To był deszcz, wszystkiemu winien był deszcz.
Po południu niebo zasnuło się chmurami, a pod wieczór zaczął padać drobny, mżysty deszcz. Wiosenne ulice wyglądały przygnębiająco, zwłaszcza w taką szarugę.
Krzysztof jeździł samochodem po mieście już ponad godzinę, zabijając czas przed odjazdem. Wieczorem ruch na ulicach przybrał na sile, utknął w korkach i na światłach. Czas wlókł się niemiłosiernie, ale wracać do domu nie chciał, a na dworzec było jeszcze za wcześnie.
Zatrzymał auto przy chodniku i wyłączył wycieraczki. Drobne krople deszczu pokryły szybę, zniekształcając świat za nią.
Od tygodnia dochodził do siebie po odejściu Emilii. Wciąż go to bolało. Gdyby został w domu, znów by się upił, jak robił to przez ostatnie dni. Bez wina nie mógł zasnąć.
Z Emilią mieszkali razem prawie rok, a przedtem dwa miesiące się spotykali. Na początku było dobrze, nawet bardzo. Już snuł plany, że latem pojadą nad morze i tam, na plaży, oświadczy się Emilce, choć w ostatnich czasach coraz częściej się kłócili. Emilia czepiała się go o byle co, była ciągle zirytowana, wysuwała pretensje.
Tuż przed jej odejściem pokłócili się o prezent na Dzień Kobiet. Bukiet holenderskich tulipanów i torebka, o której marzyła, wydały się jej zbyt skromne.
— Sam mówiłaś, że chcesz tę torebkę — burknął Krzysztof. — A wcale nie była tania, nawiasem mówiąc.
— Wiedziałam, że mi ją dasz. Myślałam, że dołożysz coś od siebie, zrobisz niespodziankę. Prezenty mają zaskakiwać.
— To przepraszam, mogłaś dać znać, że chcesz coś więcej — powiedział przygnębiony.
— A sam nie domyśliłeś się?
I znów się zaczęło. Emilia mówiła, że nie potrafi zadowolić kobiety, że mało zarabia. „Piotrek dał Magdzie futro, a Zosia od swojego dostała pierścionek z brylantem”.
— Piotrek? Ten, co kombinuje, kręci interesy na granicy prawa?
— I co z tego? Ona ma nowe futro i jeździ na zagraniczne wakacje. A ty taki zasadniczy, więc siedzimy w biedzie.
— Nie dramatyzuj, nie jesteśmy biedni. Chciałem dać ci pierścionek, ale później. Po co ci futro na wiosnę? Zanim się obejrzysz, będzie lato.
— Udajesz, czy naprawdę nie rozumiesz? — Głos Emilii brzmiał ostro jak szkło w wietrze.
Te wszystkie kłótnie miały przyczynę. Krzysztof ją podejrzewał, ale nie chciał wierzyć. Wcześniej też się kłócili, ale nocą się godzili. Tym razem Emilia odwróciła się do ściany i odepchnęła go, gdy próbował ją przytulić.
Rano nie odezwała się ani słowem. Dzwonił przez cały dzień, ale nie odbierała, w końcu wyłączyła telefon. Ledwie doczekał się wieczoru. W drodze do domu kupił bukiet róż, ale w mieszkaniu zastał tylko kartkę.
Emilia napisała, że ma dość, że jest zmęczona i odchodzi do kogoś, kto dla niej świat by przewrócił. Z szaf zniknęły jej ubrania i walizka, z którą jeździli na wakacje.
Krzysztof rzucał się po mieszkaniu, roztrącając wszystko, co wpadło mu w ręce, zwłaszcza drobiazgi, które Emilia zostawiła albo celowo nie zabrała do nowego, dostatniego życia. Potem wziął reklamówkę, wrzucił do niej resztę jej rzeczy. Znalazły się tam nawet szczoteczka do zębów, krem i szlafrok wiszący na wieszaku w łazience. Nie lenił się, wyniósł to wszystko do śmietnika za blokiem.
Najbardziej bolało, że nie odeszła otwarte, tylko do innego, wystawiając go na pośmiewisko. I tak właśnie się czuł — jak przegrany. Nie mógł spać, przeszkadzał mu zapach Emilii w poduszkach. Wspomnienia go dusiły. Wstał, sięgnął po butelkę i wypił kieliszek wina. Lżej mu nie było, ale jednak udało się przespać kilka godzin.
Tak minął cały tydzień. W pracy pojawiał się z podkrążonymi oczami. Koledzy mu współczuli. W końcu szef zlitował się nad Krzysztofem i wysłał go do Krakowa na szkolenie, by „zaleczył złamane serce”.
— Zmień otoczenie, odpocznij i wróć w formie — klepnął go po ramieniu.
Po pracy Krzysztof wpadł do domu, spakował rzeczy do torby, wrzucił ją do bagażnika i ruszył jeździć po mieście. Szyby auta pokryły się kroplami, za którymi miasto rozpłynęło się w rozmytych plamach świateł.
Opuścił szybę i dostrzegł neon kawiarni. Wyobraził sobie przytulne wnętrze, stoliki, przygaszone lampy, cichą muzykę i gwar rozmów — właśnie tego potrzebował, by oderwać myśli. Wysiadł i wszedł do środka. Ludzi nie było wielu, ale wolnych miejsc brakowało. Przysiadł się do baru i poprosił o kawę.
— W barze podajemy tylko alkohol. Proszę usiąść przy stoliku — uprzejmie wyjaśnił barman.
— Jasne — odparł Krzysztof i rozejrzał się po sali.
Nieopodal zauważył samotną dziewczynę przy stoliku. Przed nią stała filiżanka, a ona wolno mieszała w niej łyżeczką. Ciemne włosy zebrała w kucyk. Miała delikatny profil z zadartym noskiem i… oczu nie widział. Spoglądała w dół. Obcisłe spodnie i dopasowany sweter podkreślały jej smukłą sylwetkę.
„Ciekawe, jakiego ma koloru oczy?” Zapragnął to natychmiast sprawdzić. Miał przeczucie, że go nie odtrąci. Podszedł do stolika.
— Mogę? — zapytał i usiadł naprzeciwko.
Dziewczyna podniosła wzrok. Miała zielone oczy. „Emilia miała piwne” — niespodziewanie pomyślał.
— Już pan siadł — zauważyła.
Podszedł kelner z menu.
— Kawę bez cukru. — Krzysztof spojrzał na jej filiżankę. — Dwie, proszę.
— Nie prosiłam — odparła z wyrzutem.
— Zimna kawa to obrzydlistwo. Nie przyszedł?
— Kto?
— Ten, na kogo czekałaś.
— Co pana to obchodzi?
— Wyglądasz na smutną.
— Czekałam na koleżankę.
Kelner przyniósł kawę, zabrał jej niedopitą i odszedł.
Krzysztof wziął łyk.
— Niezła. Jestem Krzysztof. A ty?
— Podrywa mnie pan?Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i odparła: „Jagoda, ale jeśli chcesz mnie lepiej poznać, musisz obiecać, że przestaniesz mówić do mnie per pan”.



