Wychowywaliśmy dzieci z nadzieją, że będą w przyszłości dobrymi ludźmi, ale bardzo się pomyliliśmy. Zdecydowaliśmy więc, że pozbawimy ich spadku

Wychowywaliśmy dzieci z nadzieją, że będą w przyszłości dobrymi ludźmi, ale bardzo się pomyliliśmy. Zdecydowaliśmy więc, że pozbawimy ich spadku

Mam aktualnie 59 lat, a mój mąż ma 60 lat. Podjęliśmy niedawno decyzję o tym, że mamy dość takie życia jak do tej pory. Poza tym uznaliśmy, że nasze dzieci nie zaślugują na spadek po nas i już tłumaczę, dlaczego.

Po ślubie z Edkiem dość długo staraliśmy się o dzieci. Naprawdę próbowaliśmy wszystkich sposobów, aby na świecie pojawiło się nasze potomstwo. Badaliśmy się, chodziliśmy do kościoła czy jeździliśmy po lokalnych znachorach, byleby tylko dowiedzieć się, czy mamy jakąś dzansę na dziecko. W końcu jednak dostaliśmy od losu szczęście, którego pragnęliśmy i na świat przyszedł nasz synek Sebastianek. Trzy lata później urodziła się nam Basia.

Ogromnie kochaliśmy nasze dzieci i staraliśmy się, aby niczego im nie brakowało. Naprawdę chcieliśmy dać im wszystko, o czym tylko marzyli. Zawsze też podchodziliśmy do naszych pociech ze zrozumieniem i staraliśmy się im wszystko na spokojnie wytłumaczyć, zamiast załatwiać sprawy krzykami i klapsami. Zawsze próbowaliśmy znaleźć kompromis, który był zadowalający dla obu stron.

Jeśli chodzi o mnie, to jestem bardzo spokojną kobietą, zresztą mój mąż również taki jest. Zawsze staraliśmy się ufać naszym dzieciom i okazywaliśmy im szacunek oraz zrozumienie. Z czasem jednak, po wielu latach, wyszło na jaw, jak bardzo się myliliśmy. Dzieci przestały mnie oraz męża traktować poważnie, bez szacunku. Teraz wiem, że to nasza wina, a problem pojawił się już dawno temu, ale żadne z nas go nie zauważyło.

Pewnego dnia zachorowałam i nie poszłam do pracy. Dzieci nie wiedziały o tym i poszły do szkoły. Po 3 godzinach jednak usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Mój syn wrócił ze szkoły ze swoim kolegom. Mimo tego, że miał wówczas dopiero 16 lat, to przynieśli ze sobą alkohol i rozgościli się z nim w salonie. Popijali go i rozmawiali. Kolega mojego syna chwalił nas i mówił, że jesteśmy naprawdę fajnymi rodzicami. Syn jednak tak nie uważał i nazwał nas „idiotami”. Mówił, że pozwalamy jemu i siostrze na wszystko, więc niezależnie od tego, co zrobi i tak nie dostanie kary, więc nie przejmuje się swoim zachowaniem. Sebastian pochwalił się swojemu koledze, że podbiera nam pieniądze z portfela, a my i tak tego nie zauważamy. Córka oczywiście o wszystkim wiedziała, a nawet robiła to samo.

Historia o tym, jak mała dziewczynka zjednoczyła swoją rodzinę. To dowód na to, że cuda jednak się zdarzają

Szczerze mówiąc byłam po prostu zszokowana tym, co usłyszałam. Słuchałam tego dialogu przez jakąś chwilę, a potem weszłam do salonu. Syn stał plecami do drzwi i ciągle opowiadał koledze, jakimi to jesteśmy debilami. Dopiero widząc minę swojego znajomego odwrócił się i wtedy mnie zobaczył. W ogóle jednak się nie zawstydził, a patrzył na mnie tak bezczelnie i przebiegle. Zrozumiałam, że okropnie wychowaliśmy z mężemnasze dzieci. Syn po wszystkim oczywiście nawet mnie nie przeprosił. Zabrałam z salonu swoją torebkę i wróciłam do sypialni.

Następnego dnia z mężem zamontowaliśmy zamek do drzwi naszej sypialni, gdzie od teraz odnosiliśmy wszystkie nasze rzeczy, szczególnie te cenne. Teraz nasze pieniądze i kosztowności były bezpieczne i byliśmy pewni, że żadne z dzieci nam ich nie ukradnie. Mąż wspierał mnie we wszystkim i przyznał, że widział, iż dzieci zachowują się nieco inaczej, ale myślał, że to „taki wiek” i nie ma się czym przejmować.

Po wszystkim dzieci najwyraźniej uznały, że opłaca im się udawać dobre, dlatego bardzo się zmieniły i wręcz nam nadskakiwały. Próbowały odbudować nasze zaufanie, ale ja wiedziałam, że nie mogę im już wierzyć. Widząc, że ich zachowanie niczego nie zmienia pokazały swoją pazerną, chciwą naturę. Od tej pory czekaliśmy tylko, aż osiągną pełnoletniość. Kupiliśmy dla nich dwupokojowe mieszkanie, aby tam się przeprowadzili. Zarówno to dwupokojowe mieszkanie, które kupiliśmy dzieciom, jak i nasz dom są na nas zapisane.

Wcześniej dzieci przynajmniej czasami do nas dzwoniły czy pisały do nas jakieś wiadomości, ale teraz już w ogóle o nas zapomniały. Nie pamiętają o nas nawet w święta czy w urodziny. Miewałam jakieś wątpliwości, czy z mężem postąpiliśmy słusznie, ale teraz już ich w ogóle nie mam. Cały nasz majątek przepisaliśmy na lokalny dom dziecka, a nasze dzieci zostaną po naszej śmierci takimi „frajerami”, za jakiś nas mają.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

8 − 5 =

Wychowywaliśmy dzieci z nadzieją, że będą w przyszłości dobrymi ludźmi, ale bardzo się pomyliliśmy. Zdecydowaliśmy więc, że pozbawimy ich spadku