Maria Kowalska otarła spocone dłonie, jęknęła z bólu w krzyżu i podreptała otworzyć drzwi. Dzwonek rozbrzmiewał cicho, lecz uparcie to już było trzecie pukanie. Akurat myła szyb w kuchni, więc nie od razu zdążyła dojść do przedpokoju. Za drzwiami stała młodziutka dziewczyna, śliczna jak wiosenny poranek, lecz blada i wyraźnie wyczerpana.
Proszę pani, słyszałam, że może pani wynająć pokój?
O rety, znowu ci sąsiedzi kogoś na mój kark wysyłają! Nie wynajmuję, nigdy nie wynajmowałam.
Mówili mi, że ma pani trzy pokoje pustostany.
No i co z tego? Przywykłam sama sobie gospodarować.
Przepraszam… Powiedziano mi, że pani to osoba głęboko wierząca, więc pomyślałam…
Dziewczyna odwróciła się szybko, by ukryć łzy, i zaczęła schodzić po betonowych schodach. Jej wątłe ramiona drżały jak listki osiki.
Wracajże, dziecko! Przecież cię nie wyganiam! Oj, ta dzisiejsza młodzież, wszystko do serca bierze. Chodź do środka, pogadamy. Jak ci na imię? Możemy przejść na „ty”?
Weronika.
„Wiosenna”, co? Ojciec pewnie ogrodnik?
Nie mam ojca. Wychowałam się w domu dziecka. Matki też nie znałam. Znaleźli mnie w bramie, zawiniętą w gazety.
No to chodź, herbatę ci zrobię. Głodna jesteś?
Nie, kupiłam sobie drożdżówkę.
Drożdżówkę! Oj, młodzi, nie myślą o zdrowiu, a potem w trzydziestce wrzody żołądka. Siadaj, mam jeszcze ciepłą kapuśniak. I herbatę z cytryną. Za dużo gotuję mąż odszedł pięć lat temu, a ja wciąż robię porcje jak dla dwojga. Zjemy, a potem pomożesz mi dokończyć okna.
Pani Mario, może coś innego? Mam zawroty głowy od wysokości jestem w ciąży.
No proszę! Tylko tego mi brakowało. Powiedz szczerze dziecko ślubne?
A dlaczego nie? Jestem mężatką. Z Darkiem z domu dziecka. Ale teraz służy w wojsku. Był niedawno na przepustce. A nasza gospodyni, jak się dowiedziała, że spodziewamy się dziecka, od razu nam wypowiedziała. Dała tydzień na wynosiny. Mieszkaliśmy niedaleko stąd. Ale jak widać, niewiele to dało.
Maria westchnęła ciężko.
No tak… I co ja z tobą zrobię? Może łóżko przenieść do pokoju po Janku? Dobra, zostaniesz w moim. Pieniędzy nie chcę, nawet nie zaczynaj. Idź po swoje rzeczy.
Nie mam daleko. Wszystkie nasze rzeczy z Darkiem są w torbie pod bramą. Tydzień minął, więc od kilku dni chodzę od domu do domu z tym dobytkiem.
I tak zostały we dwie… Weronika kończyła szkołę krawiecką. Maria Kowalska od kilku lat była na rencie po wypadku w zakładzie pracy, więc siedziała w domu, szydełkując serwetki, kołnierzyki i dziecięce skarpetki, które sprzedawała na pobliskim bazarze. Jej wyroby były misternie wykonane ażurowe jak mgiełka nad jeziorem, zawsze znajdowały nabywców. Pieniędzy starczało. Część dochodu szła też z warzyw z przydomowego ogródka. W soboty pracowały tam razem z Weroniką. W niedziele Maria szła na mszę, a Weronika zostawała w domu, czytała listy od Darka i odpisywała. Do kościoła chodziła rzadko, nie miała w zwyczaju. Często skarżyła się na ból pleców i zawroty głowy.
Pewnej soboty, gdy przygotowywały ogród na zimę, Weronika szybko się zmęczyła. Maria posłała ją do domu, by posłuchała starych płyt z mężem nagrywanych. Sama została palić suche gałęzie, zamyślona patrzyła w ogień. Nagle usłyszała krzyk:
Mamo! Mamusiu! Biegnij szybko!
Z zapartym tchem, zapominając o bolących stawach, Maria pobiegła do domu. Weronika trzymała się za brzuch, twarz wykrzywiona bólem. Sąsiad zawiózł je starym „Maluchiem” do szpitala. Weronika jęczała:
Mamusiu, tak boli! Ale to za wcześnie, dopiero w połowie stycznia powinnam rodzić! Mamo, módl się za mnie, ty to umiesz!
Maria płakała, szepcząc modlitwy przez łzy.
Z izby przyjęć zabrano Weronikę na salę. Sąsiad odwiózł zrozpaczoną kobietę do domu. Całą noc modliła się do Matki Boskiej Częstochowskiej. Rano zadzwoniła do szpitala.
Wszystko w porządku z córką. Najpierw was wołała i Darka, ale potem się uspokoiła. Lekarz mówi, że nie ma zagrożenia, ale musi poleżeć. Ma niedokrwistość. Niech pani dopilnuje, by dobrze jadła.
Gdy Weronika wróciła, siedziały do późna, rozmawiając. Weronika ciągle opowiadała o Darku.
To nie jest zwykły chłopak. Sierota. Razem dorastaliśmy w domu dziecka. Najpierw byliśmy przyjaciółmi, potem pokochaliśmy się. On zawsze się mną opiekował. To coś więcej niż miłość. Patrz, jak często pisze. Chcesz zobaczyć jego zdjęcie? O, tutaj, drugi z prawej.
Przystojny… Maria nie chciała urazić Weroniki. Od dawna potrzebowała nowych okularów. Na zdjęciu stało kilku żołnierzy, obrazek był mały i niewyraźny. Nie widziała ani drugiego, ani trzeciego tylko zamazane kontury.
Weroniko, dlaczego w ogrodzie nazwałaś mnie mamą?
Tak wyszło… Ze strachu. W domu dziecka wszystkich dorosłych nazywało się mamą i tatą. Już się oduczyłam. Ale gdy się boję, znów mi się wymyka. Przepraszam.
Rozumiem… Maria westchnęła z wyraźnym rozczarowaniem.
Ciociu Marysiu, opowiedz o sobie. Dlaczego nie masz zdjęć męża, dzieci? Nie miałaś?
Miałam synka, ale odszedł, nim skończył rok. Po wypadku nie mogłam mieć więcej dzieci. Mój mąż był dla mnie jak dziecko rozpieszczałam go. Był moim całym światem. Jak pochowałam go, schowałam wszystkie zdjęcia. Choć wierzę, to trudno było patrzeć. Więc schowałam, by nie płakać. Teraz modlę się za niego. Weroniko, pokaż to zdjęcie Darka powiększymy i oprawimy. Muszę gdzieś mieć ramki.
W Wigilię przygotowywały wieczerzę, ozdabiały dom, rozmawiały o Bożym Narodzeniu. Weronika ciągle się wierciła, masując plecy.
Coś jesteś niespokojna. Dl



