Danuta smażyła kotlety, gdy ktoś zapukał do drzwi. Wyszła z kuchni, by otworzyć.
„Mamo, to do mnie”, zatrzymał ją głos córki. „Ja otworzę.”
„Dobrze. Nie wiedziałam…”
„Po co stoisz? Idź smażyć swoje kotlety”, powiedziała zirytowana Kasia, odwracając się od drzwi.
„Jakie swoje? Kupiłam mięso w Delikatesach…”
„Mamo, zamknij drzwi.” Córka przewróciła oczami.
„Od razu tak mogłaś powiedzieć.” Danuta wróciła do kuchni, przyciągnęła za sobą drzwi. Podeszła do kuchenki, zgasiła gaz pod patelnią. Postała chwilę, zdjęła fartuch i wyszła.
W przedpokoju córka wkładała kurtkę. Obok stał Marek, przyjaciel Kasi, patrząc na nią z uwielbieniem.
„Dzień dobry, Marku. Dokąd idziecie? Zjedzcie z nami kolację.”
„Dzień dobry”, uśmiechnął się chłopak i spojrzał pytająco na Kasię.
„Śpieszymy się”, odparła, nie patrząc na matkę.
„Może jednak zostaniecie? Wszystko gotowe”, powtórzyła Danuta.
Marek zawahał się.
„Nie!”, ostro odpowiedziała córka. „Idziemy.” Wzięła go pod rękę i otworzyła drzwi. „Mamo, zamkniesz?”
Danuta podeszła do drzwi, ale nie zatrzasnęła ich mocno, zostawiając szparę. Usłyszała rozmowę na klatce.
„Czemu tak do niej mówisz? Pachnie pysznie, nie odmówiłbym kotletów.”
„Idziemy. Zjemy coś w kawiarni. Męczą mnie jej kotlety”, burknęła Kasia.
„Jak mogą znudzić? Uwielbiam kotlety twojej mamy, mógłbym je jeść codziennie”, powiedział Marek.
Danuta nie dosłyszała odpowiedzi córki. Głosy oddalały się. Zamknęła drzwi i weszła do pokoju. Mąż siedział przed telewizorem.
„Wojtek, chodź na kolację, póki gorące.”
„Co? Chodźmy.” Wstał z kanapy, minął ją i usiadł przy kuchennym stole.
„Co dzisiaj?” zapytał stanowczo.
„Ryż z kotletami, sałatka”, odparła Danuta, odkrywając patelnię.
„Ile razy mam mówić, że nie jem smażonych kotletów”, warknął.
„Dodałam wody, są prawie gotowane na parze.” Zastygła przy kuchence z pokrywką w ręce.
„Dobrze, dawaj. Ale ostatni raz.”
„W naszym wieku niezdrowo się odchudzać”, zauważyła, stawiając przed nim talerz.
„W jakim wieku? Mam tylko pięćdziesiąt siedem lat. Dla mężczyzny to wiek mądrości i rozkwitu.” Wbił widelec w kotleta, odgryzł połowę.
„Co się z wami dziś dzieje? Kasia uciekła, ty się wybrzydzasz. Przestanę gotować, zobaczymy, jak wam zasmakuje jedzenie na mieście!”
„To nie gotuj. Tobie też by schudnąć nie zaszkodziło. Niedługo w drzwiach się nie zmieścisz.” Dokończył kotleta, sięgnął po drugiego.
„Tak? Uważasz, że jestem gruba? A ja głowę łamałam, czemu nagle zacząłeś dbać o siebie. Spodnie, skórzana kurtka, czapka bejsbolowa. Głowę ogoliłeś, żeby łysiny ukryć. Dla kogo się tak starasz? Na pewno nie dla mnie. Gruba jestem. Z kimś mnie porównujesz?” spytała z pretensją.
„Daj mi spokojnie zjeść.” Wojtek nabrał ryżu, ale nie doniósł do ust, opuścił widelec. „Daj ketchup”, zażądał.
Danuta wyjęła słoik z lodówki, postawiła go z mocą na stole i wyszła w milczeniu. Jej talerz został nietknięty.
Zamknęła się w pokoju córki, usiadła na łóżku. Łzy napłynęły do oczu.
*Gotujesz, starasz się, a oni… Wszystko dla nich, a w zamian zero wdzięczności. Mąż się odmładza, zerka na boki. Dla niego jestem gruba. Córka patrzy na mnie jak na służącą.*
*Jeśli jestem na emeryturze, można mną pomiatać? Pracowałabym, gdyby nie zwolnili. Doświadczeni pracownicy już niepotrzebni, młodzi im w głowie. A co oni wiedzą?..*
*Wstaję najwcześniej, choć nie pracuję, żeby śniadanie zrobić. Cały dzień w biegu, nawet się położyć nie ma kiedy. Sama sobie winna, rozpuściłam ich. Teraz siedzą mi na karku, bujają się, jak im wygodnie.* Łzy spłynęły po policzkach. Danuta przygryzła wargi, szybko otarła twarz dłońmi.
Zawsze myślała, że mają dobrą rodzinę. Nie idealną, ale nie gorszą niż inni. Córka dostała się na studia, uczy się dobrze. Mąż nie pije, nie pali, pieniądze zarabia. W domu czysto, przytulnie, jedzenie smaczne. Czego mu jeszcze trzeba?
Podeszła do lustra w drzwiach szafy, przyjrzała się uważnie. *No tak, utyłam, ale nie jestem gruba. Za to zmarszczki mniej widoczne na okrągłych policzkach. Zawsze lubiłam dobrze zjeść. Gotuję smacznie. A im, jak widać, to niepotrzebne.* *Kiedy pracowałam, układałam włosy. Teraz spinam z tyłu, żeby nie przeszkadzały. Wygodniej. Mam sprzątać w szpilkach i uczesana? Choć schudnąć by się przydało. I włosy odświeżyć.* Znowu usiadła na łóżku, zamyśliła się.
Następnego ranka Danuta nie wstała pierwsza, jak zwykle. Leżała, udając, że śpi. *Jestem na emeryturze, mam prawo nie zrywać się o świcie. Niech sami sobie śniadanie robią.*
Zadzwonił budzik. Poruszyła się, odwróciła do ściany.
„Coś ci jest? Chora?” spytał mąż. W głosie zero współczucia.
„Mm”, mruknęła, wtulając nos w kołdrę.
„Mamo, źle się czujesz?” W pokoju stanęła Kasia.
„Tak, zjedzcie sami”, odparła słabym głosem spod kołdry.
Córka prychnęła niezadowolona i wyszła. Wkrótce Danuta usłyszała czajnik, trzask lodówki, stłumione głosy córki i męża. Przez kołdrę słyszała niewyraźnie, ale nie odkryła się, grała chorą do końca.
Wojtek wszedł do sypialni, niosąc zapach drogiPo powrocie do codzienności Danuta postanowiła, że od teraz będzie stawiać także na siebie, bo dopiero wtedy rodzina naprawdę dostrzegła, jak bardzo jej potrzebują.



