23 maja, czwartek
Dzisiaj, wracając z pracy, zatrzymałem się już na progu mieszkania. Przy drzwiach, tuż obok moich i Pauliny butów, stały eleganckie szpilki. Od razu je rozpoznałem należały do mojej siostry, Małgorzaty. Drogie, na wysokim obcasie, takie, jakie mogła sobie pozwolić. Co ona tu robi? Zupełnie nie pamiętałem, żebym wspominał Paulinie o wizycie Małgosi.
Paweł, twój znowu w delegacji? zagadnął mnie w drodze do przystanku autobusowego mój kolega, Dawid. Może wpadniemy do kawiarni? Wypijemy twoje ulubione kakao, pogadamy, bo ostatnio tylko się mijamy dzień dobry, do widzenia.
Przepraszam, Dawid, dziś nie dam rady. Obiecałem Paulinie, że tym razem wrócę wcześniej, mieliśmy wybrać kuchnię po remoncie dalej nie jesteśmy na swoim. A zresztą, od dawna nie jeżdżę w delegacje.
I zawsze jesteś punktualnie w domu? spytał Dawid, lekkim, ironizującym tonem.
Nie zawsze uśmiechnąłem się i pokręciłem głową. Teraz bardzo potrzebujemy pieniędzy, więc zostaję po godzinach. Jak już wszystko ogarniemy, to będę wracał punktualnie.
Jasne Dawid odwzajemnił uśmiech i życzył mi miłego wieczoru, a potem skręcił w inną ulicę.
Tym razem autobus podjechał niemal od razu, co było dla mnie wyjątkowym szczęściem zazwyczaj czekałem długo, a dzisiaj z pracy wyszedłem wcześniej, więc zdążyłem. Zajmując miejsce przy oknie, zacząłem się zastanawiać.
Z Dawidem kiedyś poważnie się spotykaliśmy, nawet planowaliśmy ślub, ale rozeszliśmy się, zupełnie nie pamiętam już z jakiego powodu. Zaraz po tym pojawiła się Paulina, którą wziąłem za żonę bardziej na przekór Dawidowi żeby zobaczył, że nie jestem sam i żeby żałował, bo przegapił.
Dawid próbował potem wszystko naprawić, przepraszał, obiecywał, że będzie mnie uszczęśliwiał, przysięgał wierność i szanował zawsze, ale ja już byłem z Pauliną. Wmawiałem sobie wtedy, że Dawida nigdy nie kochałem, i to tylko złudzenie.
Później w ogóle przestałem o nim myśleć. Parę miesięcy temu los sprawił, że Dawid został przeniesiony do naszego oddziału z centrali. Udawał, że to przypadek, ale ja miałem przeczucie, że zrobił to dla mnie wiedząc, że tutaj pracuję. Nie powiem, było mi miło, że wciąż jest sam i nadal mnie darzy tym samym uczuciem, co dawniej.
W głębi serca życzę mu szczęścia, a nawet odrobinkę zazdroszczę jego przyszłej żonie. Dawid potrafił być szarmancki, romantyk z prawdziwego zdarzenia.
Sam za to, choć nie mogę powiedzieć, że źle trafiłem, z żoną nie jest łatwo ostatnio prawie ciągle pracuję. Staram się dla naszego dobra żebyśmy mieli wszystko, czego potrzeba, by żyć wygodnie ale dla Pauliny zostaje mi coraz mniej czasu.
Wciąż mieszkamy w mieszkaniu Małgosi. Zaoferowała nam je, póki jej dzieci są jeszcze małe.
Małgorzata z mężem nie mają problemów finansowych, ona nawet nigdy nie pracowała, więc nie zamierzali wynajmować mieszkania. Kupili je, traktując jako inwestycję i zabezpieczenie dla dzieci na przyszłość.
Wyremontowaliśmy mieszkanie według własnego gustu Małgośka pozwoliła. Teraz wybieramy meble. Ale często myślę, że lepiej byłoby wynajmować, zamiast wkładać tyle pieniędzy w cudze lokum. To, co wydaliśmy, starczyłoby nam na kilka lat wynajmu albo jako wkład na własne w kredycie. Ale oczy Małgosi zabłysły, gdy zaproponowała nam to mieszkanie.
Wysiadłem z autobusu, szybko przeszedłem przez ulicę i ruszyłem w stronę domu. W powietrzu unosił się zapach zwiastujący nadchodzący deszcz, ale tym razem nie byłem w nastroju, by cieszyć się chłodem i świeżością.
W głowie miałem mętlik. Ile czasu już minęło, odkąd razem z Pauliną zamieszkaliśmy tutaj? Rok, półtora? Sam nie wiem. Ale to, że mieszkanie dalej wydaje się tymczasowe, nie daje mi spokoju. Remont za remontem, ciągle czekając, aż zacznie się prawdziwe życie. Ale kiedy nie wiadomo.
Złapałem się na tym, że idę coraz wolniej, jakby chcąc odwlec moment wejścia do środka. Drzwi wejściowe zaskrzypiały głośno i wpuściły mnie do ciemnego korytarza. Zacząłem się wspinać na czwarte piętro.
Schody mijały się jeden po drugim, a ja czułem coraz większe napięcie.
Gdy wszedłem do mieszkania, zatrzymałem się. Znów te szpilki. Nie pamiętałem, żeby Małgośka miała dziś przychodzić.
Już miałem zawołać, że jestem w domu, ale coś mnie powstrzymało. Intuicja mówiła, żeby nie wchodzić od razu. Zamiast tego prężyłem się i nasłuchiwałem.
My z mężem chcieliśmy wyjechać na urlop usłyszałem głos Małgosi. Ale w tym roku znowu nie wyszło. Pomyślałam, że dam ci te vouchery, ale pod jednym warunkiem… jej ton był stanowczy. Pojedziesz nie z Pauliną, tylko z Martą.
Zamurowało mnie. Marta? Przypomniałem sobie, że Małgosia kiedyś wspominała to imię. Chciała mnie sprzedać swojej koleżance.
Wtedy nie przywiązywałem do tego uwagi. Teraz, gdy usłyszałem to imię, poczułem dojmujące przeczucie.
Jezu, nie potrzebuję Marty odpowiedziałem rozdrażnionym tonem. Mówiłem ci przecież, że jestem z Pauliną. Mam żonę! Dlaczego znowu zaczynasz?
Poczułem ulgę, mówiąc to. Znowu próbuje narzucić mi swoje zdanie. Już miałem wejść do salonu, żeby oznajmić swój powrót, gdy Małgosia odezwała się znowu.
Kogo ty chcesz oszukać? Przecież pamiętam, że za Martą szalałeś. Planowaliście się pobrać, potem obraziłeś się o jakąś głupotę. Nie bądź uparty, widzę przecież, że Paulina nie jest ci pisana, a Marta to jednak co innego.
Zamarłem, czując, jak przytłaczają mnie słowa siostry. Kochałem? Chciałem się żenić? Przecież Paulinie powtarzałem, że Marta mnie nigdy nie interesowała. Wpatrywałem się w podłogę, próbując się opanować, ale to, co powiedziała Małgośka, nie dawało mi spokoju.
No i co z tego? powiedziałem, wyraźnie poirytowany, a w środku chyba… niepewny? To przeszłość. Tak, było, nie zaprzeczam, ale minęło. Kocham swoją żonę.
Kochasz? Daj spokój nie ustępowała Małgosia. Sam wiesz, że z Pauliną ożeniłeś się tylko, żeby Marta poczuła żal, jak przeszła do innego. A potem chciała wrócić, przepraszała, prosiła o wybaczenie. Ale ty ją odprawiłeś i ożeniłeś się na złość.
Było mi ciężko na duszy. Zemsta? Czy naprawdę ożeniłem się z Pauliną, żeby coś komuś udowodnić? Poczułem nagłe przygnębienie. Przypomniałem sobie, jak śpieszyłem się wtedy z ślubem po rozstaniu z Dawidem.
Ale nawet jeśli na początku miałem inne motywacje, przecież kocham ją teraz naprawdę, prawda? Trzymałem oddech, czekając, co stanie się dalej.
To było dawno i minęło powiedziałem dość stanowczo. Teraz jestem żonaty i mam obowiązki wobec Pauliny.
Obowiązki? Małgosia zaśmiała się krótko. Nawet dzieci nie macie. Ale dobrze, że Bóg czuwa. Chyba wiesz, że taplacie się w cudzym mieszkaniu nie zapominaj, że tu wciąż tylko goście. A Marta dostała ostatnio od rodziców trzypokojowe, nowe… Nadal cię kocha, czeka, aż przejrzysz na oczy.
Poczułem, że rzeczywiście tracę panowanie nad emocjami. Jak ona może to wszystko mówić? Jeszcze bardziej ciekawiło mnie teraz, co powiem. Stałem nieruchomo, wsłuchując się w odpowiedź.
Małgosiu, skończ już powiedziałem powoli, ale zabrzmiałem nieswojo. Mieszkanie to nie wszystko. Teraz jakoś sobie radzimy, a potem weźmiemy kredyt, kupimy własne.
Ale Małgośka nie ustępowała:
Ty się po prostu boisz zmian. Z Martą miałbyś dom, stabilność, wszystko, na co zasługujesz. Przecież widzisz, że z Pauliną nie będziesz szczęśliwy.
A poza tym dodała. Nie zamierzam wiecznie wam udostępniać mieszkania. Mam już swoje plany, więc niedługo będziecie musieli się wyprowadzić.
A Marta wie, co knujesz? spytałem zaskoczony.
Pewnie, że wie. Ba, sama mnie o to poprosiła. Wie, że ją wciąż kochasz. To ona wymyśliła z tymi voucherami i chciała, żebym trochę podziałała.
Zapadła cisza. Wszystko we mnie zaczęło się przewracać. Dlaczego milczę? Czy naprawdę rozważam propozycję siostry?
A co powiem Paulinie? spytałem w końcu cicho.
Powiedz, że pomagasz mi w remoncie na działce. To przecież proste. A potem, z Martą nad morze.
Nie mogłem już tego słuchać. Wyszedłem po cichu z mieszkania i poszedłem przed siebie.
Nogi doprowadziły mnie do niewielkiej, klimatycznej kawiarni na rogu. Było pusto, przytulnie, a za oknem zaczynało się ściemniać. Zmęczony, zdezorientowany, usiadłem przy stoliku i zamówiłem kakao z wanilią. Myśli kotłowały się w głowie fragmenty rozmowy z Małgorzatą nie dawały mi spokoju.
W głowie przewijały się jej słowa: jak mogłem przez tyle lat ukrywać przed Pauliną prawdę? Jak mogłem nie powiedzieć jej, że planowałem kiedyś ślub z Martą? Paulina wydawała się zraniona, nawet bardziej niż ja bo przecież jej życie też było swego rodzaju zemstą na Dawidzie, ale przecież ona nawet kawy ze mną nie wypiła, nie dała mi szans, a kocha mnie całą duszą.
Na zewnątrz zapadała noc, a ja wciąż siedziałem w kawiarni i patrzyłem na światełka odbijające się w deszczu. Nawet nie tknąłem kakao. Czas się zatrzymał.
Paulina nie zadzwoniła ani razu. Pewnie już pakuje się na wyjazd z Martą, pomyślałem z goryczą, i wcale nie interesuje się, gdzie jestem.
Sięgnąłem po telefon, żeby sprawdzić godzinę. Rozładowany.
Wziąłem głęboki oddech. Nie mogłem już dłużej zwlekać musiałem wracać do domu. Zebrałem się w sobie, założyłem płaszcz i wyszedłem na chłodny, wieczorny wiatr. Idąc z powrotem, przekonywałem siebie w myślach, że to koniec moich relacji z Pauliną. Rozstanie było nieuniknione, próbowałem się z tym oswoić.
Kiedy wszedłem do klatki schodowej, zrobiło mi się ciężko na sercu. Wspiąłem się po schodach, powoli przekręciłem klucz w drzwiach i wszedłem do mieszkania. Zastała mnie cisza dziwna cisza. Nie było dźwięków telewizora, żadnego ruchu w kuchni. Wzrok mój padł na walizki ustawione na środku pokoju. Paulina coś do nich pakowała. No tak pomyślałem już się szykuje.
Co ty robisz? zapytałem, jakby odruchowo, choć doskonale znałem odpowiedź. Oczekiwałem, że powie, iż jedzie do Małgosi na działkę. Tymczasem Paulina zaskoczyła mnie:
Jedziemy stąd. Znalazłam mieszkanie na wynajem. Na razie tak, potem poszukamy czegoś na kredyt. Przerwała na chwilę i spojrzała na mnie tak, jakby odkryła coś nowego w moim spojrzeniu. Dlaczego tak długo cię nie było? Próbowałam się dodzwonić, telefon wyłączony. Też bierzesz nadgodziny?
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Wszystko, co zebrałem na języku, straciło po prostu sens. Skinąłem głową, nie wiedząc, jak zareagować.
Jedziemy? zapytałem cicho, nadal nie rozumiejąc.
Paulina pewnie zauważyła moje zmieszanie i podeszła bliżej, próbując wyjaśnić:
Z Małgosią się pokłóciłam westchnęła. Wystarczy, nie chcę już zależeć od niej. Potrzebujemy własnego kąta.
Poczułem, jak moje ciało trochę się rozluźnia. To jeszcze nie był koniec. Usiadła na skraju kanapy, poprosiła mnie, żebym usiadł obok. Gdy usiadłem, powiedziała mi o całej rozmowie z Małgosią.
Powinienem był opowiedzieć ci o tym wcześniej dodała ściszonym tonem. Miałem romans z Martą. To prawda, ożeniłem się z tobą, bo chciałem odpłacić się jej. Ale, Paulino, musisz wiedzieć jedno wszystko to przeszłość. Teraz liczy się tylko to, co do ciebie czuję. Jesteś tą, którą naprawdę kocham i nie chcę cię stracić.
Słuchałem jej, a w środku powoli wracał spokój. Oczywiście, żal po tych sekretach i niedopowiedzeniach został, ale ważne, że wreszcie mogliśmy rozmawiać szczerze.
Przepraszam, że nie powiedziałem ci o wszystkim wcześniej dodała cicho. Po tym, jak opowiadałeś o Dawidzie, uznałem, że nie wypada wspominać o Marcie. Potem już nie umiałem wrócić do tematu.
Paulina westchnęła, łzy stanęły jej w oczach, ale tym razem były to łzy ulgi.
Dobrze powiedziała cicho co było, minęło. Mówiłeś, że znalazłeś mieszkanie?
Tak potwierdziłem. Na razie tymczasowe, potem pomyślimy o własnym. Bez Małgosi, bez jej mieszania się. Poradzimy sobie, obiecuję. A potem weźmiemy kredyt, urządzimy się, będziemy naprawdę na swoim.
Paulina uśmiechnęła się ze spokojem. Wydawało mi się, że to właściwa decyzja. Wreszcie będziemy żyć po swojemu, bez cudzych planów i rad.
No to co, pomożesz pakować?
Paulina tylko kiwnęła głową, nie mówiąc już ani słowa. Myślę, że reszta należy od nas.
Wiem, co mnie dziś spotkało przeszłość czasem potrafi przyćmić teraźniejszość. Ale już rozumiem, że prawdziwe życie to nie rewanż, nie romantyczny gest, nie zawracanie sobie głowy tym, kto co powiedział kiedyś. Najważniejsze jest to, czy potrafisz być szczery i czy chcesz budować własne jutro, nie oglądając się na innych. Właśnie tego dziś się nauczyłem.



