Jest mama i jest córka. I taką córką okazała się dziewczyna mojej przyjaciółki Irena.
Wakacje na polskim wybrzeżu w Mielnie skończyły się ciążą, a potem porodem. Na świat przyszła mała Kasia, oliwkowa z czarnymi oczkami, maleńka dziewczynka.
Irena pracowała, a Kasia opiekowała się malutką, lecz wieczorami Irena lubiła odsapnąć od codzienności. Czasem przyprowadzała gości. Matka Kasi wiedziała o tym, ale nie wtrącała się w jej sprawy.
Kiedy Kasi podeszło pięć lat, Irena powiedziała, że wyprowadza się do mężczyzny. Decyzję tę podjęła, nie informując jeszcze nowego partnera o dziecku. Prosiła mamę, aby Kasia mogła z nią mieszkać.
Matka musiała odejść z pracy i przejść na skromną emeryturę. Irena od czasu do czasu dorzucała jej pieniądze na konto kilkadziesiąt złotych.
Kasia bardzo tęskniła za mamą. Z żalem patrzyła w okno i reagowała na każdy hałas w klatce schodowej. Irena pojawiała się coraz rzadziej, przysyłając przelewy na kartę.
Pewnego dnia postanowiła odwiedzić córkę. Kupiła prezenty, słodycze i zjawiła się pod wieczorem, gdy Kasia po kąpieli już siedziała w piżamie i oglądała swój ulubiony program Bajki.
Gdy usłyszała głos mamy, skoczyła z kanapy, rzuciła się w ramiona Irenie, mocno obejmując ją rękami: Mamusiu, kochana! Tak tęskniłam! Kocham cię!
Kasiu, mamo boli, odpuść ręce. Ja też cię kocham odpowiedziała Irena. Dziewczynka trzymała się tak mocno, że matka ledwo mogła rozluźnić jej małe dłonie.
W końcu Kasia objęła mamę za nogi: Nie odejdziesz? Nie zostawisz mnie już? Będziemy razem na zawsze?
Poczekaj jeszcze, Kasiu, zaraz przyjdzie mama i zabierze cię. Muszę już iść odparła Irena.
W tym momencie siedziałem w kuchni, łzy leciały mi po policzkach niczym grad. Irena szukała w apteczce waledolu.
Pożegnała się, zamknęła drzwi z hukiem. Kasia siedziała na podłodze, ręce oparte o kolana, nie płakała, patrzyła w jedną pustą przestrzeń.
Mama mnie nie kocha, zostawiła mnie. Nie mam taty. Wszyscy mają rodziców, a ja nie.
Kochana, ja tu jestem powiedziałam, podnosząc Kasię z podłogi.
Kasia przytuliła się do mnie i położyła głowę na moim ramieniu.
Babciu, opowiesz mi bajkę o kogucie i lisie?
Oczywiście, zaraz cię położę i opowiem.
Kiwnąłem przyjaciółce ręką, że odchodzę, a ona odpowiedziała mi patrząc w oczy.
Niech Bóg da babci zdrowie, żeby mogła wyrosnąć temu dziecku. Może mama jeszcze się zastanowi. W życiu wszystko się zdarza.
Miałem kiedyś doświadczenie z czasów PRL, gdy kobieta związała się z mężczyzną i nie powiedziała mu o dziecku. Po roku prawda wyszła na jaw, kiedy potrzebna była pomoc medyczna matki. Mężczyzna, dowiedziawszy się, jak potraktowano jego potomka, odebrał ją i rzekł, że taka matka nie jest potrzebna jego przyszłym dzieciom.
Wciąż mam nadzieję, że los będzie lepszy.



