Wnuczka. Ola od chwili narodzin nie była potrzebna swojej matce, Żanecie. Ta traktowała ją jak zwyk…

Wiesz, chciałam ci opowiedzieć historię, która bardzo mnie dotknęła i myślę, że Ciebie również chwyci za serce.

Mała Basia od momentu narodzin była dla swojej mamy, Renaty, zupełnie zbędna. Renata traktowała ją jak mebel jest, bo jest, mogłoby jej nie być. Wiecznie kłóciła się z ojcem Basi, a kiedy Tomek odszedł do swojej żony, Renacie już kompletnie puściły hamulce.

Odszedł, tak? To znaczy, że nie miał zamiaru rzucać tej swojej „praczki”! Zmarnował mi nerwy! Okłamywał mnie, a teraz zostawił mnie z tym bachorem? Wyrzucę ją przez okno, albo zostawię na dworcu między bezdomnymi! wykrzykiwała przez telefon.

Basia zatykała uszy i cicho płakała Tą niechęć mamy chłonęła jak gąbka. A ojciec, jak tylko usłyszał kolejną awanturę, tylko odburknął:

Rób co chcesz ze swoją córką. I tak nie jestem pewien, czy to moje dziecko. Żegnam!

Wtedy Renata, w jakimś szałowym napadzie, wrzuciła Basi rzeczy do torby, zgarnęła dokumenty i wsadziła pięciolatkę do taksówki. Pokażę im wszystkim! kotłowało się jej w głowie. Nabrała dystyngowanego tonu i kazała wieźć się do teściowej Tomka. Pani Ludwika mieszkała na wsi, pod Warszawą.

Taksówkarz od razu poczuł niechęć do gburowatej, młodej kobiety, która ścinała każdym słowem wystraszoną dziewczynkę.

Mamusiu, muszę do toalety Basia bezradnie zeszła się w sobie.

Renata tylko warknęła:

Wytrzymasz! U babci sobie pójdziesz!

Taksówkarz aż zgrzytnął zębami. On sam miał wnuczkę w podobnym wieku. Jego synowa całowałaby ją po piętach, a ta Podła babka!

Kobieto, proszę trochę kultury! Bo cię wysadzę, a dziecko zabiorę do opieki społecznej!

Co? Zamknij się, obrońco małych dziewczynek! Jeszcze cię oskarżę, że składałeś mi sprośne propozycje! Moja córka, moje wychowanie, więc zamknij się!

Facet zacisnął szczęki taka wariatka to i groźna. Żal mu tylko było dziewczynki

W końcu byli na miejscu.

Czekaj, zaraz wracam! rzuciła Renata i nawet się nie obejrzała, kiedy taksówkarz ruszył z piskiem opon.

Pójdziesz pieszo, żmijo! krzyknął za nią.

Renata opluła się i przeklęła. Pociągnęła córkę do furtki i nogą ją otworzyła.

Proszę bardzo! Oto wasz skarb, róbcie z nią, co chcecie! Twój syn się zgodził. Ja jej nie chcę! rzuciła chrapliwym, przepalonym głosem i wybiegła.

Ludwika stała zdezorientowana, patrząc na zostawioną wnuczkę.

Mamo! Mamoooo! Nie odchodź! Basia rozszlochała się, wycierając łzy brudnymi piąstkami.

Pognała za matką na drogę, ale Renata szarpnęła jej rączki z własnej spódnicy:

Daj mi spokój! Idź do swojej babci! Z nią teraz mieszkasz!

Sąsiedzi już wychylali się zza płotów. Ludwika trzymając się za serce, dopadła wnuczkę:

Chodź, kochanie. Chodź. Moja malutka Łzy spływały jej po zmarszczkach. Przecież nawet nie wiedziała, że ma wnuczkę! Tomek nie uznał za stosowne o tym powiedzieć.

Nie skrzywdzę cię, nie bój się. Upiekę Ci racuchy. Mam jeszcze śmietanę szepnęła czuło, prowadząc dziecko do domu.

Przed furtką raz jeszcze obejrzała się i zobaczyła, jak Renata łapie okazję i odjeżdża, zostawiając po sobie tylko kurz. I ślad buta na sumieniu.

Już nigdy o niej nie słyszeli. A Ludwika przyjęła Basię jak dar od Boga nawet sekundy nie wątpiła, że to jej krew, taka podobna do małego Tomka!

Wychowam cię, Basiu. Na nogi postawię, wszystko, co mam, dostaniesz. Na ile mi starczy sił.

I wychowała w miłości i trosce. Odprowadziła do pierwszej klasy, czas leciał błyskawicznie. Już jedenasta, zaraz matura. Basia wyrosła na śliczną, dobrą i mądrą dziewczynę czytała książki, marzyła o medycynie, ale póki co szła do technikum.

Szkoda, że tata nie chce mnie uznać westchnęła wieczorem, przytulając się do babci na schodach ganku, patrząc razem na zachód słońca.

Ludwika drżącą ręką głaskała wnuczkę po jedwabistych włosach. Co mogła odpowiedzieć? Jej syn na dobre odciął się od córki miał już rodzinę i ukochanego syna, a Basię traktował z pogardą. Jak czasem przyjechał, to tylko krzyczał na nią i dokuczał.

Sam jesteś łachmaniarz! nie wytrzymała kiedyś Ludwika Tylko na dzień mojej emerytury się zjawiasz, pieniędzy żądasz, choć przecież pracujesz i Twoja żona też. A Basi nawet lizaka nie kupisz! Wynocha, Roman! I więcej nie przyjeżdżaj!

Tak się odzywasz? Dobrze! Na Twój pogrzeb nawet nie przyjadę! syczał, wsiadł z nową rodziną do auta i znikł, rzucając nienawistne spojrzenie dziewczynie.

Bóg go osądzi, Basiu Ludwika otarła łzy Chodź, napijemy się herbaty, jutro odbierasz świadectwo!

Lato minęło na pracach w ogrodzie i przyszła pora, żeby Bazia wyjechała do miasta, na naukę.

Sama to nie damy rady tych bagaży ciągnąć. Sąsiad Wiesiek samochodem nas podrzuci do akademika Ludwika sama chciała załatwić jedną, pilną sprawę w mieście. Ostatnio zdrowie jej nie dopisywało.

Pod akademikiem Basia długo żegnała się z babcią.

Ucz się, kochanie, bo musisz liczyć w życiu głównie na siebie. Stara już jestem, nie wiadomo ile dam radę

Daj spokój, babciu! Jaka Ty stara! Wszyscy nam zazdroszczą, że jesteś taka dziarska!

Ludwika uśmiechnęła się i poprosiła Wiesława, by podrzucił ją do notariusza. Z czystym sumieniem wróciła na wieś.

Basia dzwoniła i przyjeżdżała do babci w każdy weekend. Martwiła się o nią, zakuwała na pamięć, by zdać celująco technikum i iść potem na lekarski. Wierzyła, że wiedza pozwoli jej jeszcze przedłużyć babci życie.

Potem częściej zostawała w mieście zakochała się w koleżance z roku, Przemku. Był porządny, też chciał na studia. Ludwika cieszyła się szczęściem wnuczki.

Gdy Basia skończyła szkołę z wyróżnieniem i wyszła za Przemka, na skromnym weselu ze strony panny młodej była tylko babcia.

Babciu, jesteś dla mnie nie tylko babcią, ale i mamą, i tatą. Dałaś mi dom, miłość, zatroszczyłaś się o wszystko! łzy leciały Basi, gdy przytulała się do Ludwiki na oczach wzruszonych gości.

Wstawaj, Basiu, nie rób sobie wstydu Ludwika się zaczerwieniła ze wzruszenia, a Przemek tylko uśmiechnął się szeroko:

Babciu, od dziś jesteś głową naszej rodziny! Witamy na pokładzie! objął wzrokiem swoje duże rodzeństwo i rodziców.

Cały wieczór wznoszono toasty za zdrowie babci Ludwiki i szczęście młodych.

Po jakimś czasie zdrowie babci zaczęło szwankować ale opiekowali się nią na zmianę, kursując między osiedlem a miastem.

Jednego dnia stara kobieta ścisnęła mocno dłoń Basi i powiedziała:

Jak przyjdzie mój czas, pojawią się sępy: mój syn i jego żonka. Ale Ty się nie daj, kochanie. Już dawno przepisałam wszystko na Ciebie u notariusza, na mocy darowizny. Wszystko jest legalnie, nic Ci nie odbiorą.

Babciu

Cicho, nie mów nic, chcę odejść spokojnie. Nie miałaś prawdziwych rodziców, tylko mnie. Teraz masz gdzie mieszkać, sprzedacie dom i kupicie mieszkanie.

Basia tylko popłakała się, bo nie wiedziała, co powiedzieć. Po tej rozmowie Ludwika jeszcze półtora roku dzielnie się trzymała i odeszła spokojnie podczas snu.

Dokładnie jak przewidziała, po czterdziestu dniach zjawił się ojciec z rodziną.

Wynocha z domu! oznajmił Roman Miałem pozwolenie tylko dopóki mama żyła, teraz pakuj manatki!

Basia patrzyła, nie wiedząc, co powiedzieć na twarz ojca, taczerę, młodszego brata, który już w myślach liczył na nową brykę.

W tej chwili z zakupów wrócił Przemek i no, mina ojca Basi była bezcenna.

Kim Ty jesteś? Gościów mi do domu sprowadzasz? wrzasnął Roman.

Jestem jej mężem. Ciebie kojarzyć nie muszę, nie rozpoznaję Przemek chłodno położył siatkę z zakupami na stole.

Wynocha! zadrżał Roman Oboje!

Na jakiej podstawie? Basia tu jest jedyną właścicielką. Chcę pokazać Ci akt darowizny? Przemek z lekkim uśmieszkiem patrzył na teścia.

J-jak to darowizny? prawie się zająknął.

Roman! Ona czymś Twoją matkę omamiła! Trzeba do sądu! jątrzyła macocha.

Zobaczymy, czy jesteś moją córką! wrzeszczał Roman, a jego syn przebąkiwał jeszcze, że zrobią z tym porządek.

Wyszli, zostawiając pusty dom Basia usiadła na podłodze, zakrywając twarz dłońmi. Co ona im zrobiła? Nawet cukierka nie dostała od ojca, a teraz chce odebrać jej jedyny dom!

Oni nie mają gdzie mieszkać, Szymon (Przemek)? łkała.

Przemek przytulił ją mocno.

Jutro wystawię dom na sprzedaż. Inaczej zamęczą Cię na śmierć. Przecież sama babcia Ludwika mówiła, że mamy sprzedać dom i kupić mieszkanie!

Wiem, tylko to moje dzieciństwo

Dom poszedł od razu znalazła się rodzina z Katowic, od zawsze marzyli o siedlisku pod lasem. Nie żałowali pieniędzy, nawet się nie targowali. Stary dom z cegły, sad z jabłoniami, altanka opleciona winoroślą Od razu się zakochali.

Basia i Przemek kupili nieduże mieszkanko w centrum. Niedługo mieli powiększyć rodzinę, a ich dziecko miało być kochane i wyczekiwane.

Wieczorem, w ciszy, Basia szeptała w myślach do babci: Dziękuję Ci, że dałaś mi prawdziwe życie, dom, serce. Kocham Cię zawsze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × jeden =

Wnuczka. Ola od chwili narodzin nie była potrzebna swojej matce, Żanecie. Ta traktowała ją jak zwyk…