Długo już minęło, a ja wciąż przypominam sobie tamten czas. Poranna cisza naszego podwórka w Rzeszowie przerwana została radosnym głosem Krystyny Nowak:
Maria Stanisławówna, spójrzcie tylko, co za cudowności! Sąsiadka wymachiwała telefonem przed moją twarzą. Oto nasza nowa działka rekreacyjna nad Wisłą, a tu auto mojego syna, wyobrażacie sobie, jakie kosztowne! A to wnuczka przy fortepianie, uczy się w szkole muzycznej!
Tak, tak, bardzo ładne kiwałam głową, stojąc przy skrzynkach pocztowych i przeglądając rachunki. Tylko śpieszę się, Krystyno, wybaczcie…
Ależ dokąd tak? Sąsiadujemy tyle lat, a na pogawędkę czasu brak! Krystyna nie ustępowała. Patrzcie, a to my z mężem w Chorwacji, wyjazd ubiegłomiesięczny. Hotel z pełnym wyżywieniem, cały pakiet! A wy kiedy ostatnio wypoczywaliście?
Westchnęłam i obróciłam się ku niej. W moich siwych oczach przemknęło zmęczenie.
Ja nie wypoczywam, Krystyno Krzysztofównie. Nie mam na to czasu.
Jak to nie ma czasu? zdziwiła się. Dzieci dorosłe, wnuki macie, emeryturę pobieracie…
Dzieci dorosłe, owszem cicho zgodziłam się. Tylko mieszkają daleko stąd.
I co z tego? Mój syn też w Warszawie pracuje, ale ciągle się kontaktujemy, przyjeżdża co weekend! A pensja jego matko święta! Krystyna znów sięgała po telefon. Proszę, patrzcie, to nowy płaszcz futrzany, jaki mi podarował, z norek!
Milcząc, weszłam na drugie piętro, zostawiając sąsiadkę z jej zdjęciami na dole.
W mieszkaniu powitała mnie zwyczajna cisza. Dwupokojowe lokum, które niegdyś wydawało się ciasne dla czteroosobowej rodziny, teraz wyglądało pusto. Na parapecie stały fiołki jedyne istoty żywe w tych ścianach.
Moje drogie dziewczynki szepnęłam, podchodząc do kwiatków. Wy przynajmniej mnie nie opuściłyście.
Włączyłam telewizor, bardziej dla odgłosu niż oglądania. W wiadomościach mówili o podwyżkach emerytur, o nowych świadczeniach. Uśmiechnęłam się gorzko mojej starczyło na niezbędne, lecz niewiele ponadto.
Zadzwonił telefon. Serce zabiło szybciej może Jakub? Może Joanna?
Maria Stanisławówna? nieznany głos. Zarząd budynku przy ul. Królewskiej. Naliczyła się zaległość za media…
Jaka zaległość? zdziwiłam się. Zawsze płacę punktualnie!
System wskazuje brak wpłaty za ubiegły miesiąc…
Długo tłumaczyłam, że uregulowałam, wskazywałam potwierdzenia przez słuchawkę, lecz połączenie zostało przerwane.
Wieczorem, gdy za oknem zapadł zmrok, siedziałam w kuchni z kubkiem herbaty. Na stole leżały fotografie stare, jeszcze z rolki. Oto Kubuś w pierwszej klasie, poważny, z wielkim bukietem. Oto Joasia na balu maturalnym, piękna, roześmiana. Oto my wszyscy razem na działce teściowej, kiedy mąż jeszcze żył…
Gdzie teraz jesteście, moje najdroższe? zapytałam zdjęć. Jak to się stało, że zostałam sama?
A rano znowu spotkałam Krystynę Krzysztofównę na podwórku. Niosła ogromne torby ze sklepu.
Och, Maria Stanisławówna! ucieszyła się sąsiadka. Właśnie chciałam powiedzieć! Wnuczka dzwoniła wczoraj, dostała się na uniwersytet, bez opłat! Wyobrażacie sobie, jaka zdolna! A syn przyrzekł jej nowy smartfon z tej okazji!
Gratuluję powiedziałam.
A u was jak? Wnuki? spytała Krystyna, choć widać było, że tylko z grzeczności.
Nie mam wnuków odparłam cicho.
Jak to nie? zdumiała się. A wasze dzieci?
Są dzieci. Jakub i Joanna. Tylko oni… bardzo zajęci. Jakub pracuje w Niemczech, informatyk. Joanna w Stanach mieszka, tam wyszła za mąż…
To znakomicie! zawołała Krystyna. Zatem wszystko u was wspaniale! Dzieci się urządziły, za granicą! Powinniście być dumni!
Powinnam przyznałam. I jestem.
Otóż to! A wy chodzicie tacy przygnębieni. Pieniądze pewnie przesyłają? Pomagają?
Przysyłają skłamałam. Oczywiście, pomagają.
W rzeczywistości ostatni raz Jakub przesłał pieniądze na moje urodziny, pół roku temu. Dwieście złotych. Joanna nie przysyłała wcale miała tam, w Ameryce, jak tłumaczyła przez telefon, duże kredyty, dom kupili.
W domu usiadłam do komputera starego, który Jakub zostawił, wyjeżdżając. Uruchomiłam komunikator, spojrzałam na kontakty. Jakub był dostępny, lecz status wskazywał „Zajęty”. Joanna nie logowała się od trzech tygodni.
Napisałam do syna: „Kubusiu, co u ciebie? Jak zdrow
I tylko szmer wiatru za oknem odpowiadał na jej słowa, gdy światło kolejnego dnia gasło w ciszy pustego mieszkania.



