27 marca
Czasem myślę, że życie potrafi zaskakiwać mnie bardziej niż moje własne koty, które potrafią spać cały dzień, a potem szaleć przez całą noc. Siedzę dziś z kubkiem herbaty, a w moim mieszkaniu cicho, bo dzieci u syna, a koty po śniadaniu jeszcze trochę mruczą przy kaloryferze. I właśnie wtedy przypomina mi się kolejna rozmowa z moją synową, Zuzanną
Zaczęło się od przypadkowego spotkania w Biedronce. Zuzanna, jak zwykle z mina pogrążonej w smutku noblistki, spojrzała do mojego koszyka i już w progu osądziła: Wnuki owoce widzą może raz w miesiącu, a ty kupujesz tym swoim kotom najdroższą karmę! rzuciła przyciszonym, oskarżycielskim tonem. Ledwie złapałam oddech, jak pociągnęła Antosia za rękę i zniknęła między regałami.
W środku aż gotowało mi się od złości, ale nie powiedziałam nic. Przecież moje koty to jedyne zwierzęta, za które jestem odpowiedzialna, a za jej dzieci odpowiadają ona i mój syn, Michał. Kiedy kiedyś odważyłam się zasugerować, że przydałoby im się trochę ostrożności w powiększaniu rodziny, usłyszałam tylko, żebym nie wtrącała się w nie swoje sprawy. Więc się nie wtrącam. Dbam o swoje koty, podlewam kwiaty na balkonie, a żale mojej synowej wylewam potem na papier, bo przecież w domu nie powiem już nic po co drażnić lwa.
Zuzanna poznała Michała jeszcze na studiach, a ślub wzięli, kiedy ona już była w ciąży z Antosiem. Oboje upierali się, że ciąża to przypadek, a ślub dla miłości, nie z obowiązku. Zawsze miałam swoje zdanie, ale wolałam nie wnikać. Syn dorosły, niech sam radzi sobie ze swoimi wyborami.
Do pracy Zuzanna nigdy się nie rwała. Zanim zaszła w ciążę, pracowała jako kasjerka, ale nawet wtedy częściej była na zwolnieniach lekarskich niż za kasą. Za dużo ludzi, za dużo konfliktów zwykła mawiać. Dziwne, że w swoim charakterze nie widzi problemu, a w innych już tak.
Mieszkaliśmy osobno, więc i tak nie miałam wglądu w ich codzienność. Ja zostałam w swojej kawalerce na Pradze, a Michał z żoną w nowym, trzypokojowym mieszkaniu na kredyt, rzuconym na barki syna. Wszystko zrozumiałam dopiero wtedy, gdy oświadczył, że się żeni i zostanie ojcem wcześniej starałam się go przekonać, że większe mieszkanie to niepotrzebny wydatek. Zuzanna nie pracowała, a syn ledwo wiązał koniec z końcem zresztą, u nich pieniędzy zawsze brakowało. Ja nie ingerowałam, by potem nie usłyszeć, że jestem złą teściową. Chciał tak żyć, to jego wybór.
Nieopodal mieszkania syna była moja ulubiona piekarnia, więc czasem po pracy zapraszałam go na kolację, bo Zuzannie ponoć wszystko śmierdziało, więc gotować nie chciała. Domyślam się, że faktycznie nie było jej lekko w ciąży, ale czasem miałam wrażenie, że pierogi same się nie ulepią, a ja nie będę przecież po nich biegać.
Gdy urodził się Antoś, chciałam pomóc, ale moja pomoc była niepotrzebna usłyszałam, że poradzi sobie sama, a rad udzielać jej może Google i własna mama. Cóż, nie prosi, to nie narzucam się wpadłam czasem z prezentem dla wnuka, pobawiłam się, po czym wracałam do siebie. Następna wizyta była już tylko kurtuazją.
Syn z trudem ogarniał kredyt, dziecko i dom Zuzanna nawet, będąc już mamą, nie myślała o powrocie do pracy, po dwóch latach okazało się, że znów jest w ciąży. Uważam, że z taki zapas energii, to mogłaby przynajmniej pomyśleć o dodatkowej pracy, a nie tylko o kolejnym macierzyństwie. Kiedy zasugerowałam, żeby może trochę przystopowali, zostałam zrugana jak uczennica w podstawówce.
Nie wtrącaj się, mamo Michała! Sami sobie radzimy, nie prosimy cię o pomoc! usłyszałam wtedy. Ktoś inny może by się obraził, ja po prostu wzięłam to do siebie i kontakt z synową ograniczyłam do minimum. Michał czasem przyprowadzał Antosia do mnie, a o młodszym wnuku przez pół roku w zasadzie tylko słyszałam.
Drugiego wnuka zobaczyłam dopiero, gdy miał siedem miesięcy łaskawie zostałam zaproszona na urodziny starszego. Z prezentami, ciastem własnej roboty, bo byłam pewna, że z kasy u nich krucho. Siedziałam tam dwie godziny, Zuzanna z kamienną twarzą udawała, że robi mi łaskę, a ja sama się sobie dziwuję, że wciąż daję jej się tak traktować.
Nie mam już siły udowadniać swojej racji czy biegać za synową niech żyją, jak chcą. Starszego wnuka widuję, bo przyprowadza go Michał, ale młodszego na razie nie dostąpiłam łaski zobaczenia w moim mieszkaniu. Syn coraz częściej narzeka, że u nich z pieniędzmi coraz gorzej owszem, dołożyli do kredytu środki z 500+ i becikowego, ale dalej nie wystarcza na normalne życie.
Kłócą się z Zuzanną głównie przez pieniądze ona nie umie oszczędzać, a on nie zarabia kokosów. Co mogę doradzić? Rozwód? Zmiana pracy? Rozmowa z żoną? Te wszystkie złote rady brzmią dobrze tylko w powieściach.
A dziś w sklepie przez przypadek wyszło, że Zuzanna znów jest w ciąży I znów to samo: złość w spojrzeniu, celny komentarz o karmie dla moich kotów i brak owoców u wnuków. A przecież, jeśli mogę sobie pozwolić na dobrą karmę dla zwierząt, to wyłącznie dlatego, że nie dokładam do ich budżetu i nie rodzę trzeciego dziecka w tak trudnej sytuacji finansowej!
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wkrótce zabroni mi kontaktu z wnukami bo nie jestem tą właściwą babcią, która rzuca ostatnie złotówki na potrzeby syna i jego rodziny. Ale muszę żyć swoim życiem. Zuzannie chyba własnego rozumu brakuje Czasem wydaje mi się, że Michałowi także. Najbardziej boli mnie, że mogłam wychować go na rozsądniejszego człowieka.
Wieczorem patrzę na moje koty śpią zadowolone, najedzone i bezpieczne. Cóż, chyba tylko względem nich potrafię być naprawdę dobrą matką.



