No i w końcu postawiłam na swoim z tą niegrzeczną szwagierką
Mama powiedziała, że restauracja jest już potwierdzona rzuciła Kasia swobodnie, zupełnie ignorując napięcie w głosie Sylwii. Aha, no i co z hajsem? Ty i Bartek już wszystko przelaliście?
Sylwia zawahała się, szukając słów, ale Kasia nie dała jej dojść do głosu:
No przecież to nie jest jakaś ogromna suma, szczerze, nawet myślałam, żeby dołożyć coś od siebie, ale z moimi wydatkami No wiesz, to dla mamy, rozumiesz?
Czekaj w końcu przerwała Sylwia, starając się zachować spokój. Nie umawialiśmy się na nic takiego. Bartek mi nic nie mówił.
Oj, ty wiesz, jak on zawsze wszystko zapomina Kasia zaśmiała się, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Powiedziałam mu, że wyjdzie koło dwadzieścia tysięcy złotych. No przecież to rozsądna suma na taką okazję, nie?
Słowa brzmiały, jakby decyzja już zapadła, a wszelkie protesty były zbędne. Sylwia ścisnęła telefon, czując, jak rośnie w niej złość.
Dwadzieścia tysięcy? powtórzyła powoli, prawie szeptem.
No tak, nawet zniżkę wynegocjowałam! Mamy ciasta, obsługę, sama zobaczysz. Mama będzie zachwycona. W każdym razie, nie stresuj się, już dałam zadatek. Bartek powiedział, że przelewicie resztę.
Kasia się rozłączyła, nie czekając na odpowiedź.
Sylwia siedziała nieruchomo, wpatrując się w telefon. W gardle miała gulę, a w głowie tylko jedną myśl: *”Znowu to samo. Wszystko na jej zasadach.”*
***
Wieczorem w kuchni powietrze było napięte jak struna. Bartek otworzył lodówkę, wyjął butelkę piwa i, nie patrząc na Sylwię, mruknął:
Kasia powiedziała, że nie chcesz dać kasy na tę imprezę.
Sylwia zdrętwiała.
*Nie chcę*? Tak właśnie powiedziała? Wstała z krzesła, próbując się opanować. Czy ja w ogóle miałam szansę odmówić? Dowiedziałam się o tym dopiero, gdy zadzwoniła i postawiła mnie przed faktem dokonanym.
Bartek odwrócił się, marszcząc brwi.
No, daj spokój, ona nie robi tego dla siebie. Mama nie obchodzi urodzin co roku.
I niby jest w porządku, że my mamy za to płacić? Dwadzieścia tysięcy, Bartek! Sylwia powstrzymała się od krzyku. Dwadzieścia tysięcy złotych! To dla ciebie normalne?
Bartek wzruszył ramionami, odsuwając wzrok.
No przecież to dla mamy. Co chcecie? Kasia wszystko ogarnęła.
Sylwia prychnęła.
Oczywiście, że ogarnęła. Łatwo jest wydawać cudze pieniądze. I wiesz co, Bartek? Nie rozumiem, dlaczego po prostu się na to zgadzasz. Rozmawialiśmy o tym? Nie. Ona po prostu zdecydowała, a ty kiwnąłeś głową.
Daj już spokój machnął ręką Bartek, sięgając po szklankę. Ona chce jak najlepiej.
Dla kogo? Dla nas? Dla mamy? Czy dla siebie samej? Sylwia podniosła głos, ale szybko go przyciszyła, żeby nie obudzić synka. Bartek, mam dość. Dla niej to zawsze: *”Daj, przelej, zapłać.”* A potem znika, jakby nigdy nic.
Zamilkł, wpatrując się w szklankę.
No i co mam zrobić? Taka już jest. Jak chcesz, to z nią pogadaj.
Już to zrobiłam odcięła się Sylwia. I wiesz, co mi powiedziała? Że to nasz obowiązek.
A czego się spodziewałaś? Ona sama się tym wszystkim zajmuje. Może jej życie jest bardziej skomplikowane niż nasze.
*Zajmuje*?! Sylwia wybuchła. Bartek, ona wykorzystuje wszystkich wokół. A ty ją w tym wspierasz!
Rozmowa utknęła w martwym punkcie. Bartek wzruszył ramionami, mruknął coś niewyraźnego i wyszedł, zostawiając Sylwię samą z jej myślami.
***
Następnego dnia rano zadzwonił niespodziewany numer. Sylwia odebrała bez entuzjazmu.
Siema, Sylwka! Nie jesteś zajęta? Kasia brzmiała dziwnie podekscytowana.
Słucham odparła Sylwia sucho, gotowa na kolejną prośbę.
No więc, potrzebuję pomocy. Zaczęłam z sąsiadką mały projekt, sklep internetowy, no wiesz, teraz takie okazje. W każdym razie muszę coś opłacić, a akurat nie mam przy sobie kasy. Pomyślałam, że mogłabyś mi pożyczyć kartę. To tymczasowe, tylko na kilka dni.
Sylwia na moment zamarła, próbując przetrawić to, co usłyszała.
Kasia jej głos stał się twardy. Ty serio? Moją kartę?
No tak! Dlaczego nie? Przecież wiesz, że jestem ostrożna. Oddam wszystko, nie wydam nic ponadto.
Nie. Nawet nie ma o czym rozmawiać.
Z drugiej strony zapadła ciężka cisza.
Nie rozumiem głos Kasi stracił pewność siebie. To tylko karta. Czemu się sprzeciwiasz?
Kasia, bo mój spokój jest ważniejszy. I moja karta też.
Sylwka, nie ufasz mi? Kasia zabrzmiała oburzona, ale było w tym coś nienaturalnego. Jesteśmy rodziną.
Sylwia powstrzymała się, by nie powiedzieć więcej.
Kasia, kończymy temat. Mam coś do zrobienia.
Rozłączyła się, czując jednocześnie ulgę i wściekłość. Kasia przekraczała wszystkie granice.
Gdy Bartek wrócił z pracy wieczorem, Sylwia wiedziała już, że rozmowa będzie trudna.
Bartek zaczęła spokojnie. Twoja siostra znowu dzwoniła.
Rozwiązując buty, nie spojrzał na nią od razu.
No i?
Chciała moją kartę. Na swój projekt.
Bartek przystanął, zaskoczony.
I co jej powiedziałaś?
Oczywiście, że nie.
I dlaczego nie mogłaś jej pomóc? odezwał się ostro. To przecież Kasia.
Sylwia westchnęła, próbując nie wybuchnąć.
Bartek, wy w swojej rodzinie nie odróżniacie prośby od bezczelności? Ona sama nie może tego załatwić?
Sylwia, ona nie prosiła o miliony. Zawsze wszystko komplikujesz.
Spojrzała na niego niedowierzająco.
*Ja komplikuję*? Ale to ona myśli, że tak można w nieskończoność.
Bartek milczał, a potem mruknął:
Po prostu potrzebowała pomocy, to wszystko.
Sylwia wzięła głęboki oddech, spojrzała na drzwi, przez które wyszedł Bartek, i postanowiła, że tym razem nie odpuści jej małżeństwo było ważniejsze niż uległość wobec Kasi.



