Wszystko jest możliwe

Wszystko się zdarza

Hanna obudziła się na kilka minut przed dzwonkiem budzika. Poleżała jeszcze, nastawiając się na nowy dzień, taki sam jak wczoraj, tydzień, miesiąc, rok temu. Jej życie toczyło się równo, według ustalonego porządku, bez niespodzianek.

Choć nie, kilka lat temu ich syn z mężem zgotowali im niespodziankę. Dostał się na uniwersytet i oznajmił, że chce żyć samodzielnie. Jak się martwiła, jak próbowała odwieść go od tego pomysłu! Groził jednak, że rzuci studia i pójdzie do wojska. Co było robić? Pogodzili się, nawet opłacali mu mieszkanie. Po studiach syn zaczął pracować i zrezygnował z pomocy rodziców.

Hanna ostrożnie wstała, by nie obudzić męża, i poszła do kuchni. Wkrótce po mieszkaniu rozszedł się zapach świeżo zaparzonej kawy, prawdziwej, nie rozpuszczalnego substytutu.

Gdy do kuchni wszedł mąż, pachnąc żelem pod prysznic, czekała na niego filiżanka parującej kawy i talerz z kanapkami. Omletów i owsianki nie uznawał. Zjadł w milczeniu i równie cicho opuścił kuchnię.

— Dziś się spóźnię, mamy posiedzenie rady wydziału — krzyknął z przedpokoju.
Hanna wyszła za nim, poprawiła mu krawat i kołnierzyk koszuli, strzepnęła niewidoczne pyłki z ramienia, jakby nakładała ostatni, najważniejszy pociągnięcie pędzla na obrazie. To był ich rytuał, różniący się tylko tym, że zimą poprawiała mu szalik, a latem krawat. I zawsze strzepywała coś z ramienia marynarki, płaszcza czy kożucha, w zależności od pory roku.

Po wyjściu męża Hanna doprowadziła się do porządku, wypiła herbatę z cytryną i usiadła do laptopa. Pracowała w domu, tłumacząc artykuły i książki z angielskiego i francuskiego.

Praca szła jej gładko, książka ją wciągała. Co chwilę zaglądała do słowników, dobierając właściwe znaczenie słów. Przerwał jej dzwonek telefonu.

— Hanno Romanowno, dzień dobry. Dzwoni Wanda z katedry — przedstawiła się kobieta.

Usłyszawszy bezbarwny głos wykładowczyni z katedry męża, Hanna od razu wyobraziła sobie wysoką, płaską w biuście, nieładną kobietę około czterdziestu pięciu lat.

— Dzień dobry. Co się stało? Z Kazimierzem? — zaniepokoiła się.

— Nie, z nim wszystko w porządku. — Kobieta zrobiła pauzę. — Muszę z panią porozmawiać. Akurat jestem w pobliżu. Mogłabym wpaść za pięć minut. To dobry moment?

— Tak, oczywiście — odparła Hanna, zdziwiona, jak nauczycielka mogła być „w pobliżu” w środku dnia wykładów.

Dokładnie pięć minut później zadzwonił dzwonek. Hanna otworzyła i wpuściła gościa.

— Herbaty, kawy? — zaproponowała.

— Nie trzeba. Mam mało czasu. Wykład się skończył wcześniej, więc…

Przeszły do pokoju i usiadły na kanapie.

— Słucham — powiedziała Hanna.

— Nieprzyjemnie mi to mówić, ale nie mogę milczeć. Pani mąż spotyka się ze studentką, miłą dziewczyną lat dwudziestu. Mieszka z matką inwalidką — zaczęła Wanda.

— Oszczędź mi szczegółów.

— Dobrze. Przypadkiem usłyszałam jego rozmowę telefoniczną. W skrócie, ta studentka spodziewa się dziecka. A pan mąż obiecał, że jej nie opuści, pomoże…

Hanna milczała. Po chwili, nie doczekawsHanna spojrzała w okno, gdzie sąsiad znów pracował w ogrodzie, i pomyślała, że czasem życie pisze najbardziej nieoczekiwane scenariusze, ale to odgrywanie ich z godnością czyni nas prawdziwie wolnymi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + sześć =

Wszystko jest możliwe