Wnętrze zajęte przez krewnego

Małgorzata Stanisławowska stała przy kuchennym oknie, obserwując, jak na podwórko wjeżdża podrapany fiat. Z auta wysiadł nieśpiesznie wysoki chłopak w pogniecionej koszulce i dżinsach, wyciągnął z bagażnika dwa duże plecaki i torbę sportową.

– No i przyjechał – mruknęła pod nosem, wycierała ręce w ręcznik i poszła powitać siostrzeńca.

Krzysiek urósł. Gdy widziała go ostatni raz, był chudym czternastolatkiem z odstającymi uszami. A teraz przed drzwiami stał dorosły mężczyzna, choć trochę zagubiony.

– Ciociu Małgosiu? – niepewnie zapytał, gdy otworzyła drzwi.

– No jasne, że ja! Wchodź, wchodź, Krzysiu! Boże, jakiś ty duży! – przytuliła siostrzeńca, czując zapach podróży i taniej wódki po goleniu. – Rozgość się w pokoju. Zmęczony pewnie?

– Nie, jakoś leci. Dzięki, że się zgodziłaś mnie przyjąć. Naprawdę tylko na chwilę, aż znajdę pracę i wynajmę pokój – Krzysiek przestępował z nogi na nogę, rozglądając się po przedpokoju.

Małgorzata skinęła głową, choć w sercu już kiełkowały wątpliwości. Mówić jedno, a robić drugie. Tak jak jej siostra, Krzysiowa matka, zawsze obiecywała złote góry, a potem znikała na miesiące.

– Chodź tutaj – pokazała w stronę pokoju, który jeszcze wczoraj był jej gabinetem. Biurko, półki z książkami, ulubiony fotel przy oknie – wszystko musiała przenieść do sypialni, by zrobić miejsce dla siostrzeńca.

Krzysiek zatrzymał się w progu.

– Słuchaj, a może lepiej się rozłożę na kanapie w salonie? Nie chcę cię krępować.

– Co ty! Młodemu człowiekowi trzeba prywatności – odpowiedziała Małgorzata, choć w środku wszystko się w niej ścisnęło. Dwadzieścia lat urządzała ten pokój, każda rzecz miała swoje miejsce, swoją historię.

Krzysiek postawił plecaki na podłodze, przyglądając się wystrojowi.

– A gdzie teraz będziesz pracować? Widziałem, że tu stało biurko.

– Przeniosłam do sypialni. Nic strasznego – starała się mówić wesoło, ale głos nieco jej zadrżał.

Siostrzeniec najwyraźniej nic nie zauważył, już rozpinał suwak na jednym z plecaków.

– Mogę się trochę rozpakować? Wszystko pogniecione po drodze.

– Oczywiście! Ja tymczasem zrobię kolację. Co lubisz?

– Wszystko jem, nie jestem wybredny – Krzysiek się uśmiechnął i w tym uśmiechu Małgorzata dostrzegła rysy nieżyjącego brata. – Tylko, ciociu Małgosiu, nie rób za dużo. Dzisiaj padnę, a jutro od rana zacznę szukać roboty.

Skinęła głową i poszła do kuchni, a za plecami już słychać było odgłosy przestawiania. Krzysiek wyraźnie nie zamierzał zadowolić się pozostawionym mu przez nią układem mebli.

Robiąc kotlety, Małgorzata przypomniała sobie dzisiejszą rozmowę z sąsiadką Haliną Czesławową.

– A ty jesteś pewna, że dobrze robisz? – pytała ta, zerkiem spoglądając w stronę mieszkania Małgosi. – Młodzież teraz taka… Dzisiaj siostrzeniec, jutro kolegów przyprowadzi, pojutrze jakąś dziewczynę. A potem jeszcze wesele zechce u ciebie wyprawić.

– Co ty pleciesz, Halinko! – machnęła wtedy ręką Małgorzata. – Przecież to rodzina. Syn brata.

– Rodzina, rodzina – burknęła sąsiadka. – A gdzie ta rodzina była, gdy tobie źle było? Jak w szpitalu leżałaś po operacji?

Wtedy te słowa wydały się Małgorzacie niesprawiedliwe. Ale teraz, słysząc, jak siostrzeniec coś przestawia w jej dawnym gabinecie, nie mogła przestać o tym myśleć.

– Ciociu Małgosiu! – krzyknął Krzysiek z pokoju. – A mogę telewizor do siebie przenieść? Tam będzie wygodniej stał.

Zastygła z chochlą w ręce. Telewizor stał w salonie od piętnastu lat, przyzwyczaiła się oglądać wiadomości, siedząc w ulubionym fotelu.

– Krzysiu, a jak ja będę oglądać? – ostrożnie spytała.

– A w sypialni se obejrzysz. Albo do mnie wpadnij, razem pooglądamy – beztrosko odparł siostrzeniec.

Małgorzata przygryzła wargę. Włazić do własnego pokoju za pozwoleniem? Oglądać telewizor w sypialni, leżąc na łóżku jak chora?

– Wiesz co, Krzysiu, zostawmy telewizor na razie tam, gdzie jest. Później zobaczymy – powiedziała tak łagodnie, jak tylko umiała.

Z pokoju dobiegło niezadowolone westchnienie, ale więcej siostrzeniec do tematu nie wracał.

Przy kolacji Krzysiek opowiadał o swoich planach. Zamierzał pracować w firmie budowlanej, miał już doświadczenie, złote rączki, jak sam mówił. Pensja obiecywała się niezła, za miesiąc-dwa na pewno będzie mógł wynająć coś swojego.

– A co ze szkołą? – spytała Małgorzata. – Mama mówiła, że chodziłeś do technikum.

Krzysiek się skrzywił.

– Rzuciłem. Nudne to było, sama teoria. A ja wolę coś robić, pracować rękami.

– Szkoda. Wykształcenie zawsze się przyda.

– No ale ty pracujesz jako księgowa, papierki masz, a jaka pensja? – chłopak wzruszył ramionami. – A ja na budowie w tydzień tyle zarobię, co ty w miesiąc.

Małgorzata milczała. Mówić, że pracuje nie tylko dla pieniędzy, że lubi swoją pracę, było bez sensu. Młodzi myślą inaczej.

Po kolacji Krzysiek od razu poszedł do swojego pokoju, tłumacząc się zmęczeniem. Małgorzata zmyła naczynia i usiadła w salonie z książką. Ale czytać nie mogła – przez ścianę grała muzyka. Niezbyt głośno, ale słychać było.

Kilka razy zbierała się, by zapukać i poprosić o ściszenie, ale rezygnowała. Pierwszy dzień, chłopak zmęczony, oswaja się z nowym miejscem.

Rano Małgorzata obudziła się odgłosem prysznica. Na zegarku była szósta trzydzieści. Zwykle wstawała o siódmej trzydzieści, bez pośpiechu jadła śniadanie, szykowała się do pracy. A teraz siostrzeniec dysponował łNastępnego dnia, gdy Krzysiek znów zaspał, a jego dziewczyna zjadła ostatni jogurt bez pytania, Małgorzata wzięła głęboki oddech, spakowała ich rzeczy do reklamówek i postawiła je przed drzwiami, po czym zamknęła mieszkanie na klucz i poszła do parku, by w końcu napić się spokojnie kawy we własnym towarzystwie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − osiem =

Wnętrze zajęte przez krewnego