Wytęskniona wnuczka
Halina Wiktorowna z uporem wydzwaniała do syna, który znów wypłynął w daleki rejs. Ale zasięgu jak nie było, tak nie ma.
Oj, narozrabiałeś, synku… westchnęła roztrzęsiona i jeszcze raz wybrała dobrze znajomy numer. Dzwonienie nic nie da kontakt się pojawi dopiero, gdy Paweł dopłynie do najbliższego portu. A to może nieprędko nastąpić. A tutaj takie sprawy!
Halina Wiktorowna nie mogła spać już drugą noc tyle syn nagmatwał!
***
Cała historia zaczęła się kilka lat wcześniej, gdy Paweł nawet nie myślał o pracy na statkach dalekomorskich. Był już dorosłym mężczyzną, ale z kobietami nie było mu po drodze każda wydawała mu się „nie taka”. Halina Wiktorowna z bólem w sercu obserwowała, jak kolejne, jej zdaniem bardzo sympatyczne i porządne dziewczyny, odchodziły z życia jej syna.
Masz nieznośny charakter! powtarzała mu. Nic ci nie pasuje! Która kobieta zdoła spełnić twoje oczekiwania?
Nie rozumiem cię, mamo. Ty byś chciała mieć synową choćby jakąkolwiek, a nie patrzysz nawet, jaka ona jest.
No jak to? Przecież patrzę! Ważne, żeby cię kochała i była porządna!
Syn milczał wymownie, co Halinę niesłychanie irytowało. Dlaczego jej własny syn, którego wychowała i któremu ocierała łzy podczas dziecięcych smutków, teraz zachowuje się, jakby wiedział lepiej od niej? Kto w końcu jest starszy?
I czym ci nie podpasowała Kasia?! nie wytrzymała.
Już ci mówiłem.
Dobrze… Kasia była słabym przykładem, ale Halina nie zamierzała tej walki przegrać. Załóżmy, nie była z tobą szczera, choć dalej tego nie rozumiem…
Mamo, może nie powinniśmy roztrząsać szczegółów. Kasia nie była tą, z którą chciałbym spędzić życie.
A Agata?
Również nie.
A Jadzia? Fajna była dziewczyna spokojna, domowa, miła. Zawsze pytała, czy w czymś pomóc, taka gospodarna.
Masz rację, mamo, była miła. Ale okazało się, że nigdy mnie nie kochała.
A ty ją?
Chyba też nie.
To co z Zosią?
Mamo!
No co „mamo”? Tobie się nie da dogodzić! Synku, ile ty będziesz kobiety zmieniał! Może już czas się ustatkować, rodzinę założyć, dzieci mieć!
Przestańmy to ciągnąć! Paweł ostatecznie nie wytrzymywał i wychodził z domu.
„Cały Wiktor, z tą swoją skrupulatnością i uporem!” myślała wściekła i zmęczona Halina.
Czas płynął, kolejne dziewczyny pojawiały się i znikały w życiu Pawła, a marzenie Haliny o spokojnej rodzinie syna i bawieniu własnych wnuków dalej pozostawało niespełnione. Aż w końcu Paweł postanowił zmienić życie spotkał dawnego kolegę, który zaproponował mu pracę na statku. I Paweł się zgodził. Na nic zdały się prośby Haliny, by został na lądzie.
Mamo, co ty? To świetna okazja! Wiesz, ile zarabiają chłopaki po rejsach? Wszystko będziemy mieli!
Co mi po twoich pieniądzach, jak cię nie będę widzieć! Lepiej już byś rodzinę założył!
Rodzinę też trzeba utrzymać! A dzieci to już nie pozwolą wypływać trzeba wychowywać. Teraz muszę zarobić, póki młody jestem, potem będzie rodzina i dom!
Musiał przyznać Paweł rzeczywiście nieźle zarabiał. Po pierwszym rejsie zrobił generalny remont mieszkania. Po drugim założył konto w banku i dał matce kartę.
Żeby ci nigdy niczego nie brakowało!
Przecież mi i tak niczego nie brakuje! Tylko wnuków nie ma, a ja czas leci… Starzeję się już!
No ile ty masz lat! Nawet do emerytury daleko! odburknął syn.
Halina rzadko używała tej karty. Miała swoją skromną pensję z apteki, które wystarczało na jej potrzeby. „Niech sobie leży. Paweł i tak nie sprawdza, a jak kiedyś zajrzy, to się zdziwi, jaka ja oszczędna!” myślała.
Tak mijali im kolejne lata. Po kolejnych rejsach Paweł grał rolę syna nadrabiającego stracony na morzu czas wychodził z kolegami, bawił się, spotykał z dziewczynami, których już matce nie przedstawiał. Gdy mu to wytknęła, usłyszała:
Żebyś się potem nie denerwowała, że się nie żenię. Nie mam zamiaru się z nimi żenić!
Halina poczuła się zraniona, szczególnie gdy powiedział wprost:
Za dobrze myślisz o ludziach, mamo. Jesteś naiwna. Nie znałaś naprawdę tęsk tych twoich „sympatycznych” dziewczyn. Przy tobie zawsze się starały, ale prawdziwe nie były.
Długo rozmyślała nad tą przykrą ripostą. Naiwna czyli głupia. Syn nazwał ją głupią, a to bolało najbardziej.
I oto pewnego wieczoru spotkała Pawła z nową dziewczyną. W niej znów zapaliła się iskra matczynego uporu, by „wreszcie ustawić” syna. Bez skrupułów podeszła do pary Paweł, dorosły facet, aż się zarumienił. No, ale matka to matka musiał przedstawić.
Oliwia bardzo przypadła Halinie do gustu. Była wysoka, drobna, z burzą kręconych włosów i uprzejma w obyciu. Widząc taką urodę u boku syna, Halina zapomniała o dawnych urazach.
„Może naprawdę miał po prostu pecha, skoro inne by go tylko unieszczęśliwiły? Może właśnie dla takiej było warto czekać?” myślała.
Związek z Oliwią trwał przez cały urlop syna. Na prośbę matki, dziewczyna kilka razy ich odwiedziła. Halina coraz bardziej ją lubiła rozmowna, wykształcona, z poczuciem humoru. Ale gdy Paweł szykował się do kolejnego rejsu, Oliwia zniknęła.
Nie spotykam się już z Oliwią. I ty jej nie szukaj, powiedział Paweł krótko i wyjechał.
Halina długo rozmyślała, co mogło się stać, ale nie miała jak się dowiedzieć.
***
Minął rok. Syn kilka razy wracał do domu, lecz na pytania o Oliwię odpowiadał krótko i chłodno.
Na Boga, czemu ta ci też nie pasowała? Co ci w niej nie odpowiadało?! wybuchła Halina, nie mogąc już długo milczeć.
Mamo, to moja sprawa. Jeśli się z nią rozstałem, tak musiało być. Nie wtrącaj się w moje życie!
Halina była bliska łez.
Ale ja się martwię, Pawle!
Nie musisz! syn warknął. Jeszcze raz cię proszę: z Oliwią nie rozmawiaj i przestań mi wiercić dziurę w brzuchu!
Paweł wypłynął w kolejny rejs, a Halina z pękniętym sercem żyła swoją zwykłą codziennością.
Aż pewnego dnia, gdy Halina była w pracy, do apteki weszła młoda kobieta po mleko modyfikowane. To była Oliwia! Spuściła wzrok i poprawiła czapeczkę dziewczynce w wózku.
Oliwko! Ale się cieszę, że cię widzę! Paweł nic nie wyjaśnił, po prostu wypłynął i zabronił mi o cokolwiek pytać! wyrwało się Halinie.
Tak? spytała smutno.
Halina poczuła niepokój.
Powiedz mi, córko, co się wydarzyło między wami? Przecież mój syn ma trudny charakter. Skrzywdził cię?
Nieważne… Nie mam do niego żalu. Idę, bo jeszcze muszę na zakupy.
Przyjdź do mnie! Choćby do apteki, mam zmiany na przemian pogadamy!
I Oliwia przyszła podczas następnej zmiany Haliny znowu po mleko. Powoli się otwierała. Okazało się, że zaszła z Pawłem w ciążę, a on powiedział, że nie ma czasu na dziecko: „Pływam, nie zamierzałem się z kimkolwiek wiązać”. Potem się po prostu ulotnił.
Do rejsu popłynął wzruszyła ramionami Oliwia. Ale damy sobie radę same!
Halina niemal padła na kolana przed wózkiem, patrząc na dziecko:
To znaczy… to moja wnuczka?!
Tak wyszło, odpowiedziała cicho Oliwia. Ma na imię Basia.
Basieńka…
***
Halina nie mogła znaleźć sobie miejsca. Wypytała ostrożnie Oliwię, gdzie mieszka. Okazało się, że Oliwia wynajmuje pokój, przy dziecku i braku stałej pracy ledwo wiąże koniec z końcem i zastanawia się nad powrotem do rodziców. Sama myśl o tym, że wnuczka wyjedzie z miasta i już nigdy jej nie zobaczy, bolała Halinę do łez.
Przenieście się do mnie, Oliwio. Z Basią! Przecież to moja wnuczka! We wszystkim wam pomogę, znajdziesz u mnie spokojnie pracę. A Paweł tyle pieniędzy przysyła, że nie ma na co wydawać. Basia będzie mieć wszystko!
A Paweł się na to zgodzi?
Kto się go pyta? Narobił! Dziecko porzucił, matce nic nie powiedział… Muszę choć trochę to naprawić! A jak wróci, to sobie z nim pogadam oj, jak ja mu pogadam! Halina aż zacisnęła pięść.
Zamieszkały więc razem. Halina nie żałowała pieniędzy ani czasu dla wnuczki, brała mniej zmian, by być z Basią. Oliwia złapała pracę i często późno wracała do domu, narzekając na zmęczenie.
Cały dzień na nogach, klienci tacy marudni…
Nic nie szkodzi, odpoczywaj, a ja Basię wykąpię i położę spać sama!
Zbliżał się powrót Pawła z rejsu. Halina wyobrażała sobie, jak przywita syna z pięściami, by „nauczyć go rozumu’, a Oliwia coraz bardziej się denerwowała. Halina jednak czuła tylko coraz większy zapał, by chronić delikatną, kruchą Oliwię i maleńką Basię.
Paweł wróci i nas wyrzuci! Boję się, Halino… Źle zrobiłam, że się tu przeprowadziłam. Jutro zaczynam szukać mieszkania.
Co ma was wyrzucać? Niech tylko spróbuje! Ja tu rządzę! Jak wróci, to się przekona, co znaczy być ojcem!
Oj, wyrzuci! Źle zrobiłam. Muszę liczyć na siebie, nie na pani dobroć! Jeszcze powie, że dla pieniędzy tu jestem! Mi nic nie trzeba, pani tyle dla nas zrobiła… Ale wrócę lepiej do rodziców. Z panią będziemy się kontaktować!
Dość tego! Kto tu rządzi? Ja jestem właścicielką mieszkania i przyjmuję, kogo chcę! Niech Paweł spróbuje coś powiedzieć!
I choć Oliwia protestowała, Halina postawiła na swoim.
Myślę, że trzeba przepisać mieszkanie od razu na Basię. Żeby nie było później żadnych pytań. Przecież Paweł nawet nie jest wpisany jako ojciec. Popatrzyła znacząco na Oliwię, która tylko spuściła zawstydzona wzrok.
Przepraszam… Myślałam…
Rozumiem. Ale w razie czego trudno będzie udowodnić, że to jego córka. Jutro idziemy do notariusza.
Nie trzeba, Halino… Moi rodzice mają mieszkanie…
Nie próbuj mnie przekonywać! Ja już zdecydowałam!
Poszły więc do notariusza, lecz ten odmówił:
Syn musi najpierw się wymeldować i oficjalnie zrzec praw do mieszkania.
Halina była zawiedziona, ale do powrotu Pawła zostały tylko dni czekała przekonana, że wszystko rozstrzygnie z synem. Tymczasem Oliwia coraz częściej późno wracała i znikała.
Dlaczego się tak często spóźniasz? spytała Halina wieczorem. Oliwia się zawahała:
Na pracy… Chcę dostać zaliczkę, ale szef powiedział, że najpierw muszę wykonać zlecenie.
Po co ci zaliczka? Na coś ci brakuje?
Oliwia milczała, przebierając się. Halina weszła do jej pokoju i zauważyła dużą, spakowaną torbę za łóżkiem.
Gdzie się wybierasz? Oliwia milczała. Mówisz, że jednak chcesz się wyprowadzić?!
Halino! Muszę wyjechać! Paweł wróci…
Nie pozwolę! odcięła Halina. Po chwili, namyślając się, dodała: Zresztą, przestań, zapomnij o zaliczce. Wiesz gdzie leży karta masz PIN na kartce. Możesz korzystać, kup, co trzeba, a nie pracować całymi dniami. Basia zaraz zapomni, jak wygląda jej mama! Jeśli chcesz, by Paweł cię zaakceptował, musisz nauczyć się gospodarności.
Oliwia milczała. Paweł miał wrócić za dwa dni.
***
W dniu powrotu syna Halina wstała bardzo wcześnie. Chciała zajrzeć do pokoju Oliwii i Basi, zobaczyć, jak słodko śpią. Ale Oliwii nie było, tylko Basia spała spokojnie pod kołderką.
Co się dzieje? Gdzie ona poszła o tej godzinie? Nigdy nie wychodziła do pracy tak wcześnie!
Halina poszła do kuchni, by dokończyć przygotowania na powitanie syna, zanim wnuczka się obudzi. Gotując jego ulubione dania, wyobrażała sobie scenę powitania z Basią na ręku i to, jak skarci syna przy Oliwii, gdy wróci z pracy.
W końcu rozległ się dzwonek do drzwi.
Paweł stanął w progu i zamarł na widok matki z dzieckiem.
Cześć, mamo. Kim jest to dziecko? Co się tu wydarzyło podczas mojej nieobecności?
Sam dobrze wiesz!
Nie rozumiem zmieszany wchodził do korytarza. Opowiadaj, co się działo.
„Co się działo”?! Znalazłam twoją wnuczkę, Basię! Takie historie!
Jaką wnuczkę? Mam rodzeństwo, o którym nie wiem? zdziwił się Paweł.
Nie udawaj, Paweł! Oliwia mi wszystko powiedziała! Wstyd mi za ciebie!
Oliwia? Nic nie pojmuję! Po pierwsze, prosiłem, żebyś z nią nie rozmawiała. Po drugie, co ona ma wspólnego z tym dzieckiem?
Wtedy Halina, w złości, opowiedziała mu wszystko, nie szczędząc wyrzutów. Paweł słysząc dzieje, złapał się za głowę:
Mamo! wykrzyknął w końcu.
Co, znowu mnie nazwiesz naiwną? No, proszę bardzo! Ale ja
To nie moje dziecko, mamo! Oliwia cię oszukała, a ty… jaka ty jesteś ufna! nagle się zaniepokoił. Czeka… chodzi jej tylko o pieniądze! Co ci zabrała?
Nic! Ty…
Mamo! Sprawdź swoje oszczędności! Oliwia na pewno już z nimi uciekła!
Jest w pracy! uparcie broniła się Halina.
Długo się sprzeczali. W końcu Paweł ustąpił i zgodził się poczekać, aż Oliwia wróci „z pracy”, by wszystko wyjaśnić.
Czekali do późna. Halina opowiadała o tym, jak spotkała Oliwię, jak mieszkały we trójkę, jak chciała przepisać mieszkanie na Basię Paweł powtarzał, że matkę po prostu oszukano… Ale…
Nie wierzę twoim podejrzeniom! Oliwia to świetna dziewczyna!
Świetna oszustka najwyraźniej. A ty tak łatwo jej uwierzyłaś!
Przestań obrażać! Zaraz wróci, wyjaśni się i wtedy ci będzie głupio!
To wcale nie twoja wnuczka!
Halina spojrzała na syna wrogo.
W końcu dodał Paweł można zrobić test DNA.
I właśnie tak zrobimy! odparła dumnie Halina i poszła do pokoju.
Nadszedł wieczór, potem noc. Ale Oliwia nie wróciła. Ani na drugi dzień, ani później. Telefon milczał. Halina poszła do miejsca, gdzie rzekomo Oliwia pracowała okazało się, że nikt takiej osoby nie zna. Pokazywała zdjęcia nic nie zmieniło.
Z przerażeniem wróciła do domu sprawdziła oszczędności według rady Pawła. Nie było ani pieniędzy, ani karty bankowej, o której mówiła Oliwii. Z szafy zniknęły rzeczy Oliwii zostały tylko ubranka Basi. Tylko wtedy wszystko zrozumiała.
Jak mogła?! Nie wierzę! Nie mogła przecież zostawić Basi i uciec!
Ona mogła wszystko Paweł mówił posępnie. Koledzy ostrzegali, że jest przebiegła. Potem jak się wydało, że jedna dziewczyna ją oskarżyła o kradzież… A ja wtedy z nią byłem, nawet do domu ci przyprowadziłem… Potem powiedziała, że jest w ciąży nie wiadomo od kogo. Twierdziła, że to moje… Pewnie! Koledzy donieśli już, że z różnymi facetami się zadawała.
Jaka ja głupia naiwna! rozpłakała się Halina. Czemuś mi tego nie powiedział?
Nie chciałem cię martwić takimi rzeczami. Zawsze wszystkim ufasz…
Co teraz?
Zgłosić na policję! Dobrze, że nie zdążyłaś przepisać mieszkania. Bo byśmy byli bezdomni.
Zgłosili kradzież. Ale Oliwii nie odnaleziono. Zginęła jak kamień w wodę. Minęły miesiące, żadnych wieści. Na szczęście z konta nie zdążyła zbyt dużo wybrać Paweł po powrocie od razu je zablokował. Kartę potem znaleziono na jednym z podmiejskich dworców.
Przez cały czas poszukiwań pozwolono Halinie zatrzymać Basię. Musiała jednak odejść z pracy, by zajmować się dzieckiem. Na szczęście starczało pieniędzy przesyłanych przez syna. Test DNA wykazał, że Paweł nie jest ojcem Basi, jednak Halina tak pokochała dziewczynkę, że po konsultacji z synem postanowili ją wychować jak własną. O matce dawno nie było wieści, odebrano więc jej prawa rodzicielskie. Było sporo biegania po urzędach, zanim Halina uzyskała opiekę prawną. Pawłowi odmówiono, Halina musiała wrócić do pracy, znaleźć dla Basi żłobek, przebrnąć przez sterty papierów. Ale w końcu wszystko się ułożyło i żyło się dalej.
A po roku Paweł, po kolejnym powrocie z rejsu, przywiózł… żonę:
Poznaj, mamo, to jest Malwina. Zamieszkamy razem.
A Basia…? wybąkała Halina, aż wzrokiem wskazała pokój dziecięcy, nie wiedząc, czy Paweł wspomniał żonie o dziewczynce.
Malwina uśmiechnęła się spokojnie:
Bardzo mi miło panią poznać, Halino! Mąż wszystko mi opowiedział. I wie pani co? Jestem pod wrażeniem, jaką jest pani kobietą! Jeśli pozwoli mi pani uczestniczyć w wychowaniu Basi, będę szczęśliwa… spojrzała na Pawła.
Zamierzam zakończyć karierę na morzu i razem z Malwiną adoptujemy Basię. Teraz już nie odmówią!
Halina rozpromieniała:
Boże, jakie szczęście! No chodźcie wszyscy do stołu! Czekałam, narobiłam tyle jedzenia! W końcu się wszyscy poznajemy! Jakże jestem szczęśliwa! i zwilżyła dłonią łzę szczęścia.



