznała swojego nowego partnera na jakiejś domówce. W tym okresie była mistrzynią maskowania problemu – pracowała nocami na stacji benzynowej, na której był niezwykle mały ruch, przez co mogła pić, ile chciała. Jeśli zasnęła, wszystko mogła zrzucić przecież na zmęczenie.

W 2018 roku jej stan był już naprawdę zły. Wyglądała, jak gdyby była w 9 miesiącu ciąży. Miała wiecznie wydęty brzuch, a jaj cera była w odcieniu jasno-żółtym. Do tego codziennie budziła się z mocno bijącym sercem, które uspokajało się po wypiciu kieliszka wina.
W lutym 2020 roku Tammy rozstała się ze swoim partnerem, a kiedy w marcu wybuchła pandemia, zamieszkała z mamą i córką. Wtedy, w związku z tym, że wszystko praktycznie było zamknięte, nie wychodziła. Nie robiono też domówek w obawie o swoje zdrowie, więc kobieta była zmuszona do ograniczenia picia.

Kiedy jednak złagodzono wcześniej nałożone ograniczenia i ponownie otwarto bary, Tammy wróciła do swoich starych nawyków. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że to będzie miało dla niej druzgocące konsekwencje. Wspomina to tak: „pewnego dnia byłam tak pijana, że zaczęłam mieć halucynacje. Wtedy zrozumiałam, że potrzebuję i chcę pomocy. Byłam na dnie, nienawidziłam siebie, wręcz się sobą brzydziłam”.

Tammy trafiła do ośrodka odwykowego, ale była już w tak złym stanie, że nie mogła już nawet chodzić o własnych siłach.

Na miejsce wezwano do niej lekarza, a ten powiedział jej, że od śmierci dzieli ją może dzień. Jej wielki brzuch był oznaką niewydolności wątroby, która tylko cudem jeszcze nie pękła. „To było straszne usłyszeć, że tylko godziny dzielą mnie od opuszczenia tego świata!”. Przewieziono ją do szpitala i zaczęto ratować. Założono kroplówkę, ale wątroba zaczęła krwawić i konieczna była operacja ratująca życie. Rodzinie powiedziano, że kobieta ma tylko 30 procent szans na przeżycie. „Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy mojej mamy – pełnego przerażenia, oraz bólu. Zrobiła mi zdjęcie, jakby na pamiątkę. Uśmiechałam się udając, że się nie martwię, ale byłam przerażona

Tammy przeszła pięciogodzinną operację, podczas której zatamowano krwawienie z wątroby. Leżała w szpitalu przez miesiąc, a kiedy z niego w końcu wyszła, jej brzuch nadal był spuchnięty. Kobietę poinformowano o tym, że nigdy więcej nie może już pić, bo jeśli to zrobi, wyda sama na siebie wyrok śmierci.

To nie był zresztą koniec. Tammy przeszczepiono wątrobę. Na szczęście już rok po tej skomplikowanej operacji, bo we wrześniu 2021 r., była już w praktycznie dobrym stanie. Kobieta wciąż jednak musi trzymać się ścisłej diety, przyjmować regularnie kilka leków i niestety, ale bardzo łatwo się męczy.

Jej córka ma teraz 17 lat i mieszka w końcu z mamą. Obie próbują odbudować swoją relację, która niszczył alkohol.

Tammy teraz wie, jak alkohol bardzo może być niebezpieczny, dlatego chce przed tym przestrzec swoją historią tych, dla których jeszcze nie jest za późno.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć + cztery =

Wyglądała, jakby była w 9 miesiącu ciąży, a tak naprawdę była bliska śmierci…