– Wracaj do domu! Porozmawiamy tam! – burknął niezadowolony Maksym. – Jeszcze by brakowało, żebym tu…

Wracaj do domu! Tam sobie porozmawiamy! burknąłem do Wandy, wyraźnie już poddenerwowany. Jeszcze tego brakowało, żeby przechodnie mieli z nas widowisko!

No proszę cię! obruszyła się Wanda. Wielkie mi rzeczy!

Wanda, nie prowokuj mnie do grzechu! pogroziłem jej. W domu porozmawiamy! Ojej, jaki groźny! rzuciła, zarzucając warkocz za plecy i ruszyła w kierunku naszego domu.

Poczekałem, aż Wanda oddali się na tyle, żeby nie słyszała, po czym wyciągnąłem z kieszeni telefon i szepnąłem do mikrofonu:

No, ruszyła już do domu! Szykować się tam, wiecie jak się umawialiśmy! Prosto do piwnicy, niech przestanie fikać! Za chwilę będę!

Wsunąłem telefon z powrotem do kieszeni i już miałem wejść do sklepu osiedlowego, żeby uczcić „wychowanie żony”, gdy ktoś złapał mnie za rękę.

Przepraszam, że tak z zaskoczenia! nieznajomy uśmiechnął się przepraszająco. Przed chwilą była tu z panem taka dziewczyna…

Moja żona, a co? zmarszczyłem brwi.

Tak tylko… zaczął się usprawiedliwiać, coraz bardziej pochylając głowę. Proszę mi powiedzieć, czy pana żona to czasem nie Wanda Malinowska?

Tak, Wanda. Przed ślubem Malinowska. A o co chodzi?

A po ojcu to nie przypadkiem Stanisławówna?

Zgadza się! odpowiedziałem niecierpliwie. Skąd pan zna Wandę?

Proszę wybaczyć, że tyle pytań, ale czy ona urodziła się w dziewięćdziesiątym trzecim?

Przeliczyłem w głowie i skinąłem głową:

Tak, a po co to wszystko? Skąd pan ją zna?

Wanda pojawiła się w naszej miejscowości ledwie trzy lata temu. Wcześniej nikt tu o niej nie słyszał. Mówiła, że uciekła od rodziców, bo chcieli ją na siłę wydać za mąż. Dziwne, że obcy facet tuż po jej odejściu zaczyna zadawać takie szczegółowe pytania.

Przepraszam, nie znam jej osobiście! zaczerwienił się nieznajomy. Jestem, powiedzmy, jej fanem.

Słuchaj, „fani”, zaraz ci wyliczę żebra, a potem może coś do kolekcji jeszcze dorzucę! warknąłem ostrzegawczo. Co to za teksty o „faniu”? Żonę chcesz mi odbić?

Ależ skąd! Źle mnie pan zrozumiał! machał rękami. Jestem jej fanem… jej talentu!

Talentu? Wanda? zgłupiałem.

Proszę pana, zdobyć dożywotnią dyskwalifikację w muay thai w wieku osiemnastu lat za nadmierną brutalność, to jest talent! wypalił z zachwytem.

Szkoda tylko, że jak wygrała kilka prywatnych turniejów, to przestała występować. Oglądać ją na ringu to była czysta przyjemność!

Ręce mi się roztrzęsły, gdy wyciągałem telefon, który wypadł mi i rozpadł się na kawałki o asfalt. Jak go poskładałem, nie chciał się już włączyć.

Pobiegłem do domu! Cały czas powtarzałem pod nosem:

Boże, żebym tylko zdążył!

Kiedy do naszego miasteczka przyjechała nowa mieszkanka, od razu zwróciłem na Wandę uwagę. Któż by nie zwrócił: młoda, wysportowana, pełna energii i poczucia humoru. Pracę dostała w szkole jako nauczycielka WF w nauczaniu początkowym.

Wszyscy myśleli, że to studentka z nakazu, która tylko odbębni i zaraz wróci do miasta, a ona miała już dwadzieścia pięć lat i postanowiła zostać na stałe.

Początkowo czekano, aż ściągnie rodzinę, ale przyjechała sama i, jak sama mówiła, tak miało pozostać.

To coś podejrzanego! szeptały sąsiadki. Młoda, ładna, a zamieszkała akurat u nas! Ja ci mówię, coś ukrywa!

Tam żadnych tajemnic nie ma! bagatelizowała druga. Pewnie ją facet skrzywdził i leczy duszę!

Albo z rodzicami się pokłóciła i zwiała! Tak też się teraz zdarza – oglądam telewizję!

Przyglądałem się Wandzie, ale z podjęciem rozmowy nie pośpieszyłem.

Lepiej poczekam, co się okaże.

Praca w szkole to nie tylko ciągłe zmęczenie. To też pokój nauczycielski, gdzie i tak wszyscy wylewają duszę.

Po pół roku nauczycielki wyciągnęły z Wandy jej historię.

Moi rodzice to biznesmeni. Normalni ludzie, tylko że wpadli w kryzys. Kiedy ich partner wycofał się z interesu, wszystko zaczęło się walić. Ojciec postanowił wydać mnie za odpowiedniego człowieka, żeby ratować rodzinę.

A tego „wybrańca” naprawdę trzeba byłoby zobaczyć Wybrałam więc ucieczkę.

Czyli zupełnie sama tu zostałaś? kręciła głową starsza nauczycielka.

Ludzie są wszędzie, ale wolę sama mieć wpływ na swoje życie, niż wyjść za kogoś z wyrachowania.

To nawet nie byłoby małżeństwo, tylko zwykła transakcja! A nie zamierzam być towarem!

Nic się nie martw, jeszcze znajdziesz tutaj prawdziwą miłość! pocieszały ją koleżanki. Nasza miejscowość mała, ale ludzi uczciwych nie brak.

Gdy cała ta historia rozniosła się po miasteczku, zdecydowałem Wanda zostanie moją żoną!

Wezmę ją za żonę! U nas wszystkie panny pazerniejsze i bardziej zarozumiałe, a ta tutaj „obca”, rodziny tu nie trzyma przekonywałem mamę, tatę i młodszego brata.

Młoda, zdrowa, wysportowana! Nie bez powodu WF prowadzi! Będzie nam dzieci rodzić, w pracy pomoże! zgadzali się wszyscy.

Poza tym, miałem dobrą posadę byłem zastępcą kierownika na dużej hurtowni warzyw.

Gdy była kontrola z Warszawy, udawałem skromnego magazyniera, a potem tak zaimponowałem kreatywnością, że szefostwo zadecydowało zostawić mnie na stanowisku. Później dali mi nawet awans na zastępcę.

Wszyscy gadali, że ja i mój brat, którego postawiłem na szefa ochrony, twardą ręką prowadzimy firmę, ale kradzieże na bazie się skończyły.

Wanda najpierw zgodziła się na spotkanie, potem na zaloty aż w końcu została moją żoną.

Zabrałem ją z pokoju w internacie do naszego rodzinnego domu.

Synowa, musisz wiedzieć, że tu żyjemy razem, dużą rodziną! zaczęła swoją przemowę mama.

Wszystko robimy razem, jeden drugiemu pomaga! Może u ciebie w domu były inne zwyczaje, ale u nas tak jest!

U mnie w domu żadnych reguł niestety nie było powiedziała Wanda. Ale skoro jestem żoną Maksymiliana, to nauczę się waszych reguł!

Rodzina zareagowała entuzjastycznie.

Ale ja nic nie potrafię w gospodarstwie dodała nieco speszona Wanda. U moich rodziców wszystko robiła służba.

To się wszystko naprawi! pocieszał teść. Nauczymy!

W sumie szybko się uczę, ale niesprawiedliwości nie znoszę dodała Wanda.

Moja droga zaangażowała się znowu teściowa sprawiedliwość to pojęcie względne! Jest prawo rodzinne, które ma setki lat! Szanuj męża i rodzinę, bądź posłuszna i łagodna wtedy mężczyźni wszystko załatwią!

Skoro tak trzeba wzruszyła ramionami Wanda. Tylko nie ma u was kar jak w starych poradnikach dla żon?

Żadnych batów ani stajni nie mamy! zaśmiał się teść.

Wanda jakby przeczuwała, co będzie dalej. Po miesiącu odebrano jej niemal całą swobodę.

Tylko praca i zakupy! Na każdą inną prośbę:

A gdzie to idziesz? W domu roboty pełno! I jeszcze ogród, kury i kaczki! wrzeszczała teściowa Przecież jesteśmy rodziną! Nie dam rady sama!

Żeby nie przesadzać rzeczywiście sama by nie dała rady. Ja z bratem harowaliśmy od rana do nocy na bazie, czasem i na noc zostawaliśmy. Teść narzekał na plecy i nogi, więc głównie udzielał rad, a wszystko leżało na barkach teściowej i Wandy.

Teściowa też już nie młódka to ciśnienie skacze, to stawy kręcą. A domowe obowiązki weekendów nie przewidują.

A moje życie? pytała się Wanda. Nie mówię o mężu, ale o własnym. Kino, kawiarnia, spacer. Nie mam żadnej koleżanki.

Kobiecie w związku koleżanki niepotrzebne! Tylko kłopoty z nich! A do kawiarni, do kina chodź z mężem! W pojedynkę kobiecie nie wypada, od razu plotki będą! U nas nie miasto, tu zaraz przyczepią łatkę!

Serio? zdziwiła się Wanda.

Tyś mieszkała dawniej w wielkim mieście, tu wszystko na widoku. Młoda żona sama na mieście tego się nie robi! Jeszcze cię z pracy pogonią!

Niezła logika, ale Wanda nie zamierzała się poddawać. Pracowała, pomagała, ale żądała uczciwego traktowania. Jeśli ja czy brat czegoś nie robiliśmy, oponowała jasno i głośno.

Pracować to razem! Jeśli ktoś się obija, ja też nie mam zamiaru!

Dwa i pół roku minęło od naszego ślubu, a Wanda wciąż była uparta. Żądała uczciwego podziału obowiązków. Jeśli nikt ją nie słuchał, odpowiadała równie mocno.

Ale ta Wanda to charakterek ma wzdychała teściowa, kiedy wysłała ją po zakupy. Nic jej nie przegadasz, zaraz swoje powie!

I mnie nie szanuje dodawał teść. Poproszę o wodę czy poduszkę, a ona, że zajęta.

Maks, to bałagan wtrącił brat Mikołaj. Ona rodziców obraża! Tak nie może być!

Wiem, że sobie ze mnie kpi! Ja tu głowa rodziny! Trzeba ją poskromić, jak w cyrku. Jak dzieci będą, to już w ogóle przejmie całą władzę!

Trzeba to rozegrać powiedział Mikołaj. Wyprowadź ją na spacer do centrum, potem niech wróci sama, a my się „przywitamy”. Zagadamy, jak trzeba siłą jak będzie trzeba! A jak zbuntuje się, do piwnicy w szkole powiemy, że na urlop pojechała. Miesiąc w piwnicy, to się uspokoi!

Tak zaplanowaliśmy. Wieczorem wyszedłem z Wandą na spacer, a rodzina już czekała w gotowości. Plan był prosty, ale…

Nie zdążyłem.

Płotek jak zawsze stał, ale drzwi wejściowych już nie było jakby ktoś je wyrwał z zawiasów. W korytarzu na ziemi siedział Mikołaj i jęczał z połamanym ramieniem. Wyciągnąłem jego telefon, wykręciłem 112 i podałem mu do ucha:

Mów adres! wrzasnąłem, bo on był w szoku. I powiedz, żeby więcej karetek przysłali!

Przytaknął, sycząc z bólu. Wśród szczątków mebli leżał ojciec nieprzytomny, ale żył. Byłem wdzięczny, że nic gorszego się nie stało. W kuchni, obok drzwi, siedziała mama. Na twarzy piękny siniak, w rękach połamaną na pół wielką wałkownicę, którą zwykle rozwałkowuje ciasto.

Przy stole siedziała Wanda, popijając spokojnie herbatę.

Kochanie? spojrzała na mnie. Przyszedłeś po swoją porcję?

N-nie wyjąkałem.

To nie wiem, co ci zaproponować… Może trochę sprawiedliwości w rodzinnych relacjach?

Mogłaś chociaż uprzedzić! wykrzyknąłem. Przecież

Wiem, ile trzeba. Każdy dostał to, na co zasłużył. Czym do mnie przyszli, tym im się odpłaciłam!

Wałek połamałam na kolanie! A mamusia sama pobiegła, drzwiami przywaliła.

I co teraz? Jak mamy dalej żyć? zapytałem.

Myślę, że zgodnie! Najważniejsze po sprawiedliwości! O rozwodzie nie myśl, bo jestem w ciąży. Moje dziecko będzie miało ojca!

Przełknąłem ślinę:

Dobrze, kochanie.

Kiedy rodzina doszła do siebie, zasady rodzinne musiały zostać przemyślane.

Od tej pory zapanowała u nas prawdziwa zgoda i spokój. I już nikt nikogo nie próbował krzywdzić.

Z tego wszystkiego nauczyłem się jednego nigdy nie lekceważ dobrego człowieka i nie próbuj go siłą podporządkować. I najważniejsze sprawiedliwość powinna być w rodzinie dla wszystkich taka sama.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 1 =

– Wracaj do domu! Porozmawiamy tam! – burknął niezadowolony Maksym. – Jeszcze by brakowało, żebym tu…