**Dziennik, 15 czerwca 2023**
— To ty wszystko zaaranżowałaś, babciu? — zapytała Jagoda, patrząc na portret.
Po kłótni z mężem Jagoda nie spała całą noc. Czuła, że coś nie gra w ich związku, ale gdy wieczorem wrócił do domu i oświadczył, że kocha inną, nie była na to gotowa. Wyszedł, a ona długo szlochała, użalając się nad sobą.
Raz chciała go odzyskać. Ale znaczyłoby to wybaczyć zdradę. A Jagoda nie była pewna, czy potrafiłaby jeszcze ufać Dominikowi.
To znów marzyła o zemście, żeby i on cierpiał. Ale miłość nie znika od ręki, nawet po takim ciosie. Zostawiła tę myśl na później, skupiając się na tym, jak żyć dalej.
Tuż przed świtem przypomniała sobie, jak rodzice co lato wysyłali ją do małego miasteczka pod Łodzią, do babci, gdzie była szczęśliwa. Gdyby tak wrócić w przeszłość, znów stać się małą dziewczynką…
Ale babcia odeszła trzy lata temu. Jagoda nie pamiętała, by rodzice sprzedali mieszkanie. Może zostało w rodzinie? Trzeba zapytać mamę. Z tą myślą w końcu zasnęła.
We śnie zobaczyła park niedaleko domu babci. Ta, w kremowym płaszczu i słomkowym kapeluszu, siedziała na ławce i patrzyła, jak Jagoda bawi się z jakimś chłopcem i szczeniakiem.
— Wiedziałam, że przyjedziesz. Czekałam — nagle powiedziała babcia, patrząc prosto na nią. Nie na tamtą małą Jagodę, lecz na dorosłą kobietę.
Obudził ją ten wzrok. Sen był tak żywy, że jeszcze długo czuła obecność babci.
Im więcej o tym myślała, tym bardziej była pewna: to znak. Jeśli babcia na nią czeka, trzeba jechać.
— Mamo, co stało się z mieszkaniem babci? Nikt tam nie mieszka? — spytała wieczorem.
— Nie sprzedaliśmy. Babcia zostawiła list — mówiła, że zostawia je tobie.
— Mogę tam pojechać? — ucieszyła się Jagoda.
— Po co? Co ty będziesz robić w tym miasteczku? — mama wzruszyła ramionami.
— Nie wytrzymam tu dłużej. Muszę odetchnąć, przemyśleć wszystko…
Mieszkanie, w którym żyli z Dominikiem, było jego własnością. Nie mogła tam zostać, więc zamieszkała u matki. Dwa lata samodzielności, a teraz wracała pod jej skrzydła i nieustanne rady: *„Wybaczy mu, takiego męża drugi raz nie znajdziesz”*.
— Klucze są?
Mama znalazła je w szufladzie.
— Masz. Ale po co ci to? Pracę masz…
Nazajutrz Jagoda, z miną nieszczęśnicy, złożyła podanie o urlop. Szefowa, współczując, machnęła ręką: *„Wszyscy faceci to dranie”*.
Spakowała się i wsiadła w pociąg. Po pięciu godzinach taksówka zatrzymała się przed starym blokiem. Drżącą dłonią przekręciła klucz w drzwiach.
Zapach stęchlizny i wspomnień. Bez babci wszystko wydawało się obce. Otworzyła okna, zaczęła sprzątać, aż padła na kanapę. Nie było już sił na rozpamiętywanie.
Kiedy zebrała się pod prysznic, rozległ się piskliwy dzwonek.
Za drzwiami stała pulchna kobieta po pięćdziesiątce — Irena, sąsiadka.
— Jesteś Jagódka? To ja, Irena! Pamiętasz? Mój Rafał bawił się z tobą! — mówiła bez przerwy, nie czekając na odpowiedź. — Syn się żeni, kupilibyśmy to mieszkanie. No ale skoro wróciłaś…
Jagoda ledwo pozbyła się gadatliwej gości. Głowa ją rozsadzała. Następnego dnia, gdy kapiący kran doprowadził ją do rozpaczy, poprosiła o pomoc męża Ireny — Wiesława.
Gdy naprawił usterkę, usiedli do herbaty. Nagle — znowu ten dzwonek.
— Co to, dwie filiżanki? Kogoś ukrywasz? — Irena wpadła jak burza, przeszukując mieszkanie. Wiesław zniknął — pewnie uciekł przez balkon.
— Może kanałami? — rzuciła Jagoda, co na moment zamknęło usta Irenie.
Później Wiesław wyskoczył zza zasłony:
— Powiem jej, żem po papierosy poszedł.
Jagoda osunęła się ze śmiechu. *„To już koniec pomocy od Wiesia”*.
Wyszła na miasto, by ochłonąć. Gdy wracała, nie patrząc na światła, o mało nie wpadła pod samochód.
— Życie ci niemiłe? — krzyknął kierowca, pomagając zebrać rozsypane zakupy.
Okazało się, że to Rafał — chudy chłopiec z dzieciństwa, teraz wysoki mężczyzna. Odwiózł ją do domu.
— Ty tu mieszkasz? — zdziwił się, gdy kazali zatrzymać się przed jego blokiem.
Rozmawiali godzinami, aż przerwał im dzwonek.
— Rozwalę to! — warknęła Jagoda.
Irena, widząc syna, wpadła w szał:
— Najpierw Wiesiek, teraz Rafał! Znasz się na mężczyznach!
Rafał, znający matkę, spokojnie wyprowadził ją z mieszkania.
Jagoda odetchnęła. *„Ot, zemsta na Dominiku — nawet niechcący”*.
Spojrzała na zdjęcie babci. Ta jakby mrugnęła do niej okiem.
— To ty to uknułaś, babciu?
Nazajutrz Rafał przyszedł z nowym dzwonkiem. Nie było już męczącego pisk— Tak, kochanie, to ja — odpowiedziała babcia z portretu, a jej oczy błysnęły żywym światłem, jakby na potwierdzenie, że czas najwyższy, by Jagoda napisała swój własny, szczęśliwszy rozdział.



