Witold Grzegorowicz śledził Oskara tak, że ten nawet nie zauważył. Nic dziwnego Witold przez tyle lat pracował na odpowiednich stanowiskach, był przecież profesjonalistą! Ale jak dotąd nie znalazł żadnych podejrzanych poszlak. Oskar nikogo nie zapraszał do siebie, nie robił nic dziwnego. Ale Witold Grzegorzewicz wiedział jedno nie da się tak łatwo oszukać. Wystarczy poczekać, a Oskar na pewno się zdradzi. Przecież jego przeczucie nie mogło go zawieść.
To było dla niego niezwykle ważne, bo dotyczyło jego samego, Witolda Grzegorowicza, i jego rodziny. Jakże piękne były czasy, gdy mała Elżunka była jeszcze dzieckiem! Gdy się urodziła, Witold był rozczarowany, że to dziewczynka, a nie syn! Oczywiście nie pokazał tego po sobie, ale w głębi serca coś go gryzło dziewczynka!
Przecież on, szanowany człowiek, a tu nagle córka, zamiast upragnionego syna! Z kim teraz porozmawia po męsku, gdy będzie ciężko? Komu będzie przekazywał życiową mądrość, kogo wychowa na prawdziwego człowieka?
No i proszę córka. Ech, ożenił się późno, zawsze praca przeszkadzała, kobiety nie znosiły jego nerwowej pracy.
Aż poznał Ludwikę swą miłość!
Ludwika też była już po czterdziestce, więc myślenie o synu było bezcelowe.
A potem stało się coś nieoczekiwanego. Witold nawet nie zauważył, kiedy ta mała córka całkowicie go oczarowała. Gdy po raz pierwszy uśmiechnęła się do taty i maleńką rączką chwyciła go za nos, był bezbronny.
A gdy Elżunka postawiła pierwsze niepewne kroki i nagle, z jakiegoś powodu podekscytowana, pobiegła do niego z okrzykiem: Tatusiu, tatusiu! Witold podniósł córeczkę, przytulił mocno. Właśnie wtedy zrozumiał, że od teraz najważniejsze w jego życiu będzie szczęście tego dziecka. Jego dziewczynki, jego gwiazdeczki! Nigdy nie pozwoli, by ktoś ją skrzywdził!
Ludka śmiała się: Witku, rozpieszczasz nas! A Witold kupował swoim ukochanym kobietkom prezenty i patrząc w ich rozradowane oczy, czuł się szczęśliwy.
I jak to się stało, że Elżunka tak szybko dorosła? Przecież jeszcze wczoraj dreptała obok niego, trzymając się jego wielkiej dłoni, gdy prowadził ją do przedszkola. Odwracając jasną główkę, patrzyła na niego z dołu:
Tatusiu, jakiś ty wielki! Kupisz mi misia? Prawda? A wtedy Elżunka patrzyła na niego tak, że czuł się wszechmocny! A teraz skończyła szkołę, poszła na zaoczne studia i zaczęła pracować. Samodzielnie podjęła decyzję jego wychowanie dało efekty. Powiedziała:
Tato, czas, żebym była samodzielna. Praca od razu da mi doświadczenie, po co tracić czas? I Witold znów był dumny ze swojej Elżunki jaka ona mądra!
I nagle stało się coś nieoczekiwanego. Ludka upiekła ciasto, miała tajemniczy wyraz twarzy, jakby coś ważnego się wydarzyło. Witold myślał, że może córki chcą go o coś poprosić, może o nowy prezent. Ale nie! Okazało się, że sprawa jest zupełnie inna, o czym Witold nawet nie pomyślał. Przecież to za wcześnie, Elżunka dopiero skończyła dwadzieścia lat!
Tato uśmiechnęła się Elżunka, a potem strzepnęła z jego ramienia niewidzialny pyłek. Tato, chcę was z mamą z kimś poznać, tylko się nie denerwuj. Oskar jest wspaniały, myślimy o złożeniu wniosku. Ja Oskara dziś zaprosiłam na herbatę. O, właśnie dzwoni!
Ludka pierwsza podeszła, otworzyła drzwi: Dobry wieczór, proszę wejść, bardzo miło. Nazywam się Ludwika. A to tata Elżunki, Witold Grzegorowicz. Witold skinął głową, uścisnął dłoń Oskara, a w ustach nagle zaschło.
Ten typ przyszedł, aby zabrać jego córkę, jego Elżunkę, oto masz! Obcy mężczyzna zabierze jego jedyną córkę z domu!
Inny głos, głos rozsądku, powiedział mu a czego się spodziewałeś? Nie chcesz, by twoja córka była szczęśliwa? Chłopak wydaje się porządny, silna ręka, a ty co, wolałbyś, żeby całe życie mieszkała z rodzicami?
Ale Witold nie chciał słuchać głosu rozsądku. Od razu postanowił, że Oskar nie jest godny jego Elżunki, i koniec. I w jego głowie natychmiast zrodził się plan! Sprawdzi tego chłopaka, nie pozwoli skrzywdzić córki.
I w końcu, po kilku tygodniach, doczekał się. Witold siedział w służbowym samochodzie pod domem Oskara. Po tym, jak Oskar odprowadzał Elżunię do domu, Witold kilkakrotnie jechał za nim dyskretnie, pod pretekstem pracy.
A nagle on ma inną? Albo coś jest nie tak, a potem będzie żałował, że oddał córkę złemu człowiekowi. Przecież już złożyli wniosek, Elżunka szyje suknię, z Ludką planują wesele, kogo zaprosić…
I wreszcie Witold zobaczył, jak pod klatkę podszedł Oskar, a do niego podeszła dziewczyna z małą córeczką. Pocałował ją, zabrał torbę i wziął dziecko za rękę. Zniknęli w drzwiach! No proszę!
Witold wiedział, że Oskar nie jest tym, za kogo się podaje. Choć z drugiej strony… chłopak mu się nawet podobał. Wydawało mu się, że sam w młodości był tak samo otwarty i prostolinijny. Może na próżno uległ tej zawodowej podejrzliwości?
Elżunka powitała ojca radośnie: Tato, za tydzień nasz ślub! Dziś z Oskarem zamówiliśmy salę. Jestem taka szczęśliwa.
Witold patrzył na córkę i nie wiedział, co robić. Nagle poczuł wstyd, że śledził narzeczonego córki. A wtedy Elżunka dodała:
Tato, rodzice Oskara przyjeżdżają jutro. Wieczorem wpadną się przywitać, zatrzymają się u niego. A dzisiaj miała przyjechać jego siostra z córeczką, Natalia z innego miasta. Jej mąż jest w delegacji, dołączy później.
Na weselu Witold tańczył z Ludką jak młodzieniec. Postanowił, że dość już podejrzeń, to głupie, mieszać pracę z życiem osobistym.
A rok później ukochana córka Elżunka urodziła Witoldowi wnuka! Sergiusza! Nowo upieczony



