Wiesz, jak na Ciebie patrzy? Z miłością i podziwem, – z przyjemnością powiedziała córka

— Wiesz, jak na ciebie patrzy? Z miłością i zachwytem — wyrzuciła z siebie zadowolona z siebie córka.

Mikołaj wyszedł z łazienki, owinięty tylko ręcznikiem. Krople wody lśniły na wyrzeźbionych mięśniach klatki piersiowej. Nie mężczyzna, a marzenie. W piersi Anieli zakołatało słodko serce.

Mikołaj usiadł na skraju łóżka i sięgnął po nią, by pocałować. Odwróciła głowę.

— Nie, bo nigdy stąd nie wyjdę. Muszę iść. Zosia pewnie już w domu. — Aniela przytuliła policzek do jego ramienia.

Westchnął ciężko.

— Aniela, ile można? Kiedy powiesz córce o nas?

— Trzy miesiące temu nawet nie wiedziałeś, że istnieję, i żyłeś sobie świetnie. — Wstała i zaczęła się ubierać.

— Czuję, jakbym wcale nie żył, tylko czekał na ciebie. Nie potrafię bez ciebie…

— Nie dręcz mnie. Nie odprowadzaj. — Wymknęła się z pokoju.

Szła ulicą, starając się nie zauważać spojrzeń przechodniów. Zdawało jej się, że wszyscy wiedzą, skąd idzie. Mężczyźni patrzyli z zaciekawieniem, kobiety — z osądem.

Nic dziwnego. Miała wszystko — figurę, postawę, twarz z wyrazistymi oczami i pełnymi ustami. Ciemne, gęste włosy wymykały się spiętej spinką na karku. A ona chciała być niewidzialna.

***

Wyszła za mąż młodo, dwadzieścia lat, z wielkiej, odwzajemnionej miłości. Zaraz zaszła w ciążę. Mąż próbował namówić ją na aborcję. Mówił, że za wcześnie, że muszą stanąć na nogi, że jeszcze zdążą. Ale Aniela się nie ugięła. Urodziła zdrową dziewczynkę, licząc, że z czasem mąż się zmieni. Ale nigdy nie pokochał córki. Cóż, wielu mężczyzn jest obojętnych wobec dzieci.

Pewnego dnia zadzwoniła jakaś kobieta i podała adres, gdzie wieczorami bywał mąż Anieli. Nie rzuciła się tam od razu. Poczekała na niego i zapytała wprost. Najpierw wszystkiemu zaprzeczył, potem się tłumaczył, w końcu zaczął krzyczeć:

— Jakaś wariatka ci powiedziała, a ty od razu uwierzyłaś? Nie różnisz się od niej. Wychodzę, a ty pożałujesz…

Trzasnął drzwiami. Aniela nie chciała żyć, ale córka potrzebowała matki, więc przeżyła. Dwa tygodnie później nie wytrzymała. Poszła pod wskazany adres, stanęła za drzewem na podwórku i czekała. Niedługo później przeszedł obok jej mąż, pod rękę z młodą kobietą. Weszli do klatki.

Nazajutrz złożyła pozew o rozwód. Wiedziała, że nie potrafi wybaczyć — nie taki miała charakter. Oddała córkę do żłobka i wróciła do pracy.

Czasem pojawiali się w jej życiu mężczyźni, ale żaden nie wydał się na tyle wartościowy, by związać z nim życie. Dopiero po latach Mikołajowi udało się zdobyć jej serce. Wysoki, przystojny, w sam raz dla niej. Między nimi wybuchł gorący romans. Pewnego dnia Zosia zapytała, dlaczego tak się stroi.

— Na randkę — odparła półżartem, półserio.

— Aaa… — przeciągnęła znacząco córka.

Więcej nie pytała.

Figurą Zosia była podobna do matki, ale twarz miała zwyczajną. Wszyscy dziwili się, jak u tak pięknych rodziców urodziła się przeciętna córka. A Aniela była zadowolona. Piękno chlebem nie nakarmi, same z nim problemy.

Nigdy nie miała przyjaciółek. Nie przez nią — przez zazdrość innych dziewczyn. Bały się wyglądać przy niej blado. Może dlatego tak wcześnie wyszła za mąż — szukała w mężu przyjaciela.

— Za mało światowy, za prosty jak na ciebie, choć przystojny — mawiała matka.

***

— Zosia, jestem w domu! — zawołała Aniela, wchodząc do mieszkania.

— Odrabiam lekcje — odpowiedziała córka z pokoju.

Aniela przeb— Zdziwisz się, ale może właśnie w tej prostocie jest coś prawdziwego — szepnęła do siebie Aniela, patrząc, jak Piotr uśmiecha się do niej swoim ciepłym, szczerym spojrzeniem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + 7 =

Wiesz, jak na Ciebie patrzy? Z miłością i podziwem, – z przyjemnością powiedziała córka