Marlena wysiadła z pociągu i odetchnęła pełną piersią czystym, wiejskim i wiejskim powietrzem. 10 lat temu zamieszkała w mieście, wiele kilometrów od swojej wioski, gdzie zostawiła starą matkę. Ojca dawno nie było. A jej dwaj starsi bracia po zakończeniu służby wojskowej pozostali w tych miastach, w których służyli i założyli własne rodziny. Starszy brat ma jednego syna, a młodszy ma dwie piękne dziewczynki. Nie widziała tych wnuków, podobnie jak dzieci Marleny. I tylko raz w roku dostawała kopertę z ich zdjęciami.
Marlena wróciła do domu, a jej mama zaczęła szlochać z radości. Ale łzy płynęły nie tylko z radości, ale także z urazy, którą sprytnie ukrywała przed dziećmi. W końcu szkoda jej, że nie zna ani zięcia, ani nie widziała wnuków. A ona jest staruszką, żeby jechać tak daleko, to jest już za bardzo zmęczona, a poza tym nie chce im przeszkadzać swoją obecnością. Kiedy zobaczyła, że nie ma z nią dzieci, nie zwróciła uwagi, że pasuje jej taka postawa. Ale córka usprawiedliwiła się tym, że mężowi nie dano urlopu, a ona z dwójką dzieci sama w tak długiej drodze by sobie nie poradziła. Babcia weszła w sytuację i nie zaczęła dalej pytać, ale nadal podziwiała córkę, której nie widziała od tak dawna. I starała się ją dobrze zapamiętać, ponieważ nie wiadomo czy dożyje do następnego razu, czy nie. I w tym momencie z okna babcia zobaczyła sąsiada spacerującego z małym wnukiem. Zapomniała o wszystkim, nawet gdy przyszła córka. Złapała czerwonego cukierka w kształcie koguta ze stołu i pobiegła na spotkanie z Bartusiem. Córka, widząc tę scenę, bardzo żałowała, że przyjechała sama…



