Wybór – albo jesteś tam, z nią, albo jesteś z nami
Po pracy Kinga wstąpiła do sklepu koło bloku. Już stała przy kasie, gdy zauważyła ciocię Wandę. Kiedyś pracowała razem z jej matką. Za każdym razem, gdy spotykała przyjaciółkę mamy, zatrzymywała się, by zamienić kilka słów.
Kinga zapłaciła, odeszła od kasy i czekała na ciocię Wandę przy wyjściu.
– Dzień dobry – powiedziała Kinga, gdy starsza kobieta podeszła. – Dawno pani nie widziałam.
– Kinguś, dzień dobry. Chorowałam, nie wychodziłam z domu. Chodź, muszę ci coś powiedzieć.
Kinga zaniepokoiła się. Bartek miał szesnaście lat – wiek burzliwy. A trzynastoletnia Zosia już wchodziła w nastoletnie bunty. Może coś nabroiła? W środku zrobiło się ciężko, a torba z zakupami ciążyła jak kamień. Może powiedzieć, że się śpieszy, uciec od tej rozmowy? Nie zdążyła. Ciocia Wanda zatrzymała się i zaczęła mówić półgłosem, nachylając się do jej ucha:
– Nie pomyśl źle, nie plotkuję. Mówię, co sama widziałam. Jesteś mi bliska, przecież patrzyłam, jak dorastałaś. Twój Marek zachodzi do sąsiedniego domu, do młodej kobiety. Jej okna są dokładnie naprzeciw moich. Jak tylko przychodzi, od razu zasuwa firanki.
Kingę oblał zimny pot, a pot uderzyła gorączka. Nigdy by się nie spodziewała takiego zwrotu. Od kogoś innego – ale nie od Marka.
– Postanowiłam cię ostrzec. Sama się martwię. Macie przecież dwójkę dzieci. A jeśli to u niego coś poważnego? Powinnaś porozmawiać, póki nie jest za późno.
– Tak, muszę już iść, ciociu. – Kinga odsunęła się i ruszyła szybko w stronę domu, pragnąc uciec od współczującego spojrzenia i słów cioci Wandy, zupełnie zapominając, że mieszkają w sąsiednich blokach i mijały się codziennie.
Zadyszana szybkim marszem, Kinga długo nie mogła trafić kluczem do zamka. Weszła do mieszkania, osunęła się na puf i postawiła torbę przy nogach. Upadła, część rzeczy wysypała się i potoczyła po podłodze. Kinga nawet tego nie zauważyła, ogłuszona wiadomością. Na hałas z pokoju wyszNa hałas z pokoju wyszła Zosia i zaczęła zbierać rozsypane produkty, spoglądając na matkę z niepokojem w szeroko otwartych oczach.



