Wracał z niespodzianką

Wrócił nie sam

Barbara Nowak odłożyła na bok robótkę i nadstawiła ucha. Ktoś majstrował przy zamku wejściowych drzwi. Dźwięk był znajomy, ale o tej porze nie spodziewała się nikogo. Za oknem dawno zapadł zmrok, sąsiedzi już spali, a wnuczka Kasia przyjeżdżała tylko w weekendy.

Zamek zaskoczył, drzwi skrzypnęły. W przedpokoju rozległy się ciężkie kroki i czyjeś sapanie.

— Kto tam? — krzyknęła Barbara, chwytając się laski.

— Mamo, to ja — odpowiedział dobrze znany głos.

Serce zabiło jej szybciej. Tego głosu nie słyszała od półtora roku. Syn Krzysztof wyszedł z domu po kolejnej pijackiej awanturze i ślad po nim zaginął. Czasem tylko przysyłał krótkie wiadomości, że żyje.

— Krzyś? — zawołała niepewnie.

— Tak, mamo, to ja. Nie bój się.

Barbara podniosła się z fotela i, opierając się na lasce, podeszła do przedpokoju. Zapaliła światło. Na progu stał jej syn — zarośnięty, w zmiętej kurtce i brudnych dżinsach. Wyglądał mizernie, ale najważniejsze — był trzeźwy.

— Krzysztofie! — rzuciła mu się na szyję, mimo nieprzyjemnego zapachu. — Synku, jakże ja za tobą tęskniłam!

— Ja też, mamo. Wiesz, że jest mi wstyd… — przytulił ją mocno. — Za wszystko.

Barbara odsunęła się i przyjrzała mu się uważnie. Schudł, oczy miał podkrążone, ale spojrzenie czyste. Nie pijany.

— Chodź, chodź — zawróciła w stronę kuchni. — Usiądź, zaraz coś podgrzeję.

— Mamo, poczekaj — Krzysztof zatrzymał ją za rękę. — Nie jestem sam.

— Jak to nie sam?

Obrócił się w stronę drzwi i cicho zawołał:

— Wchodź, nie bój się.

Zza jego pleców wyłoniła się drobna sylwetka. Dziewczynka może pięcio-, sześcioletnia, w brudnej różowej sukience i znoszonych sandałkach. Jasne, kręcone włosy, duże szare oczy pełne niepokoju.

Barbara aż się zachwiała.

— Kto to jest?

— Mamo, poznaj. To Ola — Krzysztof położył rękę na ramieniu dziewczynki. — Moja córka.

— Córka?! — Barbara osunęła się na stojącą w przedpokoju ławkę. — Jak to córka? Skąd?

— Długa historia, mamo. Najpierw może nakarmimy dziewczynkę, umyjemy… Zmęczona jest, długo jechaliśmy.

Ola przytulała się do ojca i milczała. Tylko jej duże oczy biegały po pokoju, badając nowe otoczenie.

— Tak, oczywiście — ocknęła się Barbara. — Dzidziuś, jesteś głodna? Chcesz coś zjeść?

Dziewczynka skinęła głową, ale nie odeszła od Krzysztofa.

— Chodźcie do kuchni — Barbara, utykając, ruszyła przodem. — Zaraz coś przygotuję.

Krzysztof posadził Olę przy stole i usiadł obok. Dziewczynka rozglądała się ciekawie. Kuchnia Barbary była niewielka, ale przytulna — kwiaty w oknie, firanki z koronki, miedziany czajnik na półce.

— Mamo, masz coś dla dziecka? Mleko, kaszę? — zapytał Krzysztof.

— Mleko jest, zaraz podgrzeję. A kaszę jęczmienną szybko ugotuję — zakrzątnęła się Barbara. — Smakuje ci, dziewczynko?

Ola znowu skinęła głową.

Gdy babcia przyrządzała jedzenie, Krzysztof tłumaczył córce, gdzie są.

— To dom twojej babci — mówił cicho. — Tu się wychowałem. Widzisz te kwiatki w oknie? A jutro, jak będzie ładnie, pokażę ci podwórko. Są tam huśtawki.

— A mama kiedy przyjedzie? — odezwała się pierwszy raz Ola cienkim głosikiem.

Krzysztof zawahał się.

— Olu, mama nie przyjedzie. Przecież ci mówiłem, pamiętasz?

Dziewczynka spuściła wzrok.

— Umarła?

— Tak, skarbie. Umarła.

Barbara, stojąca tyłem do nich przy kuchence, wzdrygnęła się. Jaka mama? Co się stało? Ile jeszcze niespodzianek przyniesie jej syn?

Postawiła przed Olą talerz z kaszą i szklankę ciepłego mleka.

— Jedz, kochanie. Potem cie wykąpiemy i spać położymy.

Ola ostrożnie spróbowała kaszy. Widocznie smakowała, bo zaczęła jeść z apetytem.

— Dobre? — spytała Barbara.

— Mhm — dziewczynka skinęła głową z pełną buzią.

— Zuch jesteś. Jedz, jedz.

Krzysztof też coś przełknął, choć widać było, że nie miał ochoty. Cały czas zerkał na córkę, poprawiał jej serwetkę, przysuwał mleko.

— Krzyś — szepnęła Barbara — musimy porozmawiać.

— Wiem, mamo. Tylko najpierw Olię ułożymy.

Dziewczynka już ledwo otwierała oczy. Podróż musiała być wyczerpująca.

— Chodź, słoneczko — Barbara wzięła Olę za rękę. — Wykąpiemy cię i do łóżeczka.

W łazience pomogła dziewczynce się rozebrać. Sukienka była naprawdę brudna, sandałki niemal rozpadły się w rękach. Pod ubraniem ukazało się chuderlawe ciałko w siniakach.

— Olu, co to jest? — delikatnie spytała babcia, wskazując na ciemne plamy na rączkach i nóżkach.

— Przewróciłam się — krótko odpowiedziała dziewczynka.

— Często się przewracasz?

Ola wzruszyła ramionami i nie odpowiedziała.

Barbara napuściła ciepłej wody do wanny i posadziła w niej wnuczkę. Ta siedziała cicho, bawiła się pianą, tylko od czasu do czasu spoglądając na babcię.

— Jak ci na imię? — spytała nagle.

— Barbara. Możesz mówić po prostu babcia.

— Babcia — powtórzyła Ola, jakby smakując nowe słowo.

— Tak jest. Ile masz lat?

— Pięć. Niedługo sześć.

— To już prawie duża dziewczynka. Do szkoły niedługo pójdziesz.

Ola przytaknęła.

— Mama mówiła, że jestem mądra. Już czytam.

— No proszę! To jutro mi poczytasz, dobrze?

Dziewczynka po raz pierwszy tego wieczoru się uśmiechnęła.

Po kąpieli Barbara owinęła wnuczkę w wielki ręcznik i zaniosła do swojej sypialni. Łóżeczka dla dziecka nie było, musiała je urządzić na swoim dużym łóżku.

— Tutaj będziesz spaćOla wtuliła się w poduszkę, ufnie obejmując babcię za szyję, i zasnęła z cichym westchnieniem, a Barbara wiedziała już, że jej dom znów wypełni się śmiechem i codziennymi troskami, które teraz miały najpiękniejszy sens.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 5 =

Wracał z niespodzianką