Dymitr, serio? Znów te podłe róże? skrzywiła usta Jagoda, przyglądając się bukietowi. Mówiłam setkę razy: kocham piwonie. Piwonie, rozumiesz? Czy ty w ogóle mnie słuchasz? Co ty właściwie słuchasz?
Dymitr zastyga w progu. Policzki przyczerwiają się, a w oczach błyszczy to same przyznanie winny, zagubiony, gotowy zrobić wszystko dla jej uśmiechu.
Przepraszam, kochanie, zapamiętam. Następnym razem będą na pewno piwonie.
Jagoda niechlujnie odkłada bukiet na stół, nie wąchając go. Róże jednak piękne bujne, bordowe, z kropelkami wody na płatkach
Olga Michalska wspomina, jak jej córka po raz pierwszy przywiodła go do domu. Wysoki, szerokomostny, z otwartą twarzą i zrogowaciałymi rękami inżynier. Dymitr patrzy na Jagodę, jakby była najwspanialszym cudem świata. Władysław Piotrowski kiwnie wtedy przy żonie, szepcząc: normalny chłopak, poważny.
Pierwsze półtora roku mija bez problemu. Dymitr wozi Jagodę nad Bałtyk, daje jej biżuterię przy okazji i bez okazji, cierpliwie słucha niekończących się opowieści o przyjaciółkach i koleżankach z pracy. Jednak Olga zaczyna dostrzegać dziwne zmiany: córka mówi o nim z lekceważącym tonem, czasem z ledwo ukrytą nudą, nawet z pogardą Dymek przyniósł ciasto, wyobrażasz? Ja na diecie. Znowu dzwoni, przylgnął jak przyklejony do ciała. Przegląda jego prezenty, jakby to była danina, nie gesty miłości.
W drugim roku zaczynają się kłótnie. Właściwie to Jagoda je wywołuje. Nudno jej, beznadziejnie.
Naprawdę mnie kochasz? Coś tu nie gra pyta wieczorem, powtarzając pytanie co noc. Coś się zmieniło.
Jagodo, cały dzień
No właśnie! Cały dzień gdzieś indziej, a ja tu sama! Może masz kogoś nowego?
Dymitr się broni, tłumaczy, przysięga. Jagoda wścieka się przez dzień lub dwa, potem łaskawie wybacza. Przynosi kwiaty, książkę, której pragnęła, bilety do teatru. Świat się naprawia aż do kolejnej kłótni.
Powody pojawiają się wszędzie. Nie powiedział tego. Nie tak spojrzał. Nie polubił zdjęcia. Został po pracy. Zbyt szybko odpowiedział na SMSa więc siedział przy telefonie zamiast pracować. Zbyt wolno więc go ignorował.
Dość! Rozstajemy się! te słowa padają w ich związku zbyt często.
Za każdym razem Dymitr przychodzi pierwszy, prosząc o wybaczenie. Jagoda trzyma przerwę: dzień, trzy, tydzień, po czym topi się trochę.
Olga pewnego dnia pyta ostrożnie:
Jadziu, naprawdę go kochasz? Czy po prostu jest ci wygodnie?
Córka ziewa:
Mamo, co za pytania? Oczywiście, że kocham. Po prostu czasem jest taki natrętny, brakuje mi sił.
Pięć lat mija w tym dziwnym tańcu: namiętność kłótnia rozstanie pojednanie. Dymitr siwieje przy skroniach, choć nie ma jeszcze trzydziestu lat. Schudł, rzadziej się uśmiecha, ale trzyma się. Za co? Olga nie potrafi tego pojąć. Za nadzieję, chyba. Za wiarę, że kiedyś wszystko się ułoży, będzie prościej, spokojniej.
W szóstym roku występuje z propozycją.
Pierściółko piękne cienki złoty obrączka z małym, ale czystym diamentem. Dymitr przygotowuje się: rezerwuje stolik w dobrej restauracji, umawia muzyków, nawet zapisuje przemówienie na kartce, którą potem, zawstydzony, odczytuje na głos.
Jagoda mówi tak. Głupio, jakby zaproponowano jej deser do kawy. Nie najpyszniejszy, ale zakłada pierściółko, fotografuje je na portalach społecznościowych i dzwoni do przyjaciółek.
Olga obejmuje przyszłego zięcia mocno, matczynym gestem:
Dymitrze, cieszę się. Naprawdę się cieszę.
Władysław podaje dłoń:
Witaj w rodzinie. Oficjalnie już.
Przygotowania do ślubu ruszają natychmiast. Jagoda przejmuje ster: suknia z salonu, fotograf z portfolio gwiazd, żywe orchidee na stołach. Dymitr kiwa na wszystko, podaje kartki, zgadza się z każdym kaprysem. Chce, by ten dzień był idealny dla przyszłej żony.
Miesiąc przed wyznaczoną datą wszystko się wali.
Co to? wpycha palcem Jagoda wydruk menu. Tęcza? Naprawdę wybrałeś Tęczę?
Tam jest wspaniała kuchnia, Jadziu. Próbowałyśmy, podobało ci się.
Podobało się?! Mówiłam Biały Ogród! Z tarasem! Z widokiem na Wisłę! A ty przynosisz mi jakąś knajpkę!
Nie ma miejsc na nasz termin. Dzwoniłem, już zarezerwowano tam ślub.
I co? Miałeś się dogadać! Pieniędzy nie zaoferować! A ty po prostu po prostu! Jagoda dławi się z wściekłości. Dość! Ślub odwołany! Mam dosyć!
Rzuca menu na podłogę i wybiega z pokoju. Zwykły scenariusz: zostanie w domu, czeka na przeprosiny. Dymitr przyjdzie, przeprosi, Jagoda go po kilku dniach pogodzi i zamieni gniew na łaskę. Tym razem nie przeprasza. Wygląda na to, że jest po prostu zmęczony.
Następnego dnia Dymitr przychodzi po rzeczy. Jagoda obserwuje, jak zbiera maszynkę, ładowarkę, koszulkę z szafy.
Naprawdę? wciąż nie wierzy. Tak po prostu odchodzisz? I mnie zostawiasz?
Dymitr zapina suwak, patrzy na nią długo, z niezrozumiałym wyrazem.
Bądź szczęśliwa, Jadziu. Naprawdę
I wychodzi.
Jagoda czeka tydzień. Potem dwa. Telefon milczy. Żadnych wiadomości, telefonów, niespodziewanych wizyt. Kilka razy otwiera rozmowę z nim kursor mruga w pustym polu ale nic nie pisze. Duma nie pozwala. Dymitr miał wrócić pierwszy. Zawsze wracał pierwszy.
Mija miesiąc.
Może jest chory? Jagoda krąży po kuchni rodziców. Albo w delegacji? Może zadzwonić do niego?
Olga milcząco miesza barszcz.
Mamo, powiedz coś!
Co mogę powiedzieć, Jadziu? Puściłaś go odszedł.
Nie puściłam! Po prostu
Co?
Dziewczyna milczy, nie znajdując odpowiedzi.
Dwa miesiące później koleżanka Jagody z działu księgowości, Zuzanna, przy okazji wspomina przy lunchu:
Słyszałam, że widziałam twojego Dymka wczoraj. Z jakąś dziewczyną, taką uroczą, jasną.
Jagoda upuszcza widelec.
Z kim?!
Nie wiem. Nowa, chyba. Śmiały się, trzymały się za ręce Urocze, aż zęby się ugotowały.
Wieczorem Jagoda zagłębia się w jego mediach społecznościowych. Profil jest otwarty dawno wymusiła, by wyłączył prywatność. Nie ma nowych zdjęć, ale wśród znajomych pojawia się nieznane imię: Katarzyna Sołowiej. Starannie prowadzony profil z pejzażami i kociakami. Na awatarze dziewczyna około dwudziestu pięciu lat z miękkim uśmiechem.
Jagoda przegląda jej stronę do trzeciej nad ranem.
Olga obserwuje, jak córka się zmienia. Znika pewność siebie, w oczach pojawia się zimny szyderczy blask. Jagoda chudnie nie tak, jakby chciała, lecz niezdrowo, przybiera na wadze, pod oczami ciemne kręgi. Drażliwość na granicy histerii.
To wszystko jego wina! wybucha na rodzicach. Sześć lat! Sześć lat życia a on tak odchodzi? Za jakąś nieznaczoną kotkę?!
To ty go zostawiłaś, cicho przypomina Olga.
To nie to!
Czym to jest?
Jagoda nie potrafi wyjaśnić.
Rok mija niewidocznie i jednocześnie boleśnie. Jagoda śledzi życie Dymitra przez ekran telefonu: są razem z Katarzyną przy grillu; na koncercie jakiejś grupy; a tu nagle Przeprowadziliśmy się! zdjęcie z podpisem. Wspólne mieszkanie. Życie, o które marzył.
Później pojawia się zdjęcie pierściółka na delikatnym palcu. Powiedziałam tak! podpis i trzy serca.
Olga przypadkowo natrafia na ten post, przeglądając feed. Katarzyna promienieje na fotografii, Dymitr obok wciąż uśmiechnięty, oczy żywe, jak dawniej, zanim z niego wyczerpano całą radość.
Brawo, Dymitrze myśli Olga. W końcu.
Jagoda w międzyczasie próbuje nowych związków. Krzysztof wytrzymał cztery miesiące odszedł po kłótni o spóźnienie na urodziny przyjaciółki. Seweryn przetrwał dwa uciekł, gdy Jagoda zrobiła scenę w restauracji przy jego kolegach.
Wszyscy faceci tacy sami! oskarża kolejnego byłego, siedząc w kuchni rodziców. Niezawodni, egoistyczni!
Władysław bez słowa żuje kotlet. Olga dolewa herbatę i rozmyśla, jak dziwnie zbudowane jest życie. Córka przegląda telefon, zagląda w cudze szczęśliwe zdjęcia, co chwilę wracając do własnych.
Olga uśmiecha się. Cieszy się, że Dymitr wydostał się z objęć Jagody. Tak, to jej córka. Ale Olga wie, jaki charakter ma jej dziewczynka.
Podczas rodzinnej kolacji Jagoda włącza starą płytę.
Przynajmniej Dymek był cierpliwy. A ci Nie da się im nic powiedzieć, od razu się obrażają!
Może to nie ich wina? cicho sugeruje Władysław.
Tato, o co chodzi?
On wzrusza ramionami:
No tak. Trzeci facet w roku odchodzi. Dziwne zbieg okoliczności.
Jagoda podnosi głos:
To ja jestem winna, co!
Rodzice milczą. Czasem cisza mówi więcej niż słowa.
Później Olga myśli, jak wytłumaczyć córce oczywistość. Że miłość nie jest grą, w której można nieustannie przyciskać przycisk zapisz i wracać do wygodnego momentu. Że cierpliwość nie jest nieskończona. Że manipulacje niszczą zaufanie powoli, ale nieodwracalnie, jak rdza rozpuszcza metal.
A Jagoda obwinia świat o niesprawiedliwość i czeka na księcia na białym koniu takiego, który wytrzyma jej kaprysy na zawsze.
Olga wyciera ostatni talerz i układa w szafkę. Przez otwarte drzwi widzi córkę w salonie znów wpatrzoną w telefon, przeglądającą cudze strony. Wie, że Jagoda widziała zdjęcia syna Dymira i Katarzyny. Ich szczęśliwe twarze i zakochane spojrzenia. Olga także śledziła życie Dymira.
Trzydzieści lat temu Olga po raz pierwszy wzięła na ręce maleńką córeczkę i przysięgała chronić ją przed wszelkimi nieszczęściami. Ale sama Jagoda podąża w samotności. I aby stała się szczęśliwa, musi się zmienić. Albo nigdy nie pozna, czym jest być żoną i mamą.



