„Wybieraj, albo jesteś tam z nią, albo tu z nami”
Po pracy Halina wstąpiła do sklepu koło domu. Stała już przy kasie, gdy zauważyła ciocię Wandę. Kiedyś pracowała razem z matką Haliny. Za każdym razem, gdy spotykała przyjaciółkę mamy, zatrzymywała się, by zamienić z nią kilka słów.
Halina zapłaciła, odeszła od kasy i czekała na ciocię Wandę przy wyjściu.
— Dzień dobry — przywitała się Halina z podchodzącą kobietą. — Dawno pani nie widziałam.
— Halinko, witaj. Chorowałam, nie wychodziłam z domu. Chodź, muszę ci coś powiedzieć.
Halina zaniepokoiła się. Bartek miał szesnaście lat, trudny wiek. A trzynastoletnia Ola zaczynała się pięknieć. Może coś nabroiła? Zrobiło się jej ciężko na sercu. Torba z zakupami ciążyła, a uchwyty wpijały się w dłonie. Może powiedzieć, że się spieszy, uniknąć tej rozmowy? Nie zdążyła. Ciocia Wanda zatrzymała się i zaczęła mówić cichym głosem, pochylając się do jej ucha:
— Nie myśl źle, nie plotkuję. Mówię to, co sama widziałam. Nie jesteś mi obca, przecież dorastałaś na moich oczach. Twój Piotr zagląda do sąsiedniego domu, do młodej kobiety. Jej okna są dokładnie naprzeciwko moich. Jak tylko do niej przyjdzie, od razu zaciąga zasłony.
Halinę oblał zimny pot, a potem rzuciło ją w gorączkę. Nie spodziewała się takiego zwrotu akcji. Od wielu rzeczy, ale nie od Piotra.
— Postanowiłam cię uprzedzić. Sama się martwię. Macie dwoje dzieci. A co, jeśli to u niego poważne? Powinnaś interweniować, pogadać z mężem, póki nie jest za późno.
— Tak, pójdę już, ciociu Wando. — Halina odsunęła się, ruszyła szybko w stronę domu, próbując uHalina przycisnęła dłoń do serca, wiedząc, że choć życie już nigdy nie będzie takie samo, musi być silna dla dzieci, dla małego Adasia, i – może kiedyś – dla Piotra, jeśli naprawdę zechce wrócić do nich wszystkimi myślami.



