13.04.2025 Wpis w dzienniku
Co ty, babciu, ciekawi mnie? rzuciła w mnie ostry wzrok właścicielka przytulnego domu, nie odrywając dłoni od rozkładania kart na stole.
Usiadłem na krześle jakby przyklejony ze strachu, skinąłem głową i nieśmiało spojrzałem w ciemne, jak noc, oczy staruszki.
Aż się przypomina mi Nurek! Niebo jej królestwem! westchnęła, unosząc ręce w znak krzyża. Na jej ustach pojawił się ledwo zauważalny nostalgic͂ny uśmiech. Tak, twoja babcia była piękna! Wysoka, dumna, szyja i klatka piersiowa królewskie, niczym łabędź. A mądrością słynęła! Szkoda, że skończyła dopiero cztery klasy wojna przerwała naukę, a gdyby nie to, pewnie poszła daleko, uwierz mi
Gdy babcia Barbara wzruszyła się wspomnieniem, zamknęła usta. Potem jednak podniosła się i kontynuowała:
O dziewczynie język był naprawdę ostry! Panowie jej się bali. Wszystko dla jej ukochanych przeżywała! zachichotała podstępnie. Nic dziwnego, że Nura, choć zamężna, wystarczyło jej spojrzenie, by mężczyzna odleciał. A ona, psotnica, na jego twarz jeszcze się uśmiechnie! Natomiast twój dziadek kochał się w niej i był jej wierny. Co do chłopaków to tylko zabawa, uśmiechnęła się życzliwie Barbara.
Babciu Barbaro, czy ty i moja babcia się znałyście? wydało się mi nie wytrzymać ciekawości.
Och, kochanie, my dwie byłyśmy jak nitka i igła zawsze razem. A jak się w młodości wygłupiałyśmy! zamrugała staruszka, a w jej oczach zabłysły złote iskierki. A zgadniesz, kto mnie uczył wróżenia? zapytała przymrużając oczy.
Moje brwi uniosły się:
Czy to babcia Nura?! westchnąłem z zachwytem.
Tak właśnie! potwierdziła z dumą.
Co w tych pomalowanych kartach, na pierwszy rzut oka? przejechała palcami po wachlarzu kart. A Nura tylko spojrzy i wszystko zrozumie! Powie dokładnie, co było i co będzie z człowiekiem. Tak właśnie, wnuczku! dodała z powagą. Powoli przejmowałem od przyjaciółki tę starą mądrość.
Ojej, babciu, czy to prawda? nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem, patrząc na szare kosmyki wypływające spod chusty niczym małe rogi.
Nie śmiej się, dziewczynko! obniżyła głos wróżka, przybijając mnie lodowatym wzrokiem.
Zimny podmuch przeszył mnie po plecach:
Babciu Barbaro, przepraszam, żartowałam! zaleciłam jej niewinne spojrzenie.
Ehh, Felek niewierny! wyszeptała nie tak groźnie.
Dobrze, wybaczam! Jesteś jeszcze mała, czego miałbym odebrać? dodała łagodnie. Pamiętaj tylko: nie da się przejechać koniem obok przeznaczonego małżonka!
Babciu, czy mam już wybrać męża? zapytałam niepewnie.
Och! Chcesz zajrzeć w przyszłość, piękna? uśmiechnęła się, pełna zmarszczek. My, stare wróżki, wszystko możemy! podniosła nową talię i rozłożyła na obrusie królewski rycerz, damę w koronie i pana w beretach walc. Może kiedyś przypomnisz sobie o mnie i przestaniesz tak beztrosko żartować rzekła Barbara, układając karty.
O, Irka, patrz, droga została wyjęta! Czy naprawdę wyjedziesz ze swoimi? zdziwiła się staruszka. A mężczyźni przyjdą, o tym nie ma wątpliwości! Już teraz widzę oczy dwie małe miseczki i twarz nieźle uśmiechniętą. Ale to wszystko próżność! Nie poruszą twojego serca. wskazała na czerwonego króla. Pokochasz go, ale będzie nieodpowiedni. Lepiej go omijaj, bo będziesz płakać! westchnęła i potrząsnęła głową. Czy można powstrzymać zakochanych? machnęła bezradnie.
Po wyłożeniu kolejnych kart jej twarz rozjaśniła się:
Ten drugi, krzyżowy, będzie porządny! Z nim wszystko się uda, uwierz mi zaświeciła. Tylko nie będzie to wkrótce, moja czuła! pogłaskała moje rude loki, a my obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
***
Często zaglądałem do babci Barbary. Mojej własnej babci nigdy nie spotkałem; odeszła już dawno, a Barbara mieszkała samotnie i darzyła mnie, wnuczka przyjaciółki, ogromną sympatią. Czułem to, choć czasem drżało mi serce, gdy była w złym humorze.
Babcia Barbara była znaną wróżką. Ludzie z całej okolicy przybywali do niej. Nie brała pieniędzy, ale przyjmowała domowe przysmaki była naprawdę gościnna!
Wciąż pijemy z nią herbatę i łupremy po dwie porcje ciasta z jajkami i koperkiem.
Babciu, czy uda mi się kiedyś przewidywać przeznaczenie? zapytałem ostrożnie, wkładając kolejny kawałek ciasta do ust.
Babcia spojrzała na mnie czarnymi, węglowymi oczami, jakby był zaskoczona. Po chwili jej wyraz złagodniał.
Hmm Może właśnie ci się to uda mruknęła zamyślona. Przyjdź jutro, jeśli nie zmienisz zdania! dodała stanowczo. Będę cię uczyć.
***
Czas leciał niczym lekki ptak. Wczoraj jeszcze biegałem po kałużach, skakałem skakankę jak wiewiórka i puszczałem latawce, a dziś skończyliśmy siódmy rok szkoły, odbyliśmy praktyki i lato przytuliło nas swoimi gorącymi promieniami. O, to cud lato! Kąpiele, opalanie!
Z dyplomem w ręku pędziłem do domu, by pochwalić się, że skończyłem rok prawie same piątki! Gdy przekroczyłem próg, zobaczyłem płaczącą mamę z wydrukowanym listem w ręku. Aha, list od cioci Nelli pomyślałem. Znowu nam się chce wciągnąć w jej dom przeszło mi przez myśl.
Tata stanowczo sprzeciwiał się.
Aniu, czy nam tu naprawdę nie jest źle? Mamy dom, kury, gęsi, krowę, a nad rzeką szumi! argumentował gorzko.
Nasze dziewczęta nie widziały kwitnących jabłoni, nie jadły wiśni, nie zakopywały noży w arbuzie! mruknęła mama. Kolanko, chcę wrócić na naszą ziemię! błagały jej złocisto-brunatne oczy.
Męskie łzy to potężna siła! Może tata po prostu kochał ją, naszą Anię, za bardzo… Inaczej nie da się wyjaśnić, że nagle porzuciliśmy wszystko i ruszyliśmy do dalekiej, pachnącej łąkami Ukrainy.
***
1 września cała szkoła z zainteresowaniem patrzyła na mnie i moją siostrę. Na apelu stałyśmy w pięknych sukienkach, koronkowych fartuszkach i wielkich kokardach, wyróżniając się wśród skromnie ubranych rówieśniczek. Dla mnie to nie miało znaczenia; bałem się jedynie, jak przyjmą mnie koledzy. Niemal wchodząc do klasy, podeszła do mnie dziewczyna.
Nazywam się Jadwiga przedstawiła się i uśmiechnęła szczerze. Aniu, nie bój się, chłopaki u nas mili! Chcesz usiąść przy mnie? zapytała dużymi szarymi oczami. Skinąłem z wdzięcznością. Tak zaprzyjaźniliśmy się z Jadwigą na całe życie.
Podczas długiej przerwy Vasyl wziął gitarę i zaczęła płynąć piosenka. Jasnowłosy, przystojny, lekko pulchny chłopak śpiewał z taką tęsknotą, że serce moje zamachało się jak morze. Wydawało się, że nie widzi nikogo oprócz dziewczyny, której grał sercem.
Czy nasz Wasil już się zakochał? szepnęła Jadwiga, spoglądając na jego przemienioną twarz.
Śpiewa dla ciebie odparła ze smutkiem.
Żartujesz?! spytałam zdezorientowana.
Jadwiga westchnęła i lekko odwróciła głowę, a jej usta przygwiżdżały: Biedny Vasyl!
Dlaczego tak bywa, że serce marzy o jednym, a oczy szukają innego? Ten drugi chłopak zgrabny, wesoły, lubi wypić i ma już w głowie małe aniołki.
Zaczęło się to od Don Juana przystojniaka w ósmej klasie, którego serce przyciągnęło mnie niczym ptak niebo. Zdecydowałem, że będę go unikał za wszelką cenę. Nie chciałem być kolejną ofiarą przystojnego chłopaka.
Tymczasem Anatolij zaintrygował nowy cel. Chłopak z zainteresowaniem spoglądał na szczupłą dziewczynkę z warkoczykami. Jego oczy hipnotyzowały, nie zostawiając spokoju.
Na lekcji z tablicą musiałem odpowiadać jego rozbawione spojrzenie sunęło po moich nogach, wznosząc się coraz wyżej. Trzymałem się, nie reagując na jego podania. Ten chłodny gest nie podobał się sercowemu drapieżnikowi, a na WF-ie Tolik postanowił zwrócić na siebie uwagę! Na 100metrów przebiegł szybciej niż wiatr, a rzut dyskiem posłał go tak daleko, że nauczyciel od gwizdka się uśmiechnął.
W piłce nożnej Tolik był nie do pokonania! Wszystkie dziewczyny wiwatowały, a jednak jedna z nich jej oczy pozostały nieprzenikliwe. Tolik przygniótł się, schudł nieco, ale nadal podobała mu się ta nieosiągalna dziewczyna. Każda próba rozmowy kończyła się fiaskiem, co go frustrowało i wkurzało. Czy nie podobaę się?! po raz pierwszy w życiu pomyślał serce Tolika.
***
Jesień podkradła się podstępnie, a po niej nadeszła biała, śnieżna zima. Szkoła rozbrzmiewała radością już szykowano się do Sylwestra! Wszyscy szykowali maski, uczęszczali na próby wierszy i piosenek, tworzyli niezwykłe kostiumy.
Z Tamarą wybrałyśmy role sióstr Larych, Tomka spodobała się wesoła Olya, ja wolałam spokojną, delikatną Tatianę. Ciocia Nela uszyła nam długie, sięgające podłogi suknie. Nasze włosy zamieniły się w złociste kaskady.
Gdy otworzyły się drzwi klubu, wpadłyśmy w świat baśni: wśród nich husary, rozbójnicy, księżniczki, wróżki, małpki i krasnale. Wśród nich krążył Kasjer, a brawurowa Baba Jaga wesoło tańczyła.
Przez tłum prześlizgnęła się Złotko nasza Jadwiga:
Dziewczyny, wyglądacie bosko! przywitała nas promiennym uśmiechem i koroną.
Po przedstawienia wreszcie rozpoczął się taniec. Pierwszy, który podszedł i wyciągnął mi rękę, był Tolik! Jego nieco poważne oczy patrzyły z błaganiem.
Aniu, zatańczysz ze mną? wypowiedział drżącym głosem.
Nie mogłam się oprzeć. Każda komórka ciała poddała się mu, a ręka spoczywała na jego silnym ramieniu. Wirując w walcu, zapomnieliśmy o wszystkim, a piękna melodia wynosiła nas coraz wyżej. Ten nieziemski moment zostanie ze mną na zawsze.
Nasze spotkania były niepowtarzalne i pełne niewinności! Czy można zapomnieć pierwsze przytulenie, pierwszy miodowosłodki pocałunek? Topiłam się w jego bezkresnych oczach, dryfując jak płatek śniegu w jego silnych, czułych ramionach. Jego słowa brzmiały jak symfonia:
Kocham cię, Irka! Kocham bardzo!
Wieczorem sięgnęłam po karty.
Co przyniesie jutro? zapytałam z niepokojem swoje ciche pomocnice.
Na początku królowie i damy zapewniały, że wszystko będzie dobrze z Tolikiem. Marzyłam o wspaniałym, królewskim pojeździe ślubnym Lecz nagle wypadła przed mnie dama pikowa. Wydało mi się, że jej spojrzenie przeszywa w serce jak jad. Koci pazur podrapał moje serce
Jednak rankiem, kiedy zobaczyłam ukochane oczy Tolika, niepokój zniknął niczym śnieg wiosną.
Później w szkole pojawiła się praktykantka czarne loki, duże oczy, smukła talia i pełne piersi. Była bystra jak nikt! Prowadziła lekcje fascynująco, a my, uczniowie, nie mogliśmy przestać jej podziwiać.
W sobotę Tolik obiecał randkę nie przyszedł. Czekałem na niedzielę również nie zjawił się W końcu zobaczyłem go w szkole, uśmiechniętego, szczęśliwego, biegnącego w stronę Nyi, swojej ukochanej, a ona, jak mała dziewczynka, pospieszyła mu naprzód. Ich spojrzenia spotkały się, splatały od razu zrozumiałem, że ci dwoje są przeznaczeni na wspólne życie.
A co ze mną? W końcu zrozumiałem, że jedyną prawdziwą mądrością jest akceptować los i żyć z wdzięcznością za każdy oddech.



