Wolne szczęście
Damian, poczekaj! No zatrzymaj się
Damian zwolnił nieco krok i obejrzał się za siebie.
Za nim, po wąskiej ścieżce prowadzącej do dwupiętrowego murowanego domu, szybko szła Lena szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, spódniczce, białym, krótkim futerku i z chustką zawiązaną na głowie. Spod ciepłej, gryzącej chusty wyłaniały się ciemne, kasztanowe loczki. Ten odcień świetnie pasował do oczu Leny zielonawych, z odcieniem brązu, błyszczących, jakby zaraz miała się rozpłakać. To czyniło ją kruchą, delikatną, taką, którą chciało się chronić.
Dziewczyna co rusz się poślizgiwała, drżała, ale nie zwalniała tempa.
Lena, nie biegnij! Poślizgniesz się, jest ślisko! zganił ją Damian. Ale w sumie Ładnie ci w biegu. Rumieńce na policzkach, od razu piękniejesz! Dawno tak nie wyglądałaś. Zdrowiejesz!
Lena uśmiechnęła się, podeszła blisko, Damian wyciągnął do niej rękę, schwyciła ją i puściła do niego oko.
Czego chciałaś? zapytał Damian, rozglądając się nerwowo. Nachylił się i szybko pocałował ją w policzek. Mama zabroniła mi się z tobą kolegować, powiedziała, że mi skórę przetrzepie… westchnął ze smutkiem.
Lena posmutniała, spuściła wzrok, zaczęła gnieść rękojeść szkolnej torby w dłoniach. Ale chwilę później znów się rozpromieniła.
Damianku, oni z tatą dużo gadają i tyle! Nic ci nie zrobią, przysięgam! Pójdziesz dzisiaj ze mną do kina? Już mam nam bilety. O, zobacz!
Lena zdjęła rękawiczkę i otworzyła dłoń. Trzymała w niej dwie karteczki.
Damian chwycił jej dłoń swoimi dużymi rękoma, poczuł, że jest całkiem gorąca, pogładził delikatne palce jak u pianistki.
Do kina? No Nie wiem Mam trochę rzeczy do zrobienia udawał, że się waha. Lena wyrwała rękę, wsunęła ją z powrotem do rękawiczki. Ale jak zapraszasz, to nie wypada odmówić kiwnął głową, po czym po burkliwemu spytał:
Jaki chociaż film? Znowu o miłości?
Nie! Wojenny. Oskar powiedział, że bardzo ciekawy! Lena zaprzeczyła głową. Ale sama się trochę boję i koleżanki nie chcą iść.
Oskar? On to zawsze nagada… Idź z nim, jest spokojny i się zgodzi! Damian wyprostował się dumnie. Słuchasz go, to
Oskar Nowak był kolegą z klasy Leny, mądrala, co nie grał w piłkę, nie psocił, tylko się uczył i do wszystkiego zgłaszał, osiągał, no i biegał za Leną. To działało Damianowi na nerwy, ale nie czuł zagrożenia ze strony Oskara, był przecież miękki, taki bezbarwny. Lena lubiła chłopaków z charakterem, takich jak Damian.
Sęk w tym, że do rodziny Leny Damiana już nie wpuszczali, a Oskar miał tam otwarte drzwi. Mama Leny, pani Halina, wyraźnie bardziej wolała Oskara, zawsze go ugościła, uśmiechała się…
Nikogo nie słucham! Lena zaperzyła się. Jak wołam ciebie, to znaczy, że inni mnie nie interesują. No, pójdziesz?
Lekko się zaczerwieniła, zmrużyła oczy.
Damian poczuł się mile połechtany, skinął głową.
Dobra, pójdę. Boisz się mruknął. A ja? Tak gonicie swojego Damiana, że w nocy dostanę trzęsawki, a babcia Marta się przerazi!
Zażartował, mrugnął do Leny, ta wybuchła śmiechem, machnęła ręką:
Oj, ty się niczego nie boisz! Widzimy się więc przed kinem o 18:50. A ja muszę lecieć. Mama kazała szatkować kapustę, w kuchni pełno misek. Lecę!
Lena ostrożnie się odwróciła i pokuśtykała do domu.
Mieszkała z rodzicami dwa domy dalej od Damiana, razem się wychowywali, ganiali wróble po krzakach, wdrapywali się na czereśnie, żeby na złość mamie zerwać i zjeść czarne, cierpkie owoce, a potem wypluwać pestki z Damianem na odległość. Chodzili razem do szkoły, tylko Damian był o dwa lata starszy. Dziewczyny Lenie zazdrościły, że taki przystojny chłopak prawie ją nosi na rękach, a Lena nie rozumiała, o co tyle hałasu Damian był przecież od zawsze w jej życiu, więc dlaczego by nie miał na nią zwracać uwagi?
Dwa lata temu podczas jazdy na nartach Lena nagle źle się poczuła, zakręciło jej się w głowie, wszystko zaczęło migać. Upadła i złamała nogę. Leżąc w zaspie, jęczała z bólu, aż Damian ją podniósł i zaniósł do domu. Noga zaczęła puchnąć i bolała coraz mocniej. Lena, choć bardzo bała się bólu od dziecka, mocno trzymała Damiana za ramię aż zostawiła ślady po paznokciach. Ale Damian nic nie powiedział, najważniejsza była wtedy Lena.
Zabrano ją karetką do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili, że z nogą sobie poradzą, ale serce dziewczyny jest chore. W karcie zdrowia wypisano mnóstwo łacińskich nazw. Lena długo dochodziła do siebie, a kiedy w końcu wróciła do domu, za oknem stopniał już śnieg.
Gips długo jej przeszkadzał, noga bolała, piekła. Lena była marudna, płakała, kłóciła się z mamą o wszystko, ale wszystko zmieniało się, kiedy Damian ją odwiedzał. Wymyślał zabawy: raz rozkładał na jej łóżku mapę świata i puszczał po niej papierową łódeczkę, raz przynosił klocki, budowali razem. Gdy tylko zdejmą ci ten gips mówił Damian pojedziemy razem na wycieczkę. Gdzie byś chciała? Lena wzruszała ramionami: chciałaby na podwórko, a mama nie pozwala, bo serce słabe, nic nie wolno.
Bzdura! machał ręką Damian. Trzeba rozruszać nogę! Mój dziadek w podwarszawskim Fedorowie był po wojnie prawie inwalidą, ledwo chodził. Aż jeden profesor medycyny się nad nim zlitował, wymyślił mu zestaw ćwiczeń. I wyzdrowiał! Nauka nie stoi w miejscu, Lena. Dla ciebie na pewno też coś się znajdzie! Tylko się nie poddawaj. No już, ruchy!
Podpuszczał ją, czasem zabierał jej lalkę i uciekał, a Lena o kulach ruszała za nim, fukając, żeby oddał zabawkę.
Leno, jakie lalki w twoim wieku! Jesteś już staruszką śmiał się Damian. Cała taka narzekająca jak babcia Stefania z warzywniaka.
Na tym lenowym rehabilitowaniu kilka razy przerywała go mama Leny, pani Halina, i kazała natychmiast iść do domu.
Ty, Damian, to sobie lekkomyślny jesteś! prychła, wyganiała go do drzwi. W Lenie nie wolno wzbudzać emocji, ma poważną wadę serca. Nawet dzieci mieć nie może, lekarze tak powiedzieli. Rozumiesz, a? Nie waż się jej tego mówić, bo ona marzy, żeby mieć dzieci i rodzinę! dodała pół szeptem, a potem zapłakana odpędzała chłopaka.
Damian dopiero później zrozumiał, co to znaczy: Lena jest inwalidką. Naprawdę poważnie chorą
Ona umrze? przemknęło mu przez głowę jak czerwone światło. Może nawet dziś
Babcia Marta zobaczyła, jak wnuk zdejmuje kurtkę, koszulę, chwyta wiadro i wylewa sobie na plecy zimną wodę z beczki na podwórku.
Damian! Co ty wyprawiasz?! Przeziębisz się! zawołała i pobiegła po ręcznik.
Damian pokręcił głową, wziął głęboki oddech.
Ona jeszcze całe życie przed sobą ma! Przeżyje je szczęśliwie, obiecuję wam! tupnął nogą.
Babcia nic nie zrozumiała z jego mamrotania.
Damian, co tu hałasujesz? Już późno, chodź spać, pewnie się zmęczyłeś! szepnęła ziewając.
Zaraz, babciu. Napiję się herbaty i idę. Śpij spokojnie!
Mieszkali tylko we dwójkę. O rodzicach Damiana nikt nie opowiadał szczegółów; babcia mówiła wymijająco, niby zginęli albo gdzieś zniknęli. Nikt nie wiedział na pewno
Lenę co chwila prowadzano do lekarzy. Halina stawiała przed nimi domowe smakołyki, byle tylko powiedzieli, że córkę da się wyleczyć. Ale cud się nie wydarzał.
Tego się dziś nie leczy rozkładał ręce doktor. Może kiedyś, jak nauka pójdzie do przodu. Na razie pełen spokój, żadnych emocji.
Tak Oczywiście Spokój przytakiwała Halina. Oskar, kolega Leny, mówi, że trzeba się oszczędzać.
Mamo! Lena poczerwieniała, zawstydzona.
No co mamo?! roześmiał się lekarz. Dobrze wybrałaś sobie przyjaciela, Leno! Cenić, pielęgnować!
I wreszcie tak żyła Lena każdy krok ostrożny, mama pilnuje, żeby się nie przeziębiła, nie spociła, nie biegała, nie skakała
W kinie było duszno, pachniało papierosami. Lena ściskała ramię Damiana, oglądała film, potem cicho płakała, wtulona w jego ramię.
Lena, już dobrze, przestań płakać. Będzie dobrze! szeptał jej Damian, głaskał po głowie.
Ale wokół już ludzie syczeli i kazali się uciszyć.
Damian, źle się czuję. Wyjdziemy na chwilę? poprosiła dziewczyna.
Jasne, chodźmy!
Przebili się przez salę, do wyjścia. Jasne światło we foyer raziło w oczy.
Usiądź, zaraz przyniosę ci wody powiedział chłopak.
Bileterka spojrzała na nich krytycznie.
Taka młoda dziewczyna mruknęła. Jesteście chociaż po ślubie? Dokąd zmierzamy
Pomyślała chyba, że Lena jest w ciąży i dlatego zemdlała.
Jeszcze nie wzięliśmy ślubu, ale niedługo! pojawił się przy Lenie Damian.
Co? Lena była zaskoczona. Zadrżała, znowu zakręciło się jej w głowie. Żartujesz?
Złapała go za rękę.
Z takimi rzeczami się nie żartuje poważnie odpowiedział Damian. Chciałem ci o tym powiedzieć później. Leno, idę do wojska. Jak wrócę, pobierzemy się. Obiecałem ci, że pokażę ci świat? Może nie od razu cały, ale na pewno pingwiny! Obiecałem?
Pokiwała głową.
Dotrzymam słowa. A niech sobie mówią, co chcą! Medal, jak się bardzo chce znajdziemy lekarzy, a oni powiedzą ci, że można to i to. I urodzisz nasze dziecko! entuzjastycznie mówił, choć chciał ją pocałować, nie zrobił tego bileterka patrzyła na nich zbyt przenikliwie.
Wypij wodę i chodźmy na powietrze! powiedział, ciągnąc Lenę za sobą. Ta jednak delikatnie się wyswobodziła.
Nie mogę mieć dzieci? zapytała prosto w oczy.
Damian się zmieszał. Halina prosiła, żeby nie mówił Lenie prawdy, a sam już się wygadał…
No wiesz Zobaczymy, co będzie. Trzeba po prostu się oszczędzać. Chodźmy się przejść!
Lena kiwnęła głową, pozwoliła się ubrać, wyszli na zewnątrz. Odwróciła się, zaciśnięte usta, spięta. Czuła się nie do końca kobietą. Nie mogła założyć prawdziwej rodziny. Co teraz?
Damian szybko wymyślił rozrywkę. Zaprowadził ją do Kostka Borowskiego. Kostek dał im pojeździć na swoim motocyklu. Lenka dostała kask, posadzili ją przed Damianem, kazali jechać wolno.
Motocykl toczył się spokojnie, Lena czuła, jak Damian obejmuje ją w pasie, a jego dłoń ledwo dotyka jej talii. Zakręciło się jej w głowie, zapomniała o wszystkim. Została tylko ta droga, Damian, jego ręce, oddech i szum silnika…
W nocy wezwano do niej lekarza, zrobił zastrzyk.
Trzeba bardziej dbać o dziecko! powiedział w sieni. Zaraz egzaminy, a ona już cała roztrzęsiona!
Lena coś wyjaśniała, że to przez film, że przejdzie…
Byłaś z Damianem? zapytała matka, gdy lekarz wyszedł.
Tak. Damian zawsze mówi mi prawdę. Powiedział też, że dzieci mieć… nie mogę…
Lena znowu zapłakała…
To ja mu pokażę! ojciec, pan Marek, zacisnął pięści.
Nie waż się go ruszać! Jest najlepszy! Milion razy lepszy niż ten Oskar!
Spać! huknął Marek, zgasił światło i popchnął żonę do sypialni. Damiankowi przyszło wezwanie do wojska, zaraz będziemy mieli spokój!
Halina zabroniła Damianowi przychodzić, obwiniła go o wszystko.
Ale ja i tak z nią będę. I będzie szczęśliwa! Wyleczę ją, rozumiecie? Po co ją zamykacie w domu?! Zeschnięte już z niej ciasto się robi! Dajcie jej być młodą! próbował jeszcze raz pożegnać się przed wyjazdem, ale Halina nie wpuściła go do domu, aż Damian groził, że wejdzie oknem.
Na ganek wyszedł Marek. Damian zobaczył w jego rękach strzelbę.
Będziecie strzelać, panie Marku? To strzelajcie. Jednym chłopakiem więcej, jednym mniej, co za różnica. Babcia Marta tylko mnie ma, a jak nie to trudno. Lenie powiedzcie, że wyjechałem
Damian postawił się, a lufa strzelby dotknęła jego torsu. Halina zatkała usta z przerażenia.
Marek zatrzymał się. Po minucie opuścił broń.
Jesteś głupi, Damian. Może w wojsku zmądrzejesz. Idź już. Lena śpi, nie pozwolę jej budzić. Dla swojej babci odejdź syknął.
Zdecydowali z Haliną, że wszystkiemu winny jest Damian. To przez niego Lena złamała nogę, to on nauczył ją jeździć na nartach, on odwiedzał, on, on, on Niech znika z ich życia!
Nie martw się, kobieto, może mu się spodoba w wojsku, zostanie tam na zawsze. Lena zapomni.
Halina na palcach podeszła pod drzwi do pokoju córki, była cisza. Nie widziała, że Lena wstała, patrzy przez okno na Damiana.
Odwróć się! Odwróć się! wołała w myślach.
I Damian się odwrócił, poprawił czapkę, pomachał delikatnie.
Damian wrócił dopiero po czterech latach. Lena nie wiedziała nic mówiono jej, że zginął na misji w Afganistanie, zaginął bez wieści. Babcia Marta zmarła, nie doczekawszy wnuka. Na pogrzeb nie pozwolili Lenie pójść.
Wszystkie jej listy gdzieś przepadały.
Nie odpisał? pytała listonoszka, pani Alicja, gdy Lena przychodziła na pocztę. Może ma dużo spraw, a może O, a tam Oskar idzie! Jaki elegancki! Chyba cię szuka
Damian wrócił późną jesienią. Jego dom powitał go ciszą i zapachem wilgotnych szmat. Dach przeciekał, tapeta na ścianach zwilgotniała i popękała. Szalik babci Marty wciąż leżał na wersalce, ikony na stoliku przy łóżku pociemniałe.
Usiadł przy stole, zamknął oczy. Niby wszystko jak dawniej, a jednak inaczej. Albo on sam się zmienił…
Nie przespał nocy, rano poszedł do domu Leny. W ogrodzie Halina wieszała pranie.
Pani Halino! zawołał, gasząc papierosa. Nic się pani nie zmieniła!
Wydawało mu się, że upłynęły wieki od jego wyjazdu.
Kto tam? przymrużyła oczy kobieta.
To ja, Damian. Mogę wejść?
Nie czekając na pozwolenie, otworzył furtkę. Spojrzał na okno Leny zasłonięte szczelnie, kwiatów na parapecie nie było.
Wyjechała. Żywyś? spytała Halina obojętnie. Wracasz, a tu takie czasy No
Gdzie wyjechała? spytał z ponurą twarzą.
Do Poznania. Oskar dostał się tam na studia, pojechali razem.
Czemu z Oskarem?
Teraz już są małżeństwem. Leny tu nie chciała zostać. Mówiliśmy jej, że zginąłeś. A Oskar miał rodzinę w Poznaniu. Pisała niedawno, że się urządzają, Lena też studiuje. Dziękuję, że się nią zajmował przez ten cały czas, gdy ciebie nie było. Po pogrzebie twojej babci Lena znów podupadła na zdrowiu. Ale Oskar jej pomógł. Wiesz, Damian Halina położyła mu rękę na ramieniu. Zobaczył, że zestarzała się. Wiesz, nie szukaj ich. Pozwól im być szczęśliwymi.
Spojrzała na niego błagalnie.
Lena nigdy go nie kochała! prychnął Damian.
Dawniej tak było. Kiedy ciebie zniknęło, zmądrzała. Z nim jest spokojna. Proszę, nie mieszaj się już do jej życia.
Damian nie odpowiedział, odwrócił się i poszedł. Halina westchnęła ciężko. Mąż w domu czytał gazetę nawet jego Oskar zaraził zamiłowaniem do książek.
Damian jeszcze jedną noc przesiedział w pustym domu, rano spakował plecak, zabił okna deskami, zamknął furtkę na kłódkę. Potem poszedł na cmentarz, stanął nad grobem babci Marty, powiesił na krzyżu swój medalik.
Przepraszam, babciu…
I wyjechał…
Damian stał się twardy, uparty do bólu, nie przyjmował sprzeciwu, nie godził się na kompromisy, walczył o swoje, pociągał za sobą innych, a potem hojnie nagradzał. Kręcił interesy, nie zawsze czyste, zarabiał sporo, miał kontakty. I cały czas szukał.
Znaleźć Lenę mogło być łatwo: Poznań, uczelnia, wybitny Oskar zawsze do odnalezienia. Szukał jednak nie jej, a szansy.
Po około ośmiu latach przedsiębiorczej kariery (na początku części samochodowe, potem antyki, później sklepy, w końcu dostawy surowców), Damian dotarł do ludzi zajmujących się sprzętem medycznym, przez nich poznał najlepszych lekarzy.
A co cię tak te sprawy kardiologiczne interesują? spytał Roman Sokołowski, kardiochirurg z Instytutu Wojskowego. U nas najlepsi lekarze! Co się stało?
Chcę pomóc pewnej osobie. Żeby dobrze żyła zawahał się. Chodzi o kobietę, dwa lata młodszą ode mnie, od szesnastu lat ma chore serce. Nie znam szczegółów.
Musisz zdobyć kartę medyczną, wyniki badań. Dziesięcioletnie historie nie wystarczą.
Damian przytaknął i wyszedł z gabinetu.
Dokąd idziesz? spytała Iwonka, zawiązywała pasek szlafroka ciasniej. Piąta rano, znowu?
Damian wzruszył ramionami, uśmiechnął się przepraszająco.
Sprawy służbowe. Na dwa-trzy dni. Nie nudź się tutaj. Trzymaj się i nikogo nie wprowadzaj do mieszkania. Objął ją szybko, pocałował mocno, po męsku. Tęsknij za mną. Muszę lecieć, samolot mam. Cześć!
Iwona uniosła dłonie jakby się poddawała, posłała mu całusa.
Tak jest, panie prezesie. Może chociaż zjesz śniadanie?
Nie mam czasu. Pa.
Iwona wiedziała, że jej nie kochał. Nigdy nie udawał, że kocha. Ale było im razem dobrze. Damian miał kobietę solidną, wierną; Iwonka miała przy sobie bogatego, przystojnego faceta. Czy trzeba czegoś więcej w dzisiejszym świecie?
Panie Damianie, bardzo cieszymy się z pana oferty, sprzęt zawsze się przyda, ale dane medyczne naszych pacjentów to już inna sprawa! naprzeciwko niego w restauracji siedział nerwowy, chudziutki człowieczek, gryzł paznokcie, drżały mu palce. Nie wolno mi ujawniać tych informacji! Pani Helena… Helena Zielińska… Nie kojarzę…
Ależ spokojnie, panie Jerzy! uśmiechnął się Damian. Ja nie z żadnych służb. Tylko za ile chce pan tę informację sprzedać? Naprawdę, nie żałuję pieniędzy. To stara znajoma, serce ma chore, a jej mąż zamknął ją w domu, karmi tabletkami, nie pozwala wyjść, nawet nie puszcza do teatru czy kina. Ona pracuje, ale urlop zawsze w domu, żadnych podróży bo stres. Mówi, że dzieci też nie mogła mieć, ale dziecko się pojawiło, zawodowo go katuje nauką. Chłopak zdrowy, ale wygląda jak cień. Za to Oskar rumiany, opalony, kawę uwielbia. Wszystko na plecach Leny. Pan wie, doktorze, jak to bywa.
Damian mówił powoli, choć krew się w nim gotowała.
Jest pan straszny, panie Damianie! wyszeptał Jerzy, skulony. Pan chce mieszać w czyimś życiu, niszczyć to, czego nie zna.
Zbrodnią jest żenić się z chorą tylko dla korzyści ryknął Damian. Kelnerzy spoglądali niepokojąco. Niech pan po prostu pozwoli mi zobaczyć kartę. Zrobię, co trzeba, sprzęt przyjdzie na czas, pan zarobi, a Lena dostanie szansę. To uczciwa oferta.
Na dworze Jerzy podał mu papiery.
Ile? spytał.
Damian podał sumę. Jerzy skinął głową, wręczył dokumenty. Damian wrzucił kopertę do torby Jerzego.
Dzięki. Sprzęt wkrótce będzie.
Lena szła powoli boczną uliczką, nie myślała o niczym. Jutro znowu musi iść do przychodni mąż wpisał ją na wizytę. Wieczorem zebranie w szkole syna, Oskar powiedział, że nie przyjdzie. Za tydzień przyjadą jego rodzice, trzeba przygotować pokój. Tyle spraw. Ale teraz po prostu iść, oddychać, cieszyć się chwilą.
Przemknął obok motocykl, na nim dziewczyna przytula się do chłopaka. Lena się uśmiechnęła pamiętała, jak sama z Damianem jeździła, jak woda z kół chlapała, a migały ogrodzenia sąsiadów.
Lena! usłyszała głos, zamarła. Lena, cześć!
Odwróciła się. Damian
Porozmawiamy? Muszę, to pilne! pociągnął ją ku ławeczce. Chodź, usiądziemy gdzieś.
Damian Damianku Damianek! szepnęła i głaskała go po ramionach, twarzy, szyi. A babcia Marta nie wierzyła…
Lena rozpłakała się, Damian mocno ją objął. Był silny, dobry, zawsze przy niej teraz wiedziała na pewno.
To może do kawiarni? spytał.
Po co? Chodź do nas. Oskar i Wojtek już w domu. Wojtek to nasz syn. Poznasz go zaproponowała.
Nie mogę u ciebie. Musimy pogadać tylko we dwoje.
No dobrze. Tam jest stołówka, chodź…
Usiedli, Damian długo zbierał się do rozmowy, w końcu zaczął:
Lena, musisz ze mną pojechać. Musimy załatwić dokumenty, zgody i inne sprawy.
Gdzie? Lena była zdezorientowana.
Lekarz, mój znajomy, znalazł klinikę za granicą, gdzie mogą cię wyleczyć. Jeśli zrobisz operację, poczujesz się dużo lepiej! Przestaniesz być zamknięta, męczona badaniami!
On nie męczy. Martwi się po prostu przerwała Lena. Nie rozumiesz…
Doskonale rozumiem. Wiem wszystko, Lena. Kupiłem już wszystko, wszystko opłacone. Pojedź ze mną. Specjaliści tam najlepsi.
Poczekaj, Damian. Powiedz, co u ciebie? Żonaty? Czym się zajmujesz? Lena zmieniła temat. Zmieniłeś się, ledwo cię poznałam
Jaki jestem? spytał chrapliwie Damian.
Tajemniczy, niedostępny Trochę groźny. Ale nie jesteś gangsterem, co?
Wszystko było. Ale teraz jestem po prostu dostawcą, trochę handluję Angielski umiem, sporo rzeczy potrafię.
To dobrze. Wojtek też się uczy. Oskar mu znalazł korepetytora. Byłeś w domu? Co tam teraz?
Nic nie wiem. To nie o to chodzi! Lena, czekają tylko na ciebie i twoje dokumenty. Załatwię ci zwolnienie, urlop Wszystko!
Był wyraźnie spięty, jakby przeczuwał kłopoty.
Lena? Wojtek czeka na kolację. Czemu siedzisz w barze? Oskar zjawił się przy ich stoliku. Pracowałem dłużej, przechodziłem, a tu ty. To Damian? No proszę
Jego twarz stężała, pociągnął żonę za rękę.
Zaczekaj, Oskarze. Damian miał mi coś zaproponować
Lena czuła, że zaraz stanie się coś złego.
Lena, powinnaś wyjść na powietrze. Weź tabletkę pod język! Oskar zrobił się nerwowy, Damian poszedł z nimi.
W domu było chłodno, pachniało zupą. Wojtek patrzył ciekawie na gościa.
Damian przedstawił się mężczyzna.
Chłopak uścisnął dłoń, spojrzał pytająco na ojca.
Wojtek, zjedz w pokoju. My z panem Damianem musimy porozmawiać powiedział Oskar.
Lena przyniosła synowi jedzenie, pocałowała go i wyszła do kuchni.
No i co tam, Damian? O co chodzi? Czym się zajmujesz? Oskar grał gospodarza, przechadzał się po kuchni, usiadł tak, żeby Damianowi było niewygodnie.
Lena, podaj mu kotleta. Jesteś żonaty? rzucił, zajadając szczypiorek.
Nie. Znalazłem dla Leny klinikę za granicą. Tam zrobią operację serca. Operacje te są rzadkie, ale będą też nasi, polscy lekarze. Musisz spróbować, Lena, może wróci ci normalne życie! Lena, czemu milczysz? Oczy Damiana zabłysły.
Lena, zanieś Wojtkowi herbatę.
Gdy wyszła, Oskar mówił cicho, niebezpiecznym tonem:
A co ona może powiedzieć? Skąd się wziąłeś? Ciągniesz ją za granicę, nie wiadomo za jakie pieniądze, ryzykujesz jej życie. A co z nami? Zostałem z nią, kiedy ty zniknąłeś! Pielęgnowałem ją w szpitalu, opiekowałem się, wychowywałem Wojtka. Nic nie rozumiesz. Ona jest moja, tylko moja. Wiem, co dla niej dobre!
Chcesz się chwalić? No trudno Damian wstał, górował nad Oskarem. Ale ona nie jest rzeczą. Potrzebuje szansy, a nie życia w klatce. Dobrze się jeździ twoim samochodem? A tak mogłaby sama prowadzić. Wstyd, Oskarze! Gdy wyzdrowieje, będzie innym człowiekiem!
Nigdzie nie pojadę, Damian. Zostanę tu. To moje życie. Boję się, Damianku. A jeśli nie przeżyję? Wojtek jest jeszcze mały. Ja żyję dobrze, jest mi dobrze.
Lena objęła Damiana, położyła głowę na jego plecach.
Napijmy się herbaty, zjedzcie ciasto! uśmiechnęła się. A potem, Damian, pojedziesz do domu, dobrze?
Nie chciał jeść, tylko wziął kurtkę i wyszedł. Nawet się nie pożegnał.
Idąc ulicą i rozpychając przechodniów ramieniem, nie mógł pojąć, jak można zrezygnować z lepszego życia? Zrobił już tyle, sprzedał pół firmy, którą prowadził… Teraz widział tylko bezsens i rozgoryczenie.
Po prostu chciałeś udowodnić Oskarowi, że jesteś lepszy; że Lena będzie twoja. A przegrałeś! przemknęło mu przez głowę, potem w głębi serca została już tylko pustka
W domu czekała Iwonka, nie spała.
Wróciłeś powiedziała cicho, stojąc w korytarzu w szlafroku. Zrobiłam zupę Spróbujesz? Chyba smaczna
Podeszła, objęła go mocno.
Co się stało? spytał Damian.
Bałam się, że nie wrócisz. Że zostaniesz z nią
Iwona przytuliła się jeszcze mocniej.
Maleńka! No jak mógłbym bez ciebie, co? Głupstwa! Damianowi zrobiło się nagle lekko, jakby zdjął z siebie kilkutonowy ciężar. Już nic nie musi, nikomu nie jest winien żadnych dowodów. Może po prostu żyć, kochać Iwonę, ożenić się, mieć dzieci, wychować je… To będzie jego i jej życie, ich rodzina. Reszta niech żyje, jak chce.
I to jest proste pozwolić sobie być szczęśliwym!
Iwona patrzyła, jak Damian zajada jej zupę. I uśmiechała się, bo w ich domu też mieszkała teraz prawdziwa, mała rodzina. I ona była tego pewna.



