Zofia wydawała córkę za mąż. Gości było niewielu, około trzydziestu pięciu, głównie krewni i przyjaciele pana młodego.
Jej córka, Kinga, była piękna jak każda panna młoda. Dla Zofii jej wczesne małżeństwo w wieku dziewiętnastu lat było zaskoczeniem. Mimo wszystko miała nadzieję, jak wszystkie matki posłusznych i dobrych dziewcząt, że Kinga najpierw skończy studia, a dopiero potem…
Ale stało się, jak się stało. Córka była na drugim roku, narzeczony, Marek, na ostatnim. Postanowili się pobrać i koniec. Marek uważał, że życie bez ślubu to nonsens — jego dziewczyna zasługiwała, by od razu zostać jego żoną na zawsze!
Były mąż Zofii, ojciec Kingi, nie przyszedł na wesele, choć został zaproszony. Co prawda, podarował córce pewną sumę pieniędzy — za to przynajmniej dziękowała. Minęło już pięć lat, jak odszedł z rodziny, nie garnął się do kontaktu z córką, ograniczał się do alimentów przesyłanych przez księgowość.
Wesele było w pełni. Wszystko układało się znakomicie, wodzirej znał swoje rzemiosło. Zofię niepokoił tylko jeden z gości, podobno daleki krewny Marka, który nie spuszczał z niej wzroku. Gdziekolwiek się w sali znalazła, czuła na sobie jego spojrzenie. To było jak wiercenie dziury wzrokiem. Zirytowała się nawet — jak ten chłopak śmie tak na nią patrzeć?
Rozległy się dźwięki walca, rzadkiego na współczesnych młodych weselach, bo mało kto już umie go tańczyć.
Zofia kochała walce, więc z radością ruszyła w wir tańca właśnie z tym chłopakiem, na którego jeszcze pięć minut temu była zła za jego natarczywe spojrzenia. Tańczył jak anioł. Byli najpiękniejszą parą w środku koła. Zofia i tak zawsze dobrze wyglądała, ale tego wieczoru mogła uchodzić za siostrę, nie matkę panny młodej. Elegancka, szmaragdowa suknia opływała jej smukłą sylwetkę, niedbało-modna fryzura i błysk w oczach czyniły ją nieodpartą.
— Gdzie ty się tak nauczyłeś tańczyć? — spytała, gdy odprowadzał ją po walcu.
— Przez lata trenowałem tańce towarzyskie. Mam wprawne oko, od razu wiedziałem, że nikt tu nie tańczy lepiej od pani — odparł z uśmiechem.
Wszystkie kolejne tańce Kamil — tak się przedstawił — tańczył tylko z Zofią. Nie odstępował jej na krok, by nie przegapić żadnego utworu. Zofii lekko kręciło się w głowie od wypitego szampana i uczucia niezwykłej lekkości, jak za młodych lat.
— No i co z tego, że młody? Dziś potańczę do upadłego, bo kiedy jeszcze będę miała okazję? — myślała.
Po ślubie Kinga wyprowadziła się od matki do męża. Na razie wynajmowali mieszkanie. Zofia skończyła tygodniowy urlop i wróciła do pracy w ośrodku pomocy społecznej. Była zaskoczona, gdy pewnego dnia po wyjściu z budynku zobaczyła Kamila z bukietem kwiatów.
— Co ty tu robisz? I jeszcze z kwiatami? Jutro cały zespół będzie się ze mnie śmiał, pytając, w której klasie gimnazjum jest mój adorator! — oburzyła się.
— Już pracuję po studiach. Mój dzień kończy się godzinę wcześniej i… zapragnąłem panią zobaczyć. Adres w pracy wyciągnąłem od Kingi. A wcale nie wyglądam tak młodo przy pani, mam dwadzieścia pięć lat, proszę pamiętać — odparł urażony.
— A ja czterdzieści, czujesz różnicę? Mówię ci uczciwie — nie szalej za mną! Szkoda twojego czasu! Rozejrzyj się, tyle młodych i ładnych dziewczyn wokół — Zofia zdecydowanie ruszyła w stronę przystanku.
— Czterdzieści? Niemożliwe! Nawet jeśli… to nic nie zmienia. Będę kochał panią w każdym wieku i nikt mi tego nie zabroni, nawet pani! Uwierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, gdy zobaczyłem panią na weselu… i przepadłem — mówił pośpiesznie, idąc za nią.
Kamil zaczął spotykać Zofię każdego dnia. Dojeżdżał z nią autobusem do domu, a potem wracał do siebie. Nie wymagał niczego, był uprzejmy i pełen szacunku.
Co tu ukrywać? Zofię pochlebiała ta adoracja, ale zdawała sobie sprawę z różnicy wieku. Nie chciała psuć mu życia — powinien poznać młodą dziewczynę.
Jakkolwiek go odtrącała, w końcu ich relacje zaczęły się rozwijać, a Kamil okazał się człowiekiem wrażliwym, uczciwym i dojrzałym. Gdy Zofia zachorowała na zapalenie płuc, zajął się nią. Właściwie to on ją wyleczył. Wtedy zrozumiała, że jego uczucia są prawdziwe.
Nie wytrzymała naporu tych emocji i poddała się zwycięzcy. A która kobieta by wytrzymała?
Kamil oświadczył się jej.



