Ta historia zaczęła się od zakupu mieszkania mojej przyjaciółki, która wraz z rodziną przeniosła się do innego kraju. Powoli poznawałam nowych sąsiadów, ale moją uwagę przykuła przede wszystkim dziewczynka, która codziennie bez celu wędrowała godzinami po parku, który widać było z okien mojego mieszkania. Wkrótce poznałam Marysię. Okazało się, że nie miała taty, a niedawno mama dziewczynki przyprowadziła do domu ojczyma. Facet nie lubił dziewczynki i traktował ją okropnie – ciągle na nią krzyczał, a nawet zdarzyło mu się podnieść na nią rękę. Matka udawała, że tego nie widzi i w ogóle nie reagowała na płacz swojego dziecka.
Zaprzyjaźniłam się z Marysią i ta codziennie do mnie przychodziła. Robiłam dla niej obiad albo kolację, odprowadzałam ją potem do jej mieszkania. Kiedy znalałam sobie chłopaka, już rzadziej widywałam dziewczynkę – ona sama do mnie nie przychodziła. Dopiero jakiś czas później dowiedziałam się, że myślała, że skoro w moim życiu pojawiła się ukochana osoba, to jest mi już zbędna.
Pewnego dnia, kiedy wracałam do domu, przy drzwiach mojego mieszkania spotkałam Marysię. Była cała mokra od deszczu i od łez. Zaprosiłam ją do środka, dałam suche ubrania, napoiłam herbatą i zadzwoniłam do Kamila.
Wiedział już o Marysi, ale powiedziałam mu o tej nowej sytuacji, w której znalazła się dziewczynka.
– Słuchaj, wstydzę się o tym mówić, ale… generalnie… Jeśli mnie kochasz, to może zaadoptujemy Marysię, co? – zapytałam Kamila.
Tak też się stało. Pobraliśmy się i Marysia została naszą córeczką, a półtora roku później zaszłam w ciąże i okazało się, że na świat przyjdzie nasza druga córeczka! Po przyjściu na świat Darii Marysia znowu myślała, że może teraz jej już nie będziemy chcieli, skoro mamy biologiczne dziecko, ale potem przyzwyczaiła się do swojej siostry i zobaczyła, że nic się nie zmieniło, więc poczuła się bezpiecznie i pewnie. Teraz jest cudowną, troskliwą starszą siostrą.



