Ślubu nie będzie
Dlaczego dziś jesteś taki cichy? zapytała Agnieszka. Przecież mieliśmy ustalone: w sobotę jedziemy wybierać meble do sypialni. A ty jakiś przygaszony… Co się dzieje?
Paweł wiedział: albo teraz, albo nigdy. Ale musiał powiedzieć właśnie teraz.
Aga Chciałem o czymś porozmawiać. O ślubie.
Agnieszka długo czekała na tę rozmowę. Razem z Pawłem ustalili, że wesele będzie skromne, ale widziała, że Paweł chciałby dla niej prawdziwe przyjęcie, z wieloma gośćmi, kamerzystą, organizatorem Jak ona wyczekiwała tej rozmowy!
Tylko nie owijaj w bawełnę. Chyba wiem, co powiesz uśmiechnęła się Agnieszka.
Tymczasem Paweł wypalił:
Odłóżmy Odłóżmy ślub.
To nie była rozmowa, której się spodziewała.
Odłóżmy? Agnieszka oniemiała. Skąd taka nagła decyzja? Dlaczego? Przecież dopiero co wybierałeś zaproszenia Rozmawialiśmy, kogo zaprosić! Zmieniłeś zdanie, nie chcesz się już ze mną żenić??
Jak w jakimś melodramacie zaraz wyzna, że już nie czuje tego, co kiedyś.
Ale Paweł znowu odpowiedział niezgodnie ze scenariuszem.
Wiesz, z kasą jest teraz ciężko mruknął. W pracy zalegają z wypłatą. Nie udaje nam się nic odłożyć. Zresztą Mieszkanie razem mamy dopiero od pół roku. Może trochę za szybko, co?
Za szybko? szepnęła Agnieszka, zdruzgotana. Paweł, chodzimy ze sobą już trzy lata! Trzy lata związku i pół roku wspólnego mieszkania dla ciebie to za szybko?
Paweł przestał już wyglądać na przestraszonego.
Aga, nie zaczynaj. Nie chcę kłótni. To nie zmiana zdania, tylko przerwa. Nie przestałem chcieć z tobą być, ale ślub to duże koszty.
Dobrze To może zróbmy tylko cywilny, we dwoje, a potem impreza w gronie przyjaciół.
Aga, to nie będzie prawdziwy ślub.
I niech go szlag!
Ale przecież o tym marzyłaś
Przeżyję!
Dziwne te jego wymówki.
Aga
Powiedz szczerze. Coś się stało? Nie jesteś już pewien, że mnie kochasz? A może poznałeś kogoś innego? Bo ślub jest za drogi brzmi mało przekonująco.
Paweł pokręcił głową.
Nie, Aga, przysięgam. Po prostu chcę, żeby wszystko było idealnie, rozumiesz? Teraz nie mogę tego zapewnić. A i mieszkanie razem przez pół roku to jeszcze mało. Trzeba sprawdzić, czy naprawdę do siebie pasujemy
W tym, co mówił, dało się znaleźć sens Brzmiał przekonująco, ale intuicja Agnieszki alarmowała. Rzadko się zdarzało, by Paweł z taką skrupulatnością próbował ją do czegoś przekonać. A to właśnie on pośpieszał z ustaleniem daty!
Agnieszka udawała więc, że mu wierzy.
Odtąd Paweł już nie był normalnym chłopakiem nagle stał się ideałem: pilnował nawet najdrobniejszych rzeczy, których dotąd nie zauważał, jakby chciał odkupić winy za odwołany ślub. W sklepie zawsze pytał ją o zdanie, mył naczynia bez słowa Ale chodził posępny, nie tylko zamyślony, lecz wyraźnie przygnębiony, często wzdychał w nocy, wpatrując się w sufit, a na jej pytania odpowiadał: To nic, po prostu zmęczony.
Agnieszka starała się nie naciskać. Potem, potem, potem powtarzał jej wewnętrzny głos.
Po mniej więcej dwóch tygodniach zaproszono ich do rodziców Pawła. Agnieszka długo się wykręcała. Po prostu nie miała ochoty jechać. Poza tym Paweł nie poruszał już tematów ślubu, a jego rodzice na pewno będą pytać niezręczna sytuacja.
Nie było jednak wyjścia, pojechali.
Oczywiście, temat ślubu się pojawił.
No więc kiedy zdecydujecie się sprawić nam radość? spytała jego mama, kiedy ojciec poszedł do salonu oglądać telewizję. Mamy już nawet upatrzone miejsce na przyjęcie. Sala na dwadzieścia osób. Na kiedy rezerwować?
Paweł z tak kwaśną miną jak Agnieszka spuścił oczy. Co tu rezerwować? Niczego nie będzie.
Mamo, przecież mówiliśmy. Przesunęliśmy wymamrotał.
Przesunęliście? Dlaczego? Brak pieniędzy, tak? Pawełku czemu nie pomyślałeś o tym wcześniej jako mężczyzna?
Po obiedzie, gdy panowie z zapałem rozkładali rozkręconą i nie naprawioną wieżę z głośnikami, Agnieszka poszła się ogarnąć do łazienki.
Czysto jak na oddziale chirurgicznym. Ani pyłku. Żadnej kosmetyki poza żelem pod prysznic i szamponem. Teściowa wszystko trzyma w pokoju. Zawsze ją to dziwiło, że jej się chce za każdym razem nosić wszystko do łazienki.
Agnieszka przemyła twarz ręcznikiem i wtedy usłyszała… Ta łazienka miała to do siebie, że przez cienką ścianę dobrze niosło szeptane sekrety. Paweł wrócił do kuchni i rozmawiał z mamą. Usłyszała…
Pawle, ty się nie zastanowiłeś, czy czasem nie lepiej byłoby się z Agnieszką rozstać?
Agnieszka zamarła, wycierając brodę. Co? Nie zamierzała oszukiwać się, że się przesłyszała. Ostrożnie przycisnęła ucho do kafelków.
Mamo, przecież mówiłem. Odłożyliśmy. Ale nie rozstajemy się.
Odkładanie to tylko wymówka! syknęła Krystyna, matka Pawła. Widzę, jak się męczysz. Po co ci ona? Przecież to nie żona. Żona powinna słuchać męża… A ta? Po co się żenić, jak za rok rozwód?
Ale ja ją kocham, mamo powiedział Paweł cicho.
Agnieszka nawet przez chwilę wzruszyła się.
Ale następne zdanie matki momentalnie pozbawiło ją sentymentów.
Ty mówisz, że ją kochasz? Sprytna z niej dziewczyna, Pawle. Zauważ! Jeszcze nie żona, a już cię nastawia przeciw nam. Przestałeś pomagać siostrze, nie przyjeżdżasz na działkę Ona cię zmienia. I nie na lepsze.
Agnieszka nadal nie słyszała żadnego momentu, gdyby próbowała nastawić Pawła przeciw rodzicom. Przeciwnie, zawsze zachęcała go, by dbał o rodzinę, bo wiedziała, jak to dla niego ważne.
Nagle zrozumiała: ślub jest odkładany nie dla pieniędzy, tylko przez jego mamę, która kłamie jej prosto w oczy i nie chce ślubu!
Agnieszka szybko wróciła do kuchni.
Och, Agnieszka już wyszła! Właśnie ustalałyśmy, że nie ma co zwlekać z formalnościami. Młodzi są młodzi, ale uważam, że ślub bez papierka to nic.
Jakie to miłe z jej strony.
Oczywiście, pani Krystyno powiedziała Agnieszka. Nie będziemy długo odkładać. Jak tylko trochę oszczędzimy do urzędu. Prawda, Pawle?
Tak, Aga, praktycznie już jesteśmy po ślubie potwierdził on.
Tej nocy, gdy wracali do domu, Paweł próbował ją objąć, ale Agnieszka odsuwała się za każdym razem. Nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. Czy jest sens pytać wprost? Jeśli Paweł nie odszedł z powodu żądań matki, to… pewnie ją kocha. Ale ślub i tak odwołał.
Zachowywałeś się dziwnie, kiedy twoja mama zaczęła mówić powiedziała, patrząc na znikające w oddali światła Mostu Grunwaldzkiego.
Ja? Nie, po prostu naciska na ślub i…
Nie kłam. Wcale nie naciska na ślub. Ona go nie chce. Powiedziała, że nastawiłam cię przeciw niej. I że powinniśmy się rozstać.
Paweł nerwowo złapał za kierownicę.
Podsłuchałaś? Aga, mama się martwi, że po ślubie o niej zapomnę. Klasyk. Nie bierz do siebie. Przejdzie jej.
Agnieszka nie przejęła się słowami teściowej, która nie chce puścić syna spod skrzydeł. Martwiły ją jednak słowa Pawła. Nie stanął w jej obronie. Przystał na wszystko, by uniknąć kłótni z matką.
Temat ślubu pozostał otwarty. Paweł dalej chodził z posępną miną, a gdy Agnieszka napomykała o przyszłości, padało zawsze: Może potem…
I wtedy Agnieszce trafił się nieblokowany telefon Pawła.
Zerknę tylko na godzinę tłumaczyła się w myślach Nie będę czytać wiadomości. No, chociaż jedno oko…
Na ekranie widniało powiadomienie od jego siostry, Weroniki. Weronika była tylko dwa lata młodsza od Agnieszki, ale zachowywała się, jakby dalej miała dwanaście. Bez pracy, bez studiów, mieszkała z rodzicami na ich koszt.
Wiadomość była wymowna:
Wiadomo, kasy nie dostanę. Jesteś pod pantoflem. Żyj sobie z nią dalej, skoro byle laska ważniejsza od rodziny.
Agnieszka przeczytała raz, potem drugi. Znowu pod pantoflem.
I przypomniało jej się
Jeszcze zanim przełożyli ślub, Weronika znów prosiła Pawła o kasę. Agnieszka nie wytrzymała:
Paweł, ona ma dwadzieścia siedem lat, siedzi u rodziców i prosi ciebie na swoje rozrywki. Może pora, by zaczęła sama zarabiać? Nasz budżet nie jest z gumy.
I pewnie by się nie wtrącała, gdyby nie fakt, że do wspólnej kasy dokłada po równo z Pawłem, a sponsorować jego rodzinę się nie umawiała. Paweł się wtedy zgodził niechętnie, ale przyznał rację: tak, masz rację, Aga, czas przestać.
Teraz wiedziała już, kto podjudza rodzinę przeciwko niej.
Wzięła telefon Pawła, skopiowała SMS od Weroniki i wysłała go sobie na Messengerze, żeby mieć dowód. Potem ostrożnie odłożyła telefon na miejsce.
Paweł trzepał buty w przedpokoju:
Kupiłem chleb i twoją ulubioną czekoladę z orzechami. Pomyślałem, Aga, może jednak powinniśmy iść…
Paweł przerwała mu Agnieszka.
No Paweł. A może spodziewałaś się kogoś innego? zażartował, ale Aga nie podchwyciła żartu.
Co ci pisze Weronika? zapytała.
Paweł przypomniał sobie, że najlepiej atakować pierwszy, żeby nie dać się zepchnąć pod ścianę, więc natychmiast się obraził.
Ty mi grzebiesz w telefonie, kiedy mnie nie ma??
Klasyczna obrona. Próba odwrócenia uwagi.
Nieważne, Paweł, chcę tylko wyjaśnienia. Teraz.
Paweł długo milczał, jego twarz zmieniała kolory od złości po panikę.
Daj spokój, Aga. Ona się obraża, bo jest jeszcze dziecinna.
Obraża się na co? Że kazałam jej dorosnąć? doprecyzowała Agnieszka.
No wiesz, przywykła, że brat jej zawsze da. A odzwyczaić się od darmowej kasy ciężko. Przestanie, nie martw się.
Ale nakręciła rodziców przeciwko mnie, prawda?
No tak przyznał Paweł. Próbowałem tłumaczyć, że to nasze pieniądze, że Weronika powinna sama A mama wpadła w szał: Agnieszka cię omotała, odwróciłeś się od rodziny dla niej! Ale ja tak nie myślę
Ale odwołałeś ślub Rozumiem. To ona podburzyła całą twoją rodzinę. Nie zamierzam już z nimi utrzymywać kontaktu. A ty? Ty chcesz wziąć ze mną ślub? Czy tylko odwlekasz sprawę, bo boisz się postawić matce?
Jasne, że chcę być z tobą! Tylko teraz nie mogę. Może potem jak wszystko ucichnie
No i wszystko jasne.
Wiesz, Paweł, ja też doszłam do wniosku Nie chcę być żoną faceta, który nie jest pewien swoich uczuć i trzęsie się przez kaprys własnej siostry. Dobrze, że ślub odwołaliśmy.



