Wróciłam na swoją działkę i zobaczyłam, jak teściowa z mężem pokazują ją kupcowi, pewni, że się nie …

W słoneczną sobotę październikową Kasia postanowiła odwiedzić swoją działkę pod miastem. Wstała wcześnie, wypiła kawę, spakowała narzędzia i termos z herbatą. Działka znajdowała się czterdzieści kilometrów od Warszawy, w małej miejscowości o nazwie Jabłonka. Kupiła ją pięć lat temu, jeszcze przed ślubem, za pieniądze uzbierane podczas pracy jako programistka. Wtedy ceny były rozsądne – udało się nabyć dwanaście arów z małym drewnianym domkiem. Wszystkie dokumenty były na jej nazwisko.

Przez lata Kasia urządzała letnisko: posadziła jabłonie, wiśnie, założyła warzywnik, naprawiła płot, pomalowała domek. Latem przyjeżdżała co weekend, pracowała w ogrodzie, odpoczywając od miejskiego zgiełku. Jej mąż Marek rzadko tu zaglądał. Mówił, że nie lubi ogrodnictwa, że komary gryzą i że jest nudno. Wolał zostać w mieście, spotykać się z kumplami i oglądać mecze. Kasia nie nalegała. Działka była jej prywatną przestrzenią, miejscem gdzie mogła pobyć sama ze sobą.

Ostatni raz była tu pod koniec sierpnia. Potem zaczęły się projekty w pracy i brakowało czasu. Więc gdy w październiku wreszcie znalazła wolny dzień, postanowiła sprawdzić, czy wszystko w porządku. Czy okna są zamknięte, czy dach nie przecieka, czy nie wdarły się żadne zwierzęta. Trzeba było też zgrabić opadłe liście i przygotować działkę na zimę.

Kasia wsiadła do samochodu, włączyła radio i ruszyła w drogę. Podróż zajęła niecałą godzinę. Za oknem migały pola, laski i wsie z pochylonymi płotami. Jesień pomalowała drzewa w złote i pomarańczowe barwy, liście ścieliły się wzdłuż poboczy. Kasia uwielbiała tę porę roku – chłód, ciszę i zapach ognisk.

Gdy podjeżdżała do furtki, zauważyła obcy samochód zaparkowany obok. Szary SUV stał tuż przy wejściu na jej działkę. Kasia zmarszczyła brwi. Kto to może być? Sąsiedzi jeżdżą starymi maluchami, a taki wypasiony wóz na pewno nie był stąd. Zatrzymała się, wysiadła i podeszła bliżej.

Przez kraty furtki zobaczyła Marka i jego matkę Danutę, którzy oprowadzali obcego mężczyznę po działce. Kasia zamarła. Co oni tu robią? Marek rano mówił, że jedzie pomóc koledze w remoncie. A teściowa nigdy tu nie przyjeżdżała, narzekając na zdrowie, ciśnienie i stawy. A teraz oboje spacerowali po jej ziemi w towarzystwie obcego faceta w garniturze.

Kasia przyjrzała się uważniej. Marek wskazywał ręką na odległy kąt działki, gdzie rosły stare jabłonie. Danuta kiwała głową, coś mówiła, wymachiwała rękami. Nieznajomy notował coś w notesie, rozglądał się, oceniająco patrząc na ziemię, płot i domek.

Danuta żywiołowo opowiadała: „Tutaj można postawić dom, miejsce jest przestronne, wszystko wygodnie. Sąsiedzi spokojni, las niedaleko, rzeka dwa kilki stąd. Prąd doprowadzony, woda ze studni, czysta. Działka równa, żadnych problemów z fundamentem nie będzie.”

Kasia słuchała i nie wierzyła własnym uszom. Teściowa reklamowała jej działkę jak agentka nieruchomości. Zachwalała ziemię, która do niej nie należała. Ziemię, na której teściowa nigdy nawet nie była.

Marek dodawał: „Tak, dokumenty załatwimy szybko, kupno bez problemów. Wszystko czyste, bez obciążeń. Cenę możemy negocjować, ale jest adekwatna. Targ możliwy.”

Kasia zaci

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + cztery =

Wróciłam na swoją działkę i zobaczyłam, jak teściowa z mężem pokazują ją kupcowi, pewni, że się nie …