Wisienka na torcie

Dopinka

Krysiu, ale ona przecież z dopinką! Albo to ci nie przeszkadza? Danuta opierała się o drewniany płot i uśmiechała krzywo, patrząc na sąsiadkę. Lepszego to nie mogłeś znaleźć? Wygląda w porządku, ani chudy, ani garbaty, chłopak jak malowany, a dziewczyn u nas tyle, że palcem można przebierać. A on sobie upatrzył właśnie tę!

Krystyna westchnęła, nie chcąc sama przed sobą przyznać, że wybór syna jej się nie podoba. A usłyszeć to od zapiekłej sąsiadki bolało jeszcze bardziej.

Nam dzieci są radością, Danusiu! Rozumiesz? Co takiego w niej złego niby? Młoda, ładna, nie awanturuje się, porządna dziewczyna, a to wiem na pewno. No i co z tego, że ma dziecko To niby co złego? Przecież nie na boku, tylko w małżeństwie urodziła. A że została wdową taką młodą Wszyscy chodzimy po tym świecie na próbę, nikomu nic nie wiadomo. Wychowamy, nauczymy, i będę miała jeszcze jednego wnuka. A ty już przestań języka strzępić!

Krystyna zacisnęła wargi i przegoniła kota z sąsiedztwa, który przesuwał się po płocie w jej stronę.

Rozszalał się! Już mi trzy kurczaczki zabrał, Danusiu. Uważaj na swojego sierściucha, bo spuszczę Szarika i sama sobie winna będziesz.

Wystraszyłaś, jak nie wiem! Danuta odepchnęła puszystego kota dalej od płotu. Jeszcze się okaże, kto kogo tu pogoni. Zamknę drania, bo to nie pierwszy raz mi pisklaki poluje. Ale jest najlepszym łapaczem szczurów, to co mam zrobić? Instynktów mu odmówić się nie da.

Niech swoje instynkty trzyma w domu!

Krysiu, przypomniało mi się! Słoiki! Pewnie już dżem gotowy

Ty tu gadasz, a tam kto go pilnuje, co?

Ola. Wczoraj przyjechała pomóc w ogrodzie.

I co? Przecież ona na ostatnich nogach!

Właśnie dlatego inni porządkują, a ona słodkości smaży. Nie synowa, tylko skarb!

To czemu ją chwalisz, a w oczy się jej dąsasz?

Bo porządek musi być! Danuta znów uśmiechnęła się kąśliwie. Zobaczysz, jak zostaniesz teściową, ucz się. Będziesz zbyt miła, to ci na głowę wejdą!

Poradzę sobie! Krystyna machnęła ręką. Słoiki chcesz, czy wystarczy ci twoich? Ja robotę mam, nie chce mi się już gadać.

Odprawiwszy sąsiadkę, Krystyna zabrała się za ciasto. Jutro przyjeżdża syn z narzeczoną się poznawać. Narzeczoną Przestała wyrabiać ciasto i oparła ręce o blat, patrząc przez okno. Coś się wydarzy

Agnieszkę widziała tylko z daleka i słyszała o niej to i owo, jak jeździła do siostry do innej wsi. Dziewczyna jak dziewczyna. Jasnowłosa, o dużych oczach. Ale wysoka, pasuje do jej Michała. Choć właściwie to już nie dziewczyna, tylko młoda kobieta. Miała męża, dziecko chłopca, może z trzy latka. Los okrutnie jej nie oszczędził rodziców wcześnie straciła, wychowywali ją babcia i dziadek. Wypuścili ją na świat, pomogli za mąż wyjść, ledwo się wnuczka urodziła, a tu mąż Agnieszki w wypadku. Została młodą wdową z dzieckiem. Szkoda, aż człowiek gotów byłby pomóc, byle z daleka! Dla syna przecież był jej oparciem po śmierci męża pragnęła lepszego losu.

Niedawno Michał oświadczył, że znalazł… Agnieszkę. Krystyna od razu pojechała do siostry. Musiała wybadać, co i jak. A tam Janka aż ją zbeształa:

Czego panikujesz jak kura?

No, co to za osoba? Przyprowadzi ją, a potem co?

Przyprowadzi, ale nie na stałe.

Jak to?

Nie powiedział ci Michał, że dom po dziadkach mu przepisałam? Mieszkać się tam nie da, ale ziemi dużo, wybudują nowy.

W myślach Krystyny pojawiły się króliki. Syn odejdzie z domu, a ona? Nawet jeśli wioseczki blisko i autobus co godzinę, to nie to samo, co mieć go pod ręką. Wieczorem wróci, pomoże przy gospodarce, a tak będzie miał własne życie. Ona zostanie odwiedzaną tylko od święta.

No co się smucisz? Nie cieszysz się? Janka przysiadła poważniej. Musisz puścić go wolno, Krysiu. Niech zakłada swoje gniazdo.

Pewnie masz rację Ale boję się wyszeptała Krystyna. A jak im nie wyjdzie? Znowu dziecko

Posłuchaj: w naszej wsi jest wiele dziewczyn, a o Agnieszce lepiej bym nie mogła mówić.

I to mnie przeraża… Zbyt porządna się wydaje.

Tobie nigdy nie dogodzi! Janka się złościła. Byłaby zła, też źle? Najważniejsze, żeby byli szczęśliwi. A ty pilnuj, żeby przez swoją dumę syna nie stracić.

Przez co?

Nie zaakceptujesz jej stracisz syna. Widziałam jak na nią patrzy. Tam jest miłość.

Od tego czasu Krystyna czuła, jak w środku obraca się kolczasta kula. Niewytłumaczalna trwoga, której nie umiała się pozbyć.

Wyprostowała się i znów wyrabiała ciasto. Trzeba wszystko zrobić, żeby przyszła synowa nie poczuła się obca. Janka miała rację. Czas pokaże, jak będzie. Teraz trzeba się postarać.

Malutkie, jedno w drugie, pierożki układała na dużym talerzu. Przypomniała sobie, jak jej mąż, Leon, lubił takie maleństwa na raz.

Pestki, nie inaczej! Ile nie zjesz ciągle mało! Smaczne jak diabli!

Całował ją wtedy w dłoń, ona śmiała się i tuliła do niego. Krystyna westchnęła. Jak bardzo go teraz brakowało! Doradziłby, pocieszył.

Noc minęła bez snu. Przewracała się z boku na bok, aż odpuściła. Niech już rano nadejdzie

Agnieszka stała za plecami Michała, bojąc się podnieść na przyszłą teściową oczu. Mały Staś nie mógł usiedzieć w miejscu, rozglądając się z fascynacją. Tu pies na łańcuchu, milczący dziwne, bo u babci Marii zawsze szczeka. Tam przechadza się kot, machając ogonem. Staś zerknął pytająco na mamę.

Grzecznie zostań.

Niech biega, zamknę Szarika, nic tu nie zrobi. Będziesz go mieć na oku. Krystyna przyglądała się Agnieszce uważnie. Dziewczyna jakby wiatrem zawiana, chuda, blada, trudno uwierzyć, że ten rozrabiaka to jej syn. Coś rozpuściło się w piersi Krystyny, wypierając kolczasty węzełek żalu.

Mały Staś, spuszczony z rąk, przedefilował ścieżką i spojrzał na Krystynę.

A kot gdzie poszedł?

Jaki kot? Krystyna się zaniepokoiła. Nie mam kota. Gdzieś go widział?

Chłopiec machnął ręką w stronę ogrodu, i Krystyna aż jęknęła.

Biegniemy łapać! Bo znów capnie mi pisklęta!

Staś pognał za dziwną panią. Kota złapali pod samym kurnikiem.

Łajza! A sio! Krystyna rzuciła w kota klapkiem.

Gdy zobaczyła śmiech Stasia, sama się uśmiechnęła. Dobry chłopak! Szybki i czuły. Dała mu do ręki pisklaczka bał się wziąć, tylko pogłaskał.

Jeszcze taki mały!

Przywołała chłopaka, za chwilę już siedział u niej na kolanach, zajadając pierogi. Gdy złapała spojrzenie Agnieszki, co zerkała na Michała, Krystyna puściła oko:

Dobry masz synka, Agnieszko. Spryciarz i lubi zjeść. Każda babka marzy!

Widząc, jak skrzydła ulgi opadły Agnieszce, Krystyna poczuła, jak kolczasta kula robi się mniejsza. Nie zniknęła całkiem, ale oddalała się.

Michał opowiadał z żartami o weselu, Agnieszka wzrok w talerzu. Gdy syn wyszedł, Krystyna podsunęła owoce Stasiowi i spytała cicho:

A ty co taka niemowa? pogłaskała chłopca po włosach.

Co mam mówić? Michał chce wesele huczne, ja bym tylko poszła do urzędu i już.

A on nie słucha?

Uważa, że to nie wypada. Rodzina czeka, będą zawiedzeni.

Trochę racji ma, ale ty swoje powinnaś mówić. Czemu nie wesele?

Agnieszka spojrzała z głębią szarych oczu. Po chwili szeptem:

Boję się. Szczęście ciszy potrzebuje. Raz już się śmiałam na weselu, a potem

Nie bój się, Agnieszko. Jakby twój mąż cię kochał, to chciałby dla ciebie szczęścia, nie żałoby do śmierci. Każdemu los co innego. Trzeba dziękować za to, co jest, bo od losu nie uciekniemy.

Bałam się…

Czego?

Że mnie pani potępi.

Za co?

Że taki chłopak, a ja już przez życie posiniaczona. On mógł każdą sobie wziąć, a padło na mnie

Staś, rozsiadłszy się na kolanach, podniósł oczy.

Kim ty jesteś?

Teraz będę twoją babcią, Stasiu. Babcia Krysia.

Dobrze! potwierdził poważnie.

Wesele było takie, jak chciał Michał. Rodzina pogadała swoje, ale widząc Krystynę z zaciśniętymi wargami, prędko ostygła.

Przetrwali prawie rok pod jednym dachem. Krystyna zapomniała o trwogach, patrząc na troskliwość Agnieszki. Z czasem, choć przyzwyczajenia ginęły opornie, zaczęła ufać, że syn ma dobrze. Jeszcze raz czy drugi pokręciła nosem, ale Agnieszka potrafiła ugasić każdą złość łagodnością.

Czemu zawsze twarda jesteś, Agnieszko? Rozpłakałabyś się, powiedziała Michałowi, to i Krystyna by zmiękła Danuta przegnała krowę na pole.

I co? Wszyscy by się pokłócili. Matka z synem wrogowie? Dziwna rada!

Dumna jesteś, Agnieszko. To źle!

Lepiej swojego słuchać niż każdej życzliwej duszy, odcięła się Agnieszka i wracała do domu.

Danuta parskała i rozsyłała nową plotkę po wsi.

Dom, który Michał stawiał od ślubu, wykończyli po roku. Zajęć nie brakowało, czas pędził szalony. Gdy Agnieszka zauważyła, że coś jest nie tak, poszła do lekarza.

Jest pani w ciąży? zdziwiła się lekarka.

Dlaczego pani taka zdziwiona? Mam przecież dziecko.

Trochę inaczej wyglądało wszystko za pierwszym razem

Są pewne kłopoty, musi pani poleżeć w szpitalu. Ale zrobimy wszystko, żeby i pani, i maleństwo wyszli zdrowi.

Krystyna nie czekała przyjechała pomóc Stasiowi. Agnieszka otworzyła i aż się wzdrygnęła.

Co ci?

Tak nic Twarz pani miała taką srogą, myślałam, że się gniewa.

Krystyna zdziwiła się szczerze. No Danuta! Ta to umie zniszczyć humor jednym słowem, że aż człowieka ściskało w drodze.

Co, już jej mało, że z dzieckiem, to i chora? Kogo ona urodzi, Krysia? Może jeszcze nie za późno…

Ty to co masz w sercu, Danuto? Kto cię tak nie kochał, że taka zjadliwość w tobie? Co ci ta Agnieszka zrobiła, że jej źle życzysz?

Potrzebna mi ona!? Danuta spojrzała niechętnie. Już, już, żartowałam! Niech będą szczęśliwi!

Krystyna odwróciła się, idąc na przystanek. Całą drogę próbowała się uspokoić nie bardzo wyszło. Agnieszka od razu wyczuła, że coś nie tak.

Nie przejmuj się, Agnieszko. Przypadkiem się podenerwowałam, dwie babki w autobusie się pożarły. Nie umieją żyć w zgodzie.

Agnieszka pokręciła głową i uśmiechnęła się. Teściowa nigdy nie umiała udawać. Ale skoro pocieszała, to na nią się nie złościła.

Zbierz się, pomóc ci?

Już gotowa jestem. Nie chce mi się do szpitala

Trudno, Agnieszko. Zdrowie dziecka i twoje najważniejsze. O Stasia się nie martw, będę go pilnować jak oka w głowie.

Michał zawiózł Agnieszkę, a każdy dzień był czekaniem. Po tygodniu lekarze przychylili się do wcześniejszego wypisu pod warunkiem, że ktoś jej pomoże.

Oczywiście, mieszka ze mną teściowa.

Teściowa? Tak dobrze?

Tak! Moja teściowa to skarb, nie z dowcipów!

Rzadko się to zdarza.

Gdy Agnieszka szykowała się do powrotu, Krystyna latała nerwowa po wsi.

Boże! Jak ja powiem Agnieszce?

Staś zniknął rano. Wiedziała, że chłopiec do bramy sam nie wychodzi, dała mu się pobawić na podwórku, a sama poszła gotować na powitanie. Stół przy oknie, zerkając widziała, jak Staś stawia z piasku zamki. Potem na minutę się odwróciła i… chłopca już nie było.

Gdzie jesteś? wyłączyła kuchenkę, wytarła ręce w fartuch.

Wyszła na ganek i rozejrzała się. Dziecka nie było. Brama szeroko otwarta. Pusta ulica. Ile to mogło minąć? Sekundy? Gdzie mógł się podziać?

Nie wiedziała, że Staś słysząc hałas za płotem, pobiegł zobaczyć. Mały, czarno-biały szczeniak rozdzierał się w pętli nałożonej przez starszych chłopaków.

Puście go! Boli go! Staś dzwonił furtką, aż otwarła się.

Chłopcy śmiali się, a Staś próbował odebrać im szczeniaka. Nie wiedział nawet, kiedy zboczyli z jednej uliczki w kolejną, aż na ostrą reprymendę przypadkowej kobiety rzucili sznurek i uciekli. Staś został sam, nie poznawał okolicy.

Co za dzieci! Jak można się znęcać? Pewnie za mało lania

Kobieta pogroziła za chłopcami, rzuciwszy spojrzenie na Stasia tulącego szczeniaka.

Ty też go skrzywdzisz?

Nie! Malutki jest, boli go!

No i kobieta poszła.

Staś rozglądał się w panice. Babcia będzie zła, mama jeszcze bardziej! Wtulił się w puszystego nowego przyjaciela. Szczeniak przycichł.

Mama mówiła: jak się zgubisz, to stój, wtedy szybciej cię znajdą.

Usiadł na ławce pod cudzą bramą. Trzeba poczekać, babcia go znajdzie. Albo mama.

Nie wiedział, że jest bardzo daleko, a Krystyna chodzi tylko po sąsiednich uliczkach.

Michał, podjechawszy pod dom, zobaczył otwartą bramę i zerknął na żonę.

Zaczekaj, wprowadzę samochód, zaraz wrócę.

Agnieszka zmęczona, po prostu opadła na siedzenie.

Michał wbiegł do domu, zauważył wrzącą zupę, zgasił i poleciał na podwórko. Agnieszkę odprowadził do sypialni.

Prześpij się.

Gdzie Staś?

Pewnie z mamą do sklepu. Zaraz ich poszukam.

Krystynę Michał spotkał na bocznej ulicy.

Mamusiu! rzuciła mu się na szyję. Staś!

Co ze Stasiem? zamarł.

Zniknął! Wyszedł przez furtkę i przepadł!

Spokojnie, mamo! Jak długo go nie ma?

Krystyna szlochając, opowiedziała wszystko.

Dobrze! Przeszukaj tu blisko, ja pójdę dalej. Nie wracaj na razie do domu, Agnieszka nie może się denerwować!

Stasia Michał znalazł po godzinie. Spał na ławce, tulił czarno-białego szczeniaka, który od razu zaszczekał na Michała.

Będzie z ciebie stróż, potworze! Michał pogłaskał psiaka i syna. Wstawaj, młody!

Tata Staś przetarł oczy. Siedziałem na miejscu, jak uczyliście.

Brawo! Dlatego cię znalazłem. To kto to jest? wskazał na psa.

Wygląda jak Szarik, jak u babci.

Bardziej na Pako, taki klopsik! Brać go chcesz?

Mogę? Staś patrzył z nadzieją.

Jak dom bez psa, to nie dom!

Pod pachę wzięli szczeniaka i weszli na ulicę. Krystyna wykończona siedziała na ławce.

Mamo, no już! Jest, znalazł się. Spokojnie!

Krystyna przytuliła wnuka.

Strach mi napędziłeś, kochany!

Ja nie chciałem, babciu! Już nigdy tak nie zrobię!

Krystyna cicho płakała, tuląc dziecko. Kto powiedział, że nie jest jej własnym? Niech Danuta się gubi ze swoimi złośliwościami!

Agnieszka nie dowiedziała się od razu. Staś, jakby czując, że mama nie może się denerwować, milczał. Śmiali się razem, myjąc bąblowatego szczeniaka, a ubrania i oni mokrzy jak szczury.

Tęskniłam!

Ja bardziej!

Siostrzyczka Stasia urodziła się w terminie. Małą, wrzaskliwą dziewczynkę nazwali Krysią, na cześć babci. Krystyna promieniała szczęściem i przyjeżdżała w każdej wolnej chwili. Na początku bała się, że Agnieszka się zamknie do niej, więcej dzieci jej nie powierzy. Ale Agnieszka nigdy nie wypomniała jej Stasia.

Tak samo mógłby odejść i u mnie. To kochane dziecko, każde żywe stworzonko mu bliższe niż zabawki. Nawet biedronkę oddaje na trawkę, by nikt jej nie zdeptał.

Rośnie dobry. Oby tak dalej!

Krystyna nie dawała nieproszonych rad, pomagała tam, gdzie była potrzebna para rąk. Widząc wdzięczny uśmiech Agnieszki, gotowa była góry przenosić za jej ciche:

Dziękuję, mamo!

Patrząc, jak Staś leci ją uściskać, jak uśmiechnięta Agnieszka oddaje jej w ramiona córeczkę, Krystyna czuła, że wszystko jest tak, jak być powinno.

Znowu do wnuczki? Danuta sterczy pod płotem, gdy Krystyna zamyka bramę. Rozpieszczałaś ich!

Do wnuków, Danuto. Mam dwóch.

Ale tylko jedna twoja!

Dwóch, Danusiu, dwóch. Oboje moje! Ty byś tego nie zrozumiała. Krystyna schowała klucze. Zdradzę ci sekret, bo ciągle żyć uczysz innych

No, zadziw mnie.

Miłość, Danusiu, to coś, co działa w dwie strony. Chcesz być kochana, to sama kochaj. Mnie dzieci i wnuki kochają, a ciebie?

Mnie szanują!

I to coś znaczy. Ale ja powiem: miłość lepsza. Nie uważasz? puszcza oko do sąsiadki i nagle podrywa się na dźwięk autobusu spieszno jej, bo tam już czekają jej ukochani.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + 11 =

Wisienka na torcie