Włącz dziewczynkę

**Włączyć dziewczynkę**

A ty nie pomyślałaś, Kasiu, że gdy wszystko jest trudne, trzeba szukać prostych rozwiązań? Najprostszych, do których my, kobiety, często nie potrafimy się zniżyć, bo uważamy to za słabość.

Jakie tu mogą być proste rozwiązania? westchnęła Kasia. Prosić byłego męża o pomoc? Albo machnie ręką, albo zacznie wykład o mojej nieporadności.

Właśnie o proszeniu mówię. Ale nie tak, jak ty to robisz z pozycji szefowej, która wydaje polecenia. Dla nas, silnych i niezależnych, prośby i to całe włączanie słabej dziewczynki nie mają wartości. Uważamy to za upokarzające. I nie rozumiemy najważniejszego: mężczyźni właśnie tego bardzo potrzebują.

Kasia sceptycznie prychnęła. Wojtek potrzebuje jej próśb? No tak, pewnie. Pani Janina go po prostu nie zna. Jeśli czegoś potrzebuje, to żeby go zostawić w spokoju. Przynosił pieniądze do domu spełniał swoją główną, i według niego jedyną, obowiązkową rolę.

***

Teraz, trzy lata po rozwodzie, Katarzyna patrzyła na ich związek innymi oczami. Wszystkie trudności były oczywiste od początku, tylko nikt nie chciał tego zauważyć.

Poznali się na przyjacielskiej imprezie: Kasia dusza towarzystwa, z iskrą w oku, Wojtek postawny, z ujmującym uśmiechem, właśnie dostał awans. On widział w niej piękną i mądrą towarzyszkę życia, ona w nim solidne oparcie. Ślub był taki, o jakim mówi się spełniło się marzenie.

Ale marzenie szybko zamieniło się w codzienność i nieumiejętność rozmowy o konfliktach.

Kasia wychowała się w domu, gdzie miłość mierzono ilością wykonanych obowiązków. Jej matka, samotna po odejściu ojca, ciągnęła wszystko: pracę, dom, wychowanie córki. Jej głównym przekonaniem było: Liczyć można tylko na siebie. Mężczyźni przychodzą i odchodzą, a twoja niezależność to twoja twierdza. Kasia budowała tę twierdzę od młodości: sama gotowała, sama naprawiała gniazdka, sama wybrała sobie studia. Dorosła z tajemnym, niemal wypartym pragnieniem znaleźć kogoś, na kogo wreszcie będzie mogła się oprzeć. Marzyła o związku, w którym można być słabą, bez obawy, że to wykorzystają. Jej oczekiwania wobec małżeństwa były proste i trudne jednocześnie: bezpieczeństwo. Nie materialne zarabiać potrafiła ale emocjonalne. Możliwość zdjęcia wreszcie zbroi silnej dziewczyny.

Wojtek dorastał w klasycznej patriarchalnej rodzinie. Ojciec żywiciel, jego słowo było prawem. Matka strażniczka domowego ogniska, niezmienny minister codzienności, emocji i wychowania. Wszelkie problemy rozwiązywano według schematu: matka zgłaszała, ojciec finansował lub używał swoich znajomości. Nikt nigdy nie siadał do stołu negocjacyjnego, nie szukał wspólnych rozwiązań. Wojtek przyswoił sobie jeden jedyny model: mężczyzna zapewnia pieniądze i status, reszta to nie jego strefa odpowiedzialności. W małżeństwie szukał komfortu. Żeby w domu było czysto, ładnie pachniało, czekała na niego piękna żona, a problemy rozwiązywały się gdzieś na uboczu, nie zakłócając jego spokoju.

Nigdy o tym nie rozmawiali. Od pierwszej chwili Wojtek rozpoznał w Kasi tę silną, samowystarczalną dziewczynę, która nie będzie go obciążać drobiazgami. Ona zaś zobaczyła w nim tego najsolidniejszego mężczyznę, który będzie jej podporą. Mówili innymi językami, nawet o tym nie wiedząc. Rozmawiali o tym, w jakim kraju spędzą miesiąc miodowy, jak nazwą dzieci, w jakim stylu urządzą mieszkanie. Ale ani razu nie zapytali się nawzajem: Jak będziemy rozwiązywać problemy, gdy się pojawią? ani tym bardziej Jak podzielimy obowiązki?.

Nikt nie chciał psuć romantycznej aury. Kasia bała się wydać słaba i wymagająca, mówiąc o swoich głębokich oczekiwaniach wobec partnerstwa. Wojtek uważał za oczywiste, że wszystko ułoży się tak, jak w jego rodzinie. Płynęli ku sobie z pełną pewnością, że widzą ten sam brzeg. A widzieli zupełnie różne kontynenty.

Gdy urodził się syn, Kasia, idąc za przykładem matki, wzięła wszystko na siebie: pracę zdalną, nocne karmienia, wizyty u lekarzy, zajęcia rozwojowe. Wojtek zaś istniał w jakiejś równoległej rzeczywistości. Coraz bardziej pochłaniała go praca, a w domu odpoczywał leżał na kanapie, oglądał telewizję. Jego udział w domowych sprawach ograniczał się do pytania Co na obiad? i rzadkich zabaw z synem, gdy ten był wesoły i zadbany.

Kubuś miał jakieś dziewięć miesięcy, gdy pierwszy raz w życiu dostał gorączki prawie 39 stopni. Kasia, w panice, obudziła męża o trzeciej w nocy: Wojtek, pomóż, nie wiem, co robić! Wzywać karetkę?. On, nie otwierając oczu, burknął: Jesteś matką, sama się tym zajmij. Nie przeszkadzaj mi spać, mam jutro ważne spotkanie. Tamtą noc Kasia często potem wspominała: jak sama kołysała synka i płakała z bezradności.

Potem bywało różnie. Banalnie, jak u wielu. Wojtek zawsze stawiał na pierwszym miejscu własne potrzeby, Kasia prowadziła rachunek krzywd. Pewnego dnia Wojtek nie pojawił się na przedszkolnym przedstawieniu. Kubuś miał trzy lata i wyrecytował swój pierwszy wierszyk. Kasia tydzień wcześniej prosiła męża, żeby zwolnił sobie ranek. Oczywiście, kochanie odpowiedział. Rano, gdy właśnie zawiązywała Kubusiowi muszkę, zadzwonił telefon. Kasia, wybacz, pilne wezwanie od klienta. Sam rozumiesz, bez mnie się nie obejdzie. Nagraj telefonem, obejrzę potem. Potem nigdy nie nadeszło. Dla Wojtka to była rutynowa sytuacja w pracy. Dla Kasi kolejny gwóźdź do trumny ich małżeństwa.

Zimą Kasia, złapawszy grypę, z gorączką 38 stopni, poprosiła Wojtka, żeby przywiózł choćby najprostsze zakupy: mleko, chleb, lekarstwa. Zgodził się. Wrócił do domu o dziewiątej wieczorem z torbą, w której była butelka drogiej whisky i pudełko czekoladek dla sekretarki, która miała urodziny. O zakupach zapomniałem, wybacz. Jakoś sobie poradzisz. Właśnie tego wieczoru, patrząc na whisky i czując lodowate dreszcze, Kasia zrozumiała: nie jest po prostu zmęczona, powoli umiera w emocjonalnej próżni.

Kasia odeszła od męża nagle

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + 11 =

Włącz dziewczynkę