Wróciłam do domu – bez męża i jego rzeczy

Wróciłam do domu ani męża, ani jego rzeczy nie było.
No i co, patrzysz na mnie tak? uśmiechnęła się Zofia. Staszek po prostu chciał mi udowodnić, że jest takim pożądanym facetem. I to wszystko.
Co to ma znaczyć? dopytała Jagoda.
Czysta prawda, kochana odpowiedziała była żona Staszka.
Nic nie rozumiem zasłabła dziewczyna.

Jagoda została wyhodowana przez mamę jak najcenniejszy kwiat. Anna, surowa właścicielka własnej tartaku w lesie, rządziła twardą ręką, ale przy jednej córce jej głos zamieniał się w cichy, kołyszący ton, a oczy promieniowały czułością. Tak wyrosła Jagoda delikatna, krucha i ufna. Nie znała smutków, chodziła do zwykłej szkoły i do muzycznej, z radością ucząc się gry na fortepianie. Nie została wielką artystką, ale została świetną nauczycielką.

Pozostało już tylko wyjść za mąż, a wtedy pojawił się przystojny Wojtek. Zakochiwał się w niej, wydając swoją skromną pensję kierowcy około trzech tysięcy złotych miesięcznie na gesty i komplementy, patrząc jej w oczy z taką miłością. Mama jednak nie przepadała za nim.

Lenistwo i głupota! wydała surowy werdykt Anna.

Mamo, ale ja go kocham oczy Jagody napełniły się łzami.

No dobrze, ale mieszkajcie ze mną! odparła natychmiast.

W ich przestronnym trzy pokojowym mieszkaniu było wystarczająco miejsca dla wszystkich, a nowy mąż nie miał nic przeciwko dzieleniu domu z teściową, która cały dzień spędzała w tartaku. Wojtek, całkiem młody i bez doświadczeń, początkowo był troskliwy i czuły. Po ślubie jednak pokazał prawdziwą twarz: pił, wędrował po mieście, podnosił głos na żonę. Przy teściowej starał się zachować przyzwoitość, ale ledwo. Jagoda nie chciała przyznać się do wad męża.

Dziewięć miesięcy po ślubie urodziła synka Łukasza i cieszyła się, że wreszcie mają prawdziwą rodzinę. Chłopiec rozwijał się powoli, wymagał wiele uwagi, a Wojtek coraz częściej tracił cierpliwość. Jagoda znosiła to, mając nadzieję na lepsze jutro.

Cierpliwość skończyła się, gdy nagle zmarła mama, przeżywszy zaledwie rok radości z wnukiem. Pogrzeb zajął się stary przyjaciel Anny, Józef Sergiusz, prawnik z wieloletnim doświadczeniem. Wojtek w tym czasie nie pojawiał się w domu, a kiedy już wrócił, w przedpokoju czekały już torby z jego rzeczami. Groził pozwem i podziałem majątku, ale Jagoda milczała.

Dzięki Józefowi udało się wyprzeć prawie każdego byłego męża przy drzwiach. Nie pozwolił na żaden podział majątku. Od tej pory Jagoda nie zarządzała już tartakiem przejęli go wykwalifikowani pracownicy zatrudnieni przez Józefa. Rodzina zmniejszyła się, ale nie brakowało im niczego.

Strata matki i rozwód były dla Jagody ciężkie nie miała przyjaciół ani krewnych. Miał tylko syn, który potrzebował jej opieki, i to właśnie na niego skupiła się całkowicie. Nie myślała o żadnych mężczyznach, oprócz Józefa, którego nie liczyła.

Pewnego dnia wyszli z pięcioletnim Łukaszem z przychodni, próbując schować się przed deszczem pod wielkim parasolem. Czekanie w budynku nie miało sensu, bo pogoda nie miała się polepszyć, a taksówka nie nadjeżdżała popyt był ogromny. Postanowili więc ryzykować.

Wskakujcie szybciutko! nie zdążyli przejść dwudziestu metrów, kiedy obok nagle zatrzymał się samochód, a kierowca, pochylając się przez siedzenie, otworzył tylną drzwi. Wskakujcie, bo tu parkowanie zabronione!

Jagoda nie pomyślała, że to niebezpieczne, a kiedy zobaczyła kierowcę, rozpoznała go z korytarzy przychodni przyjeżdżał tam ze swoim synem w wieku Łukasza.

Dziękuję! podziękowała gorąco Staszkowi po przejażdżce (w drodze poznali się).

Proszę! uśmiechnął się wesoło. A numer telefonu dasz?

Zrobiła się nagle nerwowa.

Przepraszam, ale nie spotykam się z mężatymi mężczyznami odrzuciła i razem z synem ruszyła w stronę klatki schodowej.

Nie spodziewała się, że znów ich spotkają tak szybko. Następnego dnia Staszek stał w dziedzińcu.

Nie jestem żonaty wyciągnął jej rozwodowy akt, który otrzymał miesiąc temu.

Czy Jagoda zmęczona samotnością, czy Staszek zbyt wesoły i opiekuńczy? Dlaczego tak od razu spodobał się Łukaszu? Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego zgodziła się, że nowy znajomy będzie z nimi spacerował, a potem zjawił się na kolację.

Od tego dnia spotykali się prawie codziennie i Jagoda coraz bardziej się w nim zakochiwała. Po miesiącu nawet oświadczył się jej. Wszystko wydawało się w porządku on też ją kochał, a Łukasz go uwielbiał. Chłopiec nazywał go tatuś, co Jagodę cieszyło.

Po ślubie Staszek zaproponował adopcję Łukasza.

Zawsze marzyłem o dwóch synach rzekł, a potem przyciemnił się.

Jagoda pogłaskała go po ramieniu, wiedząc, że jego była żona, bogata i wymagająca, nie pozwalała mu widzieć syna, co go krępowało. Po trzech miesiącach znajomości stali się prawdziwą rodziną.

Jagoda ukrywała przed mężem swoje prawdziwe finanse. Tartak był mały, a zysk dzielili po trzech (z nowymi partnerami), ale wciąż przynosił przyzwoite pieniądze. Oszczędzała je na edukację syna, na mieszkanie i tak dalej wszystko dla niego! Nie chciała, by to ktoś wiedział. Józef, który wyjechał na starość nad morze, nauczył ją, jak to robić. Staszek nie miał pojęcia o jej oszczędnościach, ale nie dawał się złapać.

Ta sielankowa idyllka nie trwała dłużej niż rok. Z czasem mąż stał się coraz mniej troskliwy, częściej wracał z pracy zmęczony i rozdrażniony.

Nie przejmuj się, to szef się denerwuje mówił na początku.

Nie możesz przenieść się na inny projekt? pytała, wiedząc, że jest świetnym elektrykiem.

Spróbuję.

Potem Staszek przestał się tłumaczyć, milczał, a czasem krzyczał. Łukasz nie był jego ulubieńcem, ale widocznie drażnił go. Jagoda nie wiedziała, co myśleć, dopóki wszystko nie stało się jasne samo.

Pewnego dnia spacerowali w parku z synem Staszek miał dopiero wrócić z pracy i obiecał, że dołączy do nich na lody.

Głupio, że zgodziłaś się na adopcję usłyszała nagle obok siebie nieznany, lekko drwiący głos kobiecy. Chłopiec będzie cierpiał.

Odwróciła się. Na ławce obok usiadła efektowna brunetka w jaskrawo pomarańczowym płaszczu.

Czy się znamy? zdziwiła się Jagoda.

Nie, ale możemy to szybko naprawić odpowiedziała z uśmiechem. Jestem Zofia, była żona Staszka. Tymczasowo była

Jagoda patrzyła na nią w osłupieniu. Na szczęście Łukasz bawił się dalej na placu zabaw i nic nie słyszał.

No i co, patrzysz na mnie tak? uśmiechnęła się Zofia. Staszek chciał mi pokazać, że jest pożądanym facetem, i to wszystko.

Co to ma znaczyć? zapytała Jagoda.

Czysta prawda, kochana odparła była żona Staszka.

Zofia była o pięć lat starsza od Jagody, patrzyła z góry i lekko protekcjonalnie.

Nic nie rozumiem przyznała się Jagoda.

A! To Staszek on wszystko ci wyjaśni, skinęła Zofia w bok.

Właśnie podchodził Staszek, nerwowo rozglądając się za dwiema kobietami.

Staszek, wytłumacz dziewczynce, o co chodzi Zofia wstała wolno z ławki, lekko pogłaskała byłego męża po głowie i ruszyła w stronę wyjścia. Czekamy na ciebie! rzuciła, nie odwracając się.

Teraz już sam zapytał:

Co patrzysz na mnie tak? Nie wiem, co Zofia ci powiedziała, ale tak, poślubiłem cię, żeby jej się pozrywać.

Zamilkł, jakby zbierał siły.

Dość, już mnie miałam dość! poprzestał na moment. Kto cię potrzebuje? jakby to był jedyny powód, że ją znosi.

I nagle rzucił się w ramiona bogatego Maksa. Nie wytrzymał złożył pozew o rozwód.

Po co adoptowałeś Łukasza? wymusiła się Jagoda.

Żeby wszystko było czyste. Nowa żona, nowy syn i mam to w szóstym miejscu! wyznał Staszek. Zauważyłem cię w przychodni, od razu pomyślałem, że pasujesz.

Na żonęnędzarza? uśmiechnęła się sarkastycznie.

Staszek zamilkł.

I co teraz? nie rozumiała się sama.

Nie wiem mruknął. Wydaje mi się, że już się przyzwyczaiłem do was.

W końcu przyznał, że nie spał w domu, a rano, po odprowadzeniu syna na podwórko, Jagoda wróciła do mieszkania, w którym nie było ani rzeczy męża, ani samego męża. Westchnęła głęboko i zadzwoniła po Józefa Sergiusza. Potrzebowała znów pomocy prawnika.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 5 =

Wróciłam do domu – bez męża i jego rzeczy