Wszyscy w biurze, uważali Marię za „mężczyznę”. Jednak pewnego dnia na imprezie firmowej, udowodniła jak bardzo potrafi być kochającą matką.

Od najmłodszych lat, Maria miała żywą osobowość. Jej przyjaciele i znajomi zawsze byli zdumieni, że tak uczona dziewczyna jak Maria, jeśli sytuacja tego wymagała, walczyła słowami. A jeśli trzeba, to i siłą. Nikomu nie wolno było przekroczyć granicy. Kiedy była świadkiem, jak ktoś silny próbuje obrazić osobę słabą, Maria nie wahała się ani sekundy i stawała w jej obronie. Była zdeterminowana, miała zdolności przywódcze, potrafiła pokonać wszelkie trudności. Maria była całkowicie obojętna na to, co mówili o niej ludzie. Wiele osób próbowało ją obrażać przy każdej okazji, mówić do niej przykre rzeczy i dyskutować z nią.

Ona po prostu w ogóle nie zwracała uwagi na takich ludzi, nie interesowała się nimi. Oczywiście byli tacy, którzy wspierali Marię. Na swoją rodzinę, zawsze mogła liczyć. Często lubiła powtarzać: „Rób to, co uważasz za słuszne, a potem niech się dzieje” – to był jej główny priorytet w życiu. Maria uparcie dążyła do celu, krok po kroku wspinając się po szczeblach kariery. Pewnego razu, gdy przechodziła obok biura swoich pracowników, usłyszała za sobą następujące zdania: „No to nasze życie w raju się skończyło, mężczyzna w spódnicy wrócił z urlopu”. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, ktoś inny by się obraził za takie słowa, ale nie Marysia.

„Wiem, że postępuję słusznie” – pomyślała i poszła do swojego gabinetu. Maria nie bez powodu nosiła przydomek „człowieka w spódnicy”. Była wymagającą, silną, surową szefową. Potrafiła hojnie chwalić, ale w razie potrzeby potrafiła też krytykować. Żaden z pracowników, nie mógł się zrelaksować podczas pracy, ale były też osoby, które uważały ją za sprawiedliwą. Dla niektórych była mentorem. Jeśli ktoś ciężko pracował, dążył do rozwoju zawodowego, dokładnie wykonywał swoje zadania i osiągał wyniki, miał zagwarantowany awans zawodowy.

Maria często słyszała plotki, że wiele osób współczuje jej rodzinie: „To komu nie można zazdrościć, to jej mężowi, a dzieci… Pewnie dorastają bez matczynej miłości i czułości.”

Takie zdania docierały do surowej szefowej od jej podwładnych, którzy w swoich umysłach malowali fantazje na temat jej życia osobistego. Dla nich Mariia była „mężczyzną”, który władał pejczem i fartuchem. Tylko Maria nie miała w zwyczaju zwracać uwagi na takie spekulacje, dlatego zawsze zachowywała zimną krew.

Pewnego dnia, szefowie firmy postanowili zorganizować piknik dla pracowników. Zaproszono również ich rodziny. Maria również postanowiła zabrać ze sobą swoją rodzinę. Przyszła z mężem i synami. Jeden z nich miał wtedy 9 lat, a drugi 3 lata. Cała uwaga była skupiona na jej osobie. W efekcie zamiast „mężczyzny” widzieli łagodną i czułą matkę i żonę. Ich rodzina wyglądała idealnie. Dbali o siebie nawzajem, traktowali się z uprzejmością i troską. Wspólnie uczestniczyli w zabawach, dzielili się smakołykami z bufetu.

Kobieta ani razu na nikogo nie krzyczała, nie szarpała. Jeśli dzieci były niegrzeczne, schylała się i tłumaczyła, czego nie powinny robić. Dawała dobry przykład. Dzieci były przyjazne i towarzyskie. A najbardziej niesamowite jest to, jak mówiła swoim synom: „pytaj tatę”, dając im tym samym do zrozumienia, że to on ma ostatnie słowo, a nie ona. Każdy człowiek odgrywa w życiu kilka ról. Kiedy potrafią zachować między nimi równowagę, ich życie jest jasne i pełne. W końcu, jeśli harmonijnie połączysz kilka ról, na pewno odniesiesz sukces. Idealnym rozwiązaniem jest sytuacja, kiedy układa się wszystko w domu jak i w pracy. Co o tym sądzisz?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + 5 =

Wszyscy w biurze, uważali Marię za „mężczyznę”. Jednak pewnego dnia na imprezie firmowej, udowodniła jak bardzo potrafi być kochającą matką.