Wkótce wrócę…

Wkrótce wrócę…

Przy wyjściu z metra powstał zator. Na zewnątrz lało jak z cebra. Szczęśliwi posiadacze parasoli zwalniali w drzwiach, wyciągając je z toreb. Ci, którzy nie mieli parasoli, nie śpieszyli się z wyjściem. Ale tłum z tyłu napierał, wypychając zatrzymanych w drzwiach na zewnątrz, prosto pod deszcz.

Wyjmij parasol powiedział Jan, stojąc tuż przy wyjściu.

Nie mam parasola odparła zmieszana Zofia, nie mogąc się oprzeć napierającemu tłumowi.

Przecież rano ci mówiłem, że będzie padać zirytował się Jan, stojąc pod deszczem i z tęsknotą spoglądając na drzwi metra.

Spóźniałam się, było tyle na głowie Mógłbyś sam wziąć. Zresztą, twój parasol jest duży, zmieścilibyśmy się pod nim we dwoje odparowała Zofia.

Dobra, nie z cukru jesteśmy, nie rozpuścimy się. Jan ruszył zdecydowanie naprzód, a Zofia ledwo nadążała.

Właśnie że duży. Wczoraj nosiłam go cały dzień, a deszczu nie było. Ty masz składany. Po co go w ogóle wyciągałaś z torebki? mamrotał po drodze Jan.

Suszyłam

Szli i sprzeczali się, przekrzykując szum deszczu.

Dla siebie zawsze znajdujesz wymówkę, a mnie wciąż obwiniasz zirytowała się Zofia, zmęczona kłótnią.

Nie obwiniam cię, tylko powiedziałem

Powiedziałeś tak, że znów poczułam się winna. Nie można było powiedzieć inaczej, bez wyrzutów? Albo w ogóle się nie odzywać? Mam dość twoich czepiania się. Z byle drobiazgu robisz problem na skalę wszechświata powiedziała urażona Zofia.

Deszcz nazywasz drobiazgiem? nie odwracając się, zapytał mąż. Po prostu powiedziałem

Och, nie zaczynaj znowu. Dość! Mam dość przerwała mu Zofia.
Dyszała od szybkiego marszu, głos jej drżał.

Jan jeszcze coś burknął, ale ona już nie odpowiadała, i wkrótce on też zamilkł. Zofia wiedziała, że nie ma racji, a do tego ten deszcz Ubranie szybko nasiąkło, przylegając do ciała. Z włosów spływała woda.

Kiedy to się zaczęło? Te drobne kłótnie, czepianie się. A może zawsze tak było? Pewnie tak. Tylko wcześniej starała się ustępować, gasić iskrę pretensji, zanim rozgorzeje kłótnia.

Naprzeciw nich szedł mężczyzna. On też nie miał parasola, ale wyglądał, jakby czerpał przyjemność z deszczu. Szedł powoli, z rękami w kieszeniach dżinsów. Serce Zofii zabiło szybciej, wyprzedzając oczy i rozum. Dominik!

Zofia nie mogła oderwać wzroku od jego twarzy. On też na nią patrzył, ale mijając ją, nagle odwrócił wzrok. Jak to rozumieć? To przecież on! Nie mogła się pomylić. A jednak przeszedł obok, nawet nie przywitał się. A może się pomyliła? Przecież podobnych ludzi jest wielu. Zofia gwałtownie wciągnęła powietrze. Okazało się, że cały czas wstrzymywała oddech. Z żalu i dezorientacji w oczach pojawiły się łzy, na szczęście twarz była mokra od deszczu.

Znasz go? Dlaczego tak się na ciebie gapił? mąż pochylił się lekko, próbując zajrzeć żonie w twarz.

Nie. Pewnie mi się wydawało po chwili milczenia wykrztusiła Zofia.
Ale dlaczego udawał, że mnie nie poznaje i przeszedł obok? to pytanie rozrywało jej duszę.

Kłamiesz. Tak na siebie patrzyliście Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.

Bo tak było pomyślała Zofia, ale głośno powiedziała:

Wygląda jak mój kolega z roku. Pomyliłam się. Sam widziałeś, nawet się nie przywitał Zofia starała się mówić spokojnie, ale w środku wszystko w niej wrzało. Zazdrościsz mi? Chciała obrócić wszystko w żart.

Jesteś jakaś zdenerwowana nie ustępował Jan.

Przestań mnie przesłuchiwać. Nie. Znam. Go! krzyknęła Zofia, tracąc panowanie nad sobą.

Ma rację, zobaczyłam ducha. Tak bardzo starałam się o nim zapomnieć! Ale skoro udawał, że mnie nie poznaje, ja też go nie chcę znać. Zdradził mnie

Przyznaj się, że coś między wami było, skoro tak gwałtownie reagujesz z udawaną obojętnością zapytał Jan.

Czego ode mnie chcesz? Zostaw mnie błagała Zofia.

Wreszcie dotarli do domu.

Pierwsza do łazienki powiedziała Zofia, wchodząc do mieszkania, i wślizgnęła się do łazienki.
Mąż coś mruknął w odpowiedzi, ale ona włączyła wodę, żeby go nie słyszeć. Co za widok! I on mnie taką zobaczył. Nic dziwnego, że przeszedł obok. Wszystko przez ten deszcz myślała Zofia, przyglądając się sobie w lustrze.

Zrzuciła mokre ubranie, wrzuciła je do pralki i znów spojrzała w lustro. Figura smukła jak dawniej, piersi niewielkie, ale jędrne, na twarzy ani jedna zmarszczka. Zofia cieszyła się, że natura obdarzyła ją gęstymi, czarnymi rzęsami. Rzadko używała makijażu. Tylko brakowało rozmazanej tuszu na twarzy jak u kobry. Ale nieźle wyglądam pomyślała z satysfakcją. A on się zmienił, dojrzał, rysy twarzy stały się ostrzejsze

Zofia weszła pod prysznic. Gorące strumienie wody ogrzewały, zmywając zmęczenie i napięcie. Stała tak, nie umiejąc uwolnić się od wspomnień

***

Zofia podeszła do tablicy. Przed listami przyjętych stłoczyli się kandydaci. Za plecami wysokich chłopaków nic nie widziała.

Przepuśćcie! straciwszy cierpliwość, zaczęła przepychać się do tablicy.

Proszę ustąpił jej miejsca jakiś chłopak.

Zofia znalazła swoje nazwisko, ale była przepychana i kilka razy traciła je z oczu, znów wodząc palcem po liście. Nie było pomyłki, wszystko się zgadzało. Z trudem wydostała się z tłumu.

Gratulacje usłyszała obok siebie.
Zofia zobaczyła nieznajomego chłopaka.

Dziękuję. Ty też się dostałeś? spytała radośnie.

Dostałem. Więc będziemy razem studiować.

Super uśmiechnęła się Zofia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 3 =

Wkótce wrócę…