Witku, wybacz mi”, powiedziała, a w jej głosie było coś nowego – spokój, ale inny, nieznany. „Nie mogłam postąpić inaczej.

**Dziennik, 15 maja**

Wojtek, wybacz mi powiedziała, a w jej głosie było coś nowego spokojnego, ale zupełnie innego. Nie mogłam inaczej.

To niemożliwe! Oszalałaś, Hanna! Wiktor rzucił na stół pęk kluczy, które zadźwięczały o ceramiczną cukierniczkę. Danuta nigdy by tak nie postąpiła! Na pewno by zadzwoniła!

A co ja ci mówię?! Hanna Kowalska zerwała się z kanapy, chustka zsunęła się z jej siwych włosów. Wczoraj wieczorem wyszła po twoje leki na ciśnienie i tyle! Jak kamień w wodę! Całą noc nie spałam, dzwoniłam po szpitalach, zgłosiłam na policję!

Wiktor ciężko opadł w swoje ulubione krzesło, przetarł twarz dłońmi. Żona jego szwagra zawsze była nerwowa, ale teraz wyglądała naprawdę źle oczy czerwone od nieprzespanej nocy, ręce drżały.

Haniu, uspokój się. Może poszła do koleżanki? Pamiętasz, jak w zeszłym miesiącu wnuk Zofii zachorował, to Danka całą noc u niej siedziała?

Już wszędzie dzwoniłam! szlochała Hanna. I do Zosi, i do Marty z sąsiedniego klatki, i do Ewy z pracy. Nikt jej nie widział! Wojtek, ona przecież nigdy nie znikała bez słowa!

To była prawda. Danuta, siostra Wiktora, prowadziła uporządkowane, przewidywalne życie. O siódmej rano śniadanie, potem praca w przychodni dziecięcej, gdzie od dwudziestu lat była pielęgniarką. Wieczorem zakupy, gotowanie kolacji, telewizja. W weekendy sprzątanie, pranie, czasem wizyta u Hani na herbatę i plotki o sąsiadach.

A w aptece pytałaś? Wiktor wstał, podszedł do okna. Na podwórku bawiły się dzieci, co jakoś wydało mu się niestosowne. Jak mogą się bawić, gdy Danka zniknęła?

Oczywiście! Farmaceutka Kasia mówi, że widziała ją koło ósmej. Kupowała twoje leki i coś na kaszel. A potem Hanna bezradnie rozłożyła ręce. Nikt jej więcej nie widział.

Wiktor milczał, próbując przypomnieć sobie wczorajszy wieczór. Jadł kolację sam, bo Danuta powiedziała, że skoczy do apteki. Założyła swój granatowy płaszcz, ten z przeceny, wzięła torebkę i klucze.

Wrócę szybko, Wojtek rzuciła z przedpokoju. Pilnuj barszczu, żeby nie wykipiał.

To były jej ostatnie słowa w tym mieszkaniu.

Wiktor czekał do dziewiątej, potem dziesiątej. Barszcz wyłączył sam, zjadł zimną kolację, obejrzał wiadomości. O wpół do jedenastej zaczął się naprawdę niepokoić, ale uznał, że siostra wpadła do znajomych i zagadała się. Zdarzało się to rzadko, ale jednak.

Rano obudził go telefon Hanny.

Wojtek, Danka u ciebie nocowała? spytała zdenerwowana.

Jak to u mnie? Przecież mieszka w domu. nie zrozumiał.

Nie wróciła! Łóżko nieruszone, dokumenty na miejscu. Myślałam, że może do ciebie wpadła

Wtedy Wiktor zrozumiał, że stało się coś poważnego.

Haniu, a może no, poznała kogoś? z wahaniem zapytał. Danka ma przecież tylko czterdzieści siedem lat, jeszcze młoda kobieta.

Hanna prychnęła:

Daj spokój! Twoja siostra od rozwodu z Jackiem mężczyzn na kilometr omija. Ile razy namawiałam ją idź na tańce do domu kultury, poznaj kogoś porządnego. A ona swoje nie mam czasu, praca, zmęczenie.

Ale ludzie nie znikają bez powodu! Wiktor poczuł, jak w piersi narasta niepokój. Coś się musiało stać.

Właśnie! Hanna chwyciła go za rękaw. A jeśli ją okradli? Albo napadli? Pamiętasz, jak miesiąc temu Magdzie z drugiego piętra torebkę wyrwali?

Wtedy byłaby w szpitalu lub na komisariacie. Mówiłaś, że wszędzie dzwoniłaś.

Dzwoniłam! I wiesz, co usłyszałam? Że dorosły człowiek ma prawo wyjechać, gdzie chce! Że zgłoszenie o zaginionej przyjmą dopiero po trzech dniach! Trzy dni, Wojtek! A jeśli

Hanna nie dokończyła, ale Wiktor wiedział. Oboje myśleli o najgorszym.

Zadzwonili do drzwi. Hanna rzuciła się otworzyć, w jej oczach błysnęła nadzieja.

Danusiu? krzyknęła, szarpiąc zamkiem.

W progu stała sąsiadka, ciocia Basia z parteru, z siatką w ręce.

Haniu, co się stało? Słyszałam was w nocy Płakaliście

Danka zaginęła. krótko odparła Hanna. Wczoraj wyszła i nie wróciła.

Ciocia Basia westchnęła, postawiła siatkę.

O Boże! A ja ją wczoraj widziałam! Koło siódmej, schodziłam po zakupy, a ona w przeciwną stronę. Powiedziała, że do apteki się spieszy.

I nic więcej?

Chyba nie Tylko była jakaś inna. Nie smutna, nie wesoła, ale jakby coś postanowiła. Rozumiesz? Jakby podjęła ważną decyzję.

Wiktor spojrzał na Hannę. Co Danuta mogła postanowić? Nigdy nie działała pochopnie.

Może w pracy coś? zasugerowała ciocia Basia. Słyszałam, że w przychodni zwolnienia planują.

Nie. pokręciła głową Hanna. Danka tam od lat, zwalniają by ją ostatnią. Niedawno mówiła, że nową pielęgniarkę wzięli, uczy ją.

Wiktor przypomniał sobie, jak siostra opowiadała o tej dziewczynie Oli, świeżo po szkole medycznej.

Zdolna mówiła Danuta ale zbyt się spieszy. Chce od razu kariery, męża, dzieci. A ja jej tłumaczę życie długie, wszystko zdąży.

Teraz te słowa brzmiały gorzko.

Ciocia Basia wyszła, obiecując wypytać sąsiadów. Wiktor i Hanna zostali sami.

Jedźmy do jej mieszkania. zaproponował Wiktor. Może znajdziemy jakiś ślad.

Już przeszukałam wszystko! machnęła ręką Hanna. Żadnych notatek, wszystko po staremu.

Mieszkanie Danuty było schludne, w przedpokoju stały buty, w kuchni na stole leżała gazeta. W notesie telefony znajomych, koleżanek z pracy.

A to co? Wiktor wyciągnął spod książki telefonicznej ulotkę biura podróży. Złota Polska Jesień. Wycieczki po zam

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + szesnaście =

Witku, wybacz mi”, powiedziała, a w jej głosie było coś nowego – spokój, ale inny, nieznany. „Nie mogłam postąpić inaczej.