Wolne szczęście
Darek, zaczekaj! No, przestań już
Darek zwolnił na moment i obejrzał się przez ramię.
Za nim po wydeptanej ścieżce prowadzącej do czerwonego domku z cegły, dwupiętrowego, gnala szybkim krokiem Lidka szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, plisowanej spódniczce, białym krótkim futerku i chustce mocno zawiązanej na głowie. Spod wełnianego szala uciekały jej ciemnobrązowe loczki, idealnie pasujące do jej oczu zielonkawych, dużych, jakby za chwilę miały się rozpłakać. Przez to Lidka wydawała się taka bezbronna, delikatna, że aż chciało się ją zawinąć w kołdrę i schować przed światem.
Dziewczyna co chwilę się ślizgała, podskakiwała, ale uparcie szła dalej.
Lidziu, nie pędź tak! Ślisko! zbeształ ją Darek. W sumie Jak biegniesz, to ci do twarzy. Policzki ci się zarumieniły! Dawno taka nie byłaś. No, zdrowiejesz!
Lidka rozpromieniła się, podeszła do niego, Darek podał jej rękę, ona złapała, mrugnęła figlarnie.
Co chciałaś? rozejrzawszy się, Darek cmoknął ją w policzek i dodał Wiesz, twoja matka kazała mi się od ciebie trzymać z daleka, a jeszcze groziła, że mi dołoży
Lidka na chwilę posmutniała, spojrzała na czubki swoich kozaczków. Ale po chwili znów się uśmiechnęła.
Darek, a co oni tam wiedzą! Nic ci nie zrobią! Chodź dziś ze mną do kina? Proszę! szepnęła. Już mam bilety. Patrz!
Ściągnęła rękawiczkę i pokazała zaciśniętą pięść w niej dwie karteczki.
Darek objął jej dłoń swoimi łapskami, od razu wyczuł, że jest gorąca, więc pogładził jej długie, smukłe paluszki jak u pianistki.
Kino? Hm Nie wiem W sumie mam robotę naburmuszył się, jakby nagle sobie o czymś przypomniał. Lidka wyjęła rękę, schowała w rękawiczkę. Ale skoro ty zapraszasz idę! pokiwał głową, burknął Co to za film, znowu romansidło?
Nie, wojenny. Jurek był, mówił, że super! zaczęła gorliwie tłumaczyć Lidka. Ale sama się boję, koleżanki nie chcą iść.
Jureczek? On to bajernie wszystko opowie, a ty z nim pójdź, dogada się ze wszystkim! zadął się Darek. Skoro tak go słuchasz, to…
Jurek Ostrowski był kolegą Lidki z klasy mądry, grzeczny, typ szkolnego prymusa. Piłką nie grał, głupot nie robił, tylko się uczył, startował w konkursach, wyklejał gazetki i… wiecznie chodził za Lidką jak piesek. Darek, chociaż udawał, że go to nie rusza, denerwował się, ale nie bał się rywala. Przeciwnie Jurek przy Dariuszu wypadał jak ameba. A Lidka lubiła żywych chłopaków, takich jak Darek.
Tyle że od pewnego czasu u Pankowskich drogi dla Darka były zamknięte, a Jurkowi wręcz przeciwnie mama Lidki, Pani Bogusia, najchętniej czerwony dywan by mu pod nogi rozwinęła.
Nie słucham nikogo! żachnęła się Lidka. Zapraszam ciebie, nie innych. Idziesz, czy nie?
Zarumieniła się, zmrużyła oczy.
Darek poczuł się mile połechtany, skinął głową.
No dobra. Skoro się boisz… A o mnie nikt nie pomyśli! Pewnie, wystraszcie Darka, ciekawe, kto w nocy będzie wrzeszczał! Babcia Zosia umrze ze strachu przez was!
Uśmiechnął się do Lidki z przymrużeniem oka, a ona się roześmiała:
Ech, ty niczego się nie boisz! Widzimy się pod kinem o 18:50. A teraz muszę pędzić. Mama już szatkuje kapustę, cała kuchnia w garach. Spadam.
Lidka obróciła się ostrożnie i pognała do siebie.
Mieszkała z rodzicami dwa domy dalej niż Darek, razem się wychowywali przeganiali wróble, włazili na czereśnię, zrywali zakazane owoce i wypluwali pestki na wyścigi. Do szkoły chodzili razem, tylko że Darek był dwa lata starszy. Dziewczyny zazdrościły jej, że taki przystojny Darek tak się wokół niej kręci, a Lidka nie do końca rozumiała, co w tym szczególnego. Darek był w jej życiu od zawsze więc jak miałby jej nie zauważać?
Dwa lata wcześniej, zimą, Lidka na nartach straciła przytomność zakręciło jej się w głowie, zrobiło jej się ciemno od gwiazdek przed oczami, upadła niefortunnie i złamała nogę. Leżała w zaspie, jęczała z bólu, nie mogła oddychać. Od dziecka bała się bólu, a tu cała noga…
Obok był oczywiście Darek. Zawsze był pod ręką bo Lidka as w narobieniu hałasu. Jako dziecko ryczała donośnie, a Darek szedł na ten dźwięk jak na syrenę alarmową. Teraz już głos miała łagodniejszy…
Gdy Darek zanosił ją na rękach do domu, noga Lidki tak spuchła, że musieli ciąć but. Zacisnęła mu się na ramieniu jak w transie, aż ślady paznokci zostały. Ale Darek zniósł wszystko dzielnie. Liczyła się tylko ona.
Przyjechało pogotowie, zabrali dziewczynę do szpitala. Tam orzekli: noga to pikuś, ale serce chore i wypisali całą listę łacińskich chorób. Najpierw była w szpitalu, potem kazali leżeć już w domu.
Lidka powoli wracała do siebie. Noga zrastała się długo, swędziała pod gipsem. Lidka się buntowała, kłóciła z mamą o byle co, ale zawsze, jak wpadał Darek, świat od razu robił się ciekawszy. Rozkładał na kołdrze mapę świata, organizował wyprawy papierową łódeczką, potem przeprowadzali się na Syberię, a pięć minut później pili fikcyjnie herbatę w szałasie za Uralem. Albo wyciągał klocki i układali domki. Albo rysowali własną gazetkę…
Jak ci zdejmą ten gipsowy wynalazek, pojedziemy gdzieś, gdzie chcesz! obiecywał Darek.
Lidka wzruszała ramionami:
Ja to chętnie bym na podwórko wyszła, ale mama nie puszcza. Mówi, że muszę odpoczywać, żeby sercu nie zaszkodzić. A ja chyba już nie umiem chodzić
Tam, tam, głupoty! machał ręką Darek. Mój dziadek, Michał z Fedorówki, po wojnie był prawie kaleką, noga mu się zastała, jak pingwin chodził. Ale specjalista go rozruszał i teraz jest jak nowy. Nauka, Lidka! Kto szuka, znajdzie sposób. A ty nie becz ruszaj się, ślimaku, ruch to zdrowie!
Prowokował dziewczynę, czasem podbierał z łóżka lalkę, biegał po pokoju, aż Lidka ganiała go na kulach, pokrzykując, żeby oddał zabawkę.
Lidka, co te zabawki w twoim wieku! śmiał się Darek. Siedzi nasza emerytka, narzeka na zdrowie. Wypisz wymaluj pani Krysia z warzywniaka. Ledwo u niej jestem, już słyszę o bólach reumatycznych…
Lidka, do łóżka! Darek, co ty wyprawiasz?! wpadała mama, pani Bogusia. Przecież wiesz, że jej nie wolno się denerwować!
Ale, ciociu Basiu, ona się u was w suszoną śliwkę zamienia! Nie można jej tylko trzymać w łóżku! Przecież żyć trzeba!
My już tu sami zdecydujemy, jak żyć, Darek. Jesteś za lekkomyślny do domu już! Zaraz Jurek przyjdzie, pomoże Lidce z lekcjami…
Jurek? Ten as od zielnika? No, no Może posłucham! wypiął się Darek, ale szybko dostał kuksańca od Lidki.
Na ganku pani Bogusia szarpnęła Darka za kołnierz i przycisnęła go do ściany.
Wiesz co? Nie wtrącaj się z doktorowaniem do Lidki. Ona ma ciężko chore serce, nawet dzieci mieć jej nie wolno lekarze tak mówią. Ja chcę mieć córkę przy życiu, zrozumiałe? I nic jej nie mów, bo ona marzy o rodzinie.
Darek dopiero po dłuższej chwili dotarło: Lidka kaleka Przez myśl przeszło mu, że może umrzeć. Może nawet dziś? Przestraszył się tego jak ognia.
Babcia Zosia dziwiła się, widząc, jak wnuk zrzuca kurtkę i polewa się zimną wodą z wiadra.
Darek, co robisz?! Zapalenia dostaniesz! zawołała, a on tylko odsapnął i poczuł, jak myśli powoli się uspokajają.
Nie może tak być! Jeszcze całe życie przed nią, przeżyje szczęśliwie, obiecuję sobie! aż tupnął.
Babcia Zosia stanęła akurat w drzwiach:
Przestań hałasować, późno już, spać mi nie dasz! przymknęła oczy i poczłapała do siebie.
Zostali we dwoje. O rodzicach Darek wiedział tyle co nic jedni mówili, że zginęli gdzieś, inni, że się rozeszli. Babcia Zosia nie chciała do końca powiedzieć, prawda była smutna
***
Lidkę regularnie ciągano po lekarzach. Mama usiłowała wszystkich przekupić jabłkami z własnej działki, żeby tylko powiedzieli, że da się ją wyleczyć. Ale cudów nie było.
Nie mamy na to jeszcze lekarstwa, proszę pani rozkładał ręce lekarz Ale może wkrótce Póki co, spokój, żadnych stresów. Ludzie tak żyją po setki!.
Jasne, spokój kiwała głową pani Bogusia. Jurek mówi, żeby się oszczędzać
Mamo! spłonęła ze wstydu Lidka.
A co, mamo?! lekarz się zaśmiał. Pani ma porządnego opiekuna!
Tak życie Lidki toczyło się powoli każdy krok pod czujnym okiem mamy. Ozięble, z rezerwą. Nic nie można, byle się nie przeziębić, nie zmęczyć, nie
***
W kinie było duszno, pachniało papierosami. Lidka trzymała mocno Darka za rękę, a potem po cichu płakała, chowając twarz w jego ramię.
Lidka, nie płacz! W końcu się dobrze kończy! szeptał jej Darek, głaszcząc ją po głowie.
Ale już ich uciszano ze wszystkich stron.
Darek, coś mi chyba nie tak… Chodźmy poprosiła, blada jak ściana.
Jasne! Chodź!
Wyszli, na moment oślepiło ich światło z foyer.
Usiądź, przyniosę ci wody! zarządził Darek.
Bileterka spojrzała na nich podejrzliwie.
Taka młoda syknęła do koleżanki. Ja się pytam, choć ślubu mają?
Pewnie już obstawiła, że Lidka w ciąży.
Jeszcze nie, niedługo będzie! wyskoczył Darek.
Co? Lidkę zatkało. Wewnątrz wszystko jej zadrżało. To był żart, prawda?
Zdjęła go z ręką.
Ja takich rzeczy nie żartuję! powiedział poważnie. Chciałem wcześniej zapytać, ale… Idę do wojska, a jak wrócę, bierzemy ślub. Obiecałem ci, że zobaczysz świat? No, może nie cały, ale pingwiny na pewno. Obiecałem?
Lidka kiwnęła głową.
To dotrzymam. I nieważne, co gadają jak się czegoś pragnie, to się uda! Znajdziemy najlepszych lekarzy, zrobią, co trzeba i potem… urodzisz nam dzieciaka! mówił rozgrzany. Chciał ją pocałować, ale pod bacznym okiem bileterki wyszłoby dziwnie, więc odpuścił.
Doładuj się wodą, zaraz wyjdziemy powiedział, wyprowadzając ją na zewnątrz.
Czy ja naprawdę nie mogę mieć dzieci? Nigdy? zapytała cicho wpatrując się w niego.
Darek spąsowiał. Mama prosiła, by jej nie mówić
Teraz nie czas na to rozmawiać… Zobaczymy, jak będzie. Chodź, przewietrzymy się!
Lidka słuchała, potem pozwoliła Darkowi narzucić na siebie kurtkę i wyprowadzić na powietrze. Odwróciła się, przygryzła wargę nie-kobieta bez szans na rodzinę. Co dalej?
Potem, żeby ją rozweselić, Darek zabrał Lidkę do Kuby Bronowskiego. Pożyczono im motocykl, Lidkę wsadzono w kask, posadzono przed Darkiem i nakazano nie szaleć.
Motocykl sunął równiutko; Lidka czuła ręce Darka na swojej talii. Było jej gorąco, zawrót głowy, nawet straszne kadry z filmu wyparowały. Był tylko Darek, motocykle i wiatr…
W nocy przyszło wezwanie do lekarza, dostała zastrzyk.
Trzeba bardziej dbać o córkę! sapnął lekarz wychodząc. A matury zaraz, nie? A ona w takim stanie!
Lidka tłumaczyła, że to tylko film, przejdzie.
Znowu z tym Darkiem byłaś? zapytała matka.
Tak. On mówi mi wszystko wprost, zawsze!
Lidka znów się rozpłakała
Ja mu urwę…! burknął tata Lidki.
Nie ruszaj, tato! On najlepszy! Lepszy od tego twojego Jurka!
Spać! huknął pan Pankowski, zgasili światło.
Matka nie wpuszczała już Darka, gniewała się na niego za wszystko.
A ja i tak jeszcze ją zobaczę! I będzie szczęśliwa! Przestaniecie ją więzić w tym domu, z całym tym nie wolno! Młoda jest, nie może zastygnąć jak Michałek z kiosku! przed odjazdem do wojska Darek próbował się przebić pod drzwi Lidki, ojciec wyszedł z dubeltówką.
Strzelać będziecie do mnie, panie Pankowski? No to śmiało! Jeden mniej, nikt po mnie płakać nie będzie. Tylko babcia Zosia!
Stanął odważnie przed ojcem Lidki, a lufa dotknęła mu piersi. Mama Lidki prawie zemdlała ze strachu.
Ojciec milcząc opuścił broń:
Głupi jesteś, Darku. W wojsku może zmądrzejesz. Idź już, babcię swoją oszczędź.
Tego wieczoru Lidka patrzyła przez szybę na odchodzącego Darka.
Obejrzyj się! myślała gorączkowo.
Darek odwrócił się, niby poprawił czapkę, ale naprawdę pomachał tylko jej, swojemu szczęściu.
Darek wrócił dopiero po czterech latach. Lidce rodzice nie powiedzieli, ale wysłali go do Afganistanu, zaginął tam bez wieści. Babcia Zosia zmarła, nie doczekała wnuka. Lidki na pogrzeb nie wpuścili nie wolno. Wszystkie jej listy wracały bez odpowiedzi.
Nic nie pisze? pytała współczująco listonoszka Ania. No cóż, młodzi mają swoje sprawy. O, patrz! Idzie Jurek, nasz szkolny prymus. Szuka cię…
Darek wrócił jesienią. Pusty, zmurszały dom witał go tylko zapachem stęchlizny. Na tapczanie leżał jeszcze szalik babci Zosi, a w kącie na komodzie jej ciemniejące już obrazki.
Darek usiadł przy stole, zamknął oczy. To nie ten sam świat, a może to on się zmienił…
Po nieprzespanej nocy ruszył do domu Pankowskich. Na podwórku wieszała pranie pani Bogusia.
Ciociu Bogusiu! rzucił niedopałek. Wciąż w formie!
Pani Bogusia zmrużyła oczy:
Kto tam?
To ja, Darek. Mogę wejść?
Nie czekając na zgodę, wszedł, patrząc w okno Lidki. Wszystko było już inne.
Wyprowadziła się, Darku. A ty żywy? poprawiła chusteczkę, wzruszyła ramionami. No cóż, dzieci Zmieniło się. Wyjechała z Jurkiem do Poznania. Ma tam rodzinę. Pobrali się. Ostatnio pisała, że ją przyjął uniwersytet. Dobrze im, Jurek się nią zajął. Po babci twojej zawaliła się zupełnie Trafił się jej opiekun.
Podeszła, poklepała go po ramieniu była wyraźnie starsza, drobna.
Daj im żyć. Może zasłużyli na chwilę szczęścia? spojrzała błagalnie.
Lidka nigdy nie kochała tego kujonka! parsknął Darek.
To było dawno. Czasem spokój jest lepszy od fajerwerków. Proszę nie mieszaj im już w życiu.
Darek nic nie odpowiedział, zawrócił. Pani Bogusia w ciszy weszła do domu.
Po kilku dniach Darek spakował manelki w plecak, zbił okna dechami, zawiesił kłódkę na furtce. Na cmentarzu stał długo nad mogiłą babci, położył na krzyżu znaleziony na szyi medalik:
Przepraszam, babciu…
I wyjechał…
***
Z czasem Darek nabrał odwagi, operował coraz większymi pieniędzmi, coraz odważniej wchodził w interesy nie zawsze najczystsze. Ale wciąż czegoś szukał.
Nie, znaleźć Lidkę było łatwo. Poznań, uniwersytet, Jurek taka para zawsze wypłynie. On jednak szukał sposobności.
Po ośmiu latach w branży (zaczynał od części samochodowych, potem antyki, sklepy spożywcze, wreszcie dostawy surowców) Darek trafił na producentów sprzętu medycznego i dzięki nim do najlepszych lekarzy.
A co cię tak kręci w sprawach sercowych? zdziwił się prof. Romanowski z Instytutu Kardiologii. My tu prowadzimy najbardziej zaawansowane operacje na świecie! Szukasz pomocy?
Tak. Dla jednej osoby. Chciałbym, żeby żyła żeby Lidia żyła dobrze poprawił się.
Jaki wiek? Kto to?
Znajoma, dwa lata młodsza. Od szesnastki problemy z sercem. Diagnozy nie znam.
Trzeba zdobyć dokumenty, stare nie wystarczą. Potrzebujemy nowych badań! Romanowski rzucił kartę na stos.
Darek skinął głową załatwi.
***
Dokąd znowu idziesz? Irenka, ubrana w szlafrok, stała za nim na zimnym korytarzu. Dla Darka zawsze musiało być przewietrzone.
Załatwić sprawy, wyjeżdżam na parę dni. Nie czekaj na mnie. Tylko nie przyprowadzaj nikogo do domu, jasne? powiedział z lekkim uśmiechem i pocałował ją mocno, może nawet za mocno.
Rozkaz, panie i władco. Ale może zjesz zupę?
Nie, nie mam czasu. Pa!
Irenka patrzyła, jak jego ciężkie buty bębnią po schodach Wiedziała, że jej nie kocha, nigdy nie mówił o uczuciach. Ale było im razem wygodnie? On miał kobietę, ona bezpieczeństwo; przecież w tym dziwnym świecie nie każdy może mieć rację do bajkowej miłości.
***
Panie Darku, bardzo cenię propozycje sprzętowe dla kliniki, ale wyciąganie dokumentacji medycznej to nie ten adres! podskakiwał z nerwów malutki kierownik. Zgrzytał paznokciami o blat stołu, oczy miał świecące z wystraszenia. Pani Lidia Pankowska nie kojarzę A jak chcecie rozmawiać o dostawach to z dyrektorem.
Darek cicho się zaśmiał.
No, panie Jurku, bez nerwów. Ile? Proszę, powiem wprost Lidia to moja stara znajoma, jej mąż trzyma ją w domu jak pod kloszem, pakuje w tabletki, kazał pracować, ale urlop ma pół roku w kuchni. Żadnych wyjść, żadnej radości, wszystko nie wolno. Dostał mieszkanie, samochód bo ma chorą żonę. Ona, Lidka, jeździ tramwajem do szkoły, a on Mazda w leasingu. Syn już nie-młody, zmęczony przez nadopiekuna. Czego pani Lidia nie poświęci dla tej rodziny! A Jurek, taki sportowiec na jej barku. Mleko dostają dla chorej, a sam pije do kawy!
Mówił cicho, powoli, grając na nerwach. Sam miał ochotę walnąć pięścią, ale restauracja to nie miejsce na widowiska.
Pan jest straszny, panie Darku! szeptał szef. Wtrąca się pan w cudze życie! Chce pan wywrócić komuś świat!
Straszne to wyłudzać mieszkanie żoną-inwalidką! warknął Darek, obsługa już zaczęła się oglądać, więc ściszył głos. Ja tylko proszę daj mi wgląd w kartę. O resztę się nie martw. Sprzęt będzie w terminie. O nas nikt nie usłyszy. Zapłacę. Chyba lubisz pieniądze?
Poszli na zewnątrz, chłodny wiatr chwytał im szaliki.
Ile? Jurek zerknął pytająco.
Darek rzucił sumę w złotówkach. Tamten przytaknął i podał papiery. Jasne było, że wszystko miał już przygotowane, tylko się targował.
Dziękuję. Dokumenty już u was, sprzęt przyjedzie za tydzień Darek uśmiechnął się i poszedł
***
Lidia szła wąskim chodnikiem. Nie myślała o niczym. Ot, trzeba iść do przychodni Jurek ją zapisał, termin kiepski, musiała wcześniej zwolnić się z pracy. Wieczorem zebranie w szkole Jurek nie przyjdzie. Za tydzień teściowie z wizytą trzeba ogarnąć pokój. Spraw wciąż przybywało. Ale dziś po prostu szła i oddychała pełną piersią. To też dobrze.
Mijając ją motocykl, przypomniał jej, jak z Darkiem robili rundy po podwórku.
Lidka! usłyszała znajomy głos i przystanęła. Lidka, dzień dobry!
Darek.
Muszę z tobą pogadać. Bardzo pilne! ciągnął ją w bok, w stronę ławki. Usiądziemy gdzieś?
Darek Dareczku powtarzała, głaskała go po ramionach. Babcia Zosia nie wierzyła
Lidka się rozpłakała, Darek ją objął, mocno, czule jak zawsze.
Więc gdzie pogadamy? Może do kawiarni?
A po co? Chodź do nas, Jurek i Waldek już są. Waldek, nasz syn poznasz. zaproponowała.
Nie mogę u ciebie. Chodzi o poważną sprawę, tylko dla ciebie.
No dobrze Tam jest bar mleczny, chodź.
Usiedli, Darek dłuższą chwilę milczał, potem zaczął:
Lidka, musisz pojechać ze mną trzeba papiery, zgody, paszport, wszystko.
Dokąd? odparła zdezorientowana.
Znalazłem klinikę, a mój znajomy, profesor Romanowski, mówi, że tam wykonują operacje, które mogą ci pomóc. Wszystko załatwione! Znów będziesz mogła normalnie żyć! Koniec z tym więzieniem, testami i
On mnie nie więzi. Tylko troszczy się o mnie powiedziała cicho. Mylisz się.
Nic nie mylę. I wiem, że jeździ twoim samochodem Lidka, to nie o niego chodzi! Wszystko już opłacone. Tam czekają na ciebie!
A ty? Żonaty jesteś? przerwała nagle. Tak się zmieniłeś Ale nawet ci to pasuje.
Zmieniłem się? zapytał chrapliwie Darek.
Jesteś inny. Tajemniczy, ostry. Nie jesteś gangsterem?
Bywało różnie Ale teraz jestem tylko zwykłym dostawcą, gada po angielsku umiem, biznes prowadzę.
Waldek też się uczy, Jurek wynajął mu korepetytora Byłeś u siebie w domu?
Nie Ale nie o tym! Lidka, wszystko już załatwiłem. Jedziemy!
Darek poczuł, że muszą się spieszyć.
Lidia? Waldek czeka na kolację, a ty siedzisz w barze mlecznym? Jurek zjawił się przy stole. Przepraszam, się spóźniłem, szedłem z pracy, zobaczyłem cię. To Darek? No proszę.
Jurek pociągnął Lidkę za rękę.
Zaczekaj, Jurek. Darek miał coś zaproponować
Lidka poczuła, że zaraz stanie się coś złego, zbielała.
Powietrze ci trzeba! Weź tabletkę pod język! zaczął Jurek, a Darek poszedł za nimi.
W domu pachniało zupą. Waldek patrzył na gościa z ciekawością.
Darek wyciągnął rękę.
Waldek, jedz w swoim pokoju, mamy sprawy do omówienia zarządził Jurek.
Lidka zaniosła synowi kolację, pocałowała go i wróciła do kuchni.
Więc czym się zajmujesz? Jurek układał się wygodnie, wystawiając nogi, by utrudnić gościowi życie.
Lidka, połóż mu kotlecika. Żonaty jesteś? zagadał z cebulą w ustach.
Nie. Znalazłem dla Lidki klinikę za granicą, przygotowaną do operacji serca. To szansa na normalne życie! Palata, opieka wszystko! Lidka? Darek mówił z entuzjazmem.
Lidka, zaniesiesz Waldkowi herbatę?
Jurek poczekał, aż żona wyjdzie, potem odezwał się cicho i groźnie:
A kto ci upoważnił do robienia bałaganu w naszym życiu? Ty wiesz, co przy niej przeszedłem? Kto wnosił baseny w szpitalu? Ty? Ona jest MOJA. Ja wiem najlepiej, co dla niej dobre. Nam tu jest dobrze!
Ty swoje zasługi licz, a Lidka to nie przedmiot! Chcesz, żeby zawsze była pod kocem? A niedługo już sama będzie jeździć! Wstyd mi za ciebie!
Ja nigdzie nie jadę, Dareczku. Boję się. Boję się zostawić Waldka Dobrze jest, jak jest wyszeptała Lidia, obejmując Darka na pożegnanie.
Chodźcie na herbatę, chłopcy. Mamy ciasto i cukierki! uśmiechnęła się, a potem, jakby nigdy nic, poprosiła Darka, żeby wracał do siebie.
***
Nie napił się herbaty. Wstał, chwycił kurtkę i wyszedł bez słowa.
Idąc ulicą i potrącając ludzi ramieniem, Darek nie potrafił zrozumieć, czemu ktoś nie chce lepszej przyszłości. Wszystko już zrobione, wszystko opłacone! Przecież zrobił to dla niej…
A w głowie tylko czarna dziura.
***
W domu czekała na niego Irenka. Nie spała.
Hej szepnęła cicho, stojąc w tym samym szlafroku. Zrobiłam zupę Zjesz? Chyba mi wyszła.
Objęła go, jakby chciała, żeby już się nigdzie nie ruszał.
Co ty? zdziwił się Darek.
Bałam się, że nie wrócisz. Że zostaniesz z nią
Irena zaszlochała.
Mała! Jak miałbym żyć bez ciebie, co? Głupoty! nagle Darek poczuł się lekko, jakby zrzucił z barków całą tonę ciężaru. Już nie musi nic nikomu udowadniać. Po prostu może żyć dalej, kochać Irenę, może wreszcie ją poślubić, mieć z nią dzieci.
A innym pozwoli być szczęśliwymi po swojemu.
Irena patrzyła, jak Darek zajada jej zupę. I uśmiechała się bo wiedziała, że w ich domu już mieszkała mała, własna szczęśliwa rodzina.



