Wczoraj mój chłopak powiedział mi:

Wiesz co, muszę Ci się wygadać, bo to już mnie naprawdę przytłacza. Wczoraj Tomek znowu wyskoczył z tekstem:

W sobotę chłopaki się u mnie zbierają, mogłabyś pojechać do rodziców?

Przysięgam, zamarłam z kubkiem herbaty w ręce.

Tomku, znowu…? pytam.

No tak, raz w miesiącu się spotykamy, przecież wiesz rzucił tak, jakby to było coś zupełnie normalnego.

Fakt, wiem. Raz na miesiąc jego koledzy przychodzą do nas na planszówki. I za każdym razem prosi mnie, żebym spędziła noc poza naszym mieszkaniem. Mieszkamy razem od dwóch lat. Ja mam trzydzieści jeden lat, on trzydzieści cztery. Wszyscy jego kumple mają podobny wiek, większość partnerki czy żony. Ale tylko ja muszę się wynosić, jak jest męska impreza.

I jadę wtedy do babci, do rodziców, albo nocuję u przyjaciółki serio, czuję się jak dzieciak, którego odsyłają na noc do cioci, kiedy dorośli chcą pobawić się sami. I powiem Ci szczerze, to jest zwyczajnie upokarzające.

**Pierwszy raz „męski wieczór”**

To zaczęło się półtora roku temu, niedługo po tym, jak się wprowadziliśmy do siebie. Tomek rzucił:

W sobotę przyjeżdżają chłopaki, planszówki, piwko, możesz gdzieś się przechować?

Pytam zdziwiona:

Czemu? Przecież to nasze mieszkanie.

No, taki dzień bez dziewczyn. Chłopięcy wieczór, żebyśmy sobie pogadali na luzie wyjaśniał.

A inne partnerki też się wynoszą? dopytałam.

Nie, ale oni nie mieszkają razem. A Ty ze mną, to byłoby Ci niekomfortowo.

Myślę sobie: Dobra, niech się chłopaki rozluźnią za pierwszym razem. Pojechałam do przyjaciółki. Wrócił zadowolony:

Dzięki, że pojechałaś. Było super.

Minął miesiąc. Znowu:

W sobotę planszówki, mogłabyś do rodziców?

Pojechałam do rodziców.

Następny raz do babci.

Kolejny miesiąc do Zosi.

I tak przez półtora roku raz w miesiącu pakuję się i opuszczam własny dom na rzecz męskiego wieczoru.

**Co w tym wszystkim mnie uwiera?**

Dopiero niedawno odkryłam, że żadne inne dziewczyny nie są przeganiane z własnych domów, kiedy chłopaki się spotykają. Zapytałam Olę, dziewczynę Michała kumpla Tomka:

Olu, a Ty co robisz jak grają w planszówki?

Ona trochę zdziwiona:

Nic. Siedzę w salonie, czytam książkę, oni ładnie zamykają się w pokoju. Częstują mnie herbatą jak mam ochotę.

Nikt Cię nie prosi, żebyś wyjechała?

Po co? To też mój dom.

Rozmawiałam z dwiema innymi dziewczynami żadna nie wyjeżdża. Tylko ja. Nie mogłam tego zostawić.

Pytam Tomka:

Czemu dziewczyny mogą zostać, a Ty zawsze prosisz mnie, żebym wychodziła?

Zamyślił się:

One mają mieszkania dwupokojowe albo większe, więc dziewczyny są w jednym pokoju, chłopaki w drugim. My mamy kawalerkę pewnie miałabyś niewygodnie.

Ale ja się mogę zaszyć na kanapie, ubrać słuchawki i czytać książki…

Ale wiesz, lepiej żebyś pojechała. Wszyscy się wtedy swobodniej czujemy.

„Wszyscy” to znaczy Tomek i jego kumple. Ja się coraz bardziej czuję, jak nie u siebie. I to mnie właśnie boli najbardziej.

**Za każdym razem czuję się obco**

Za każdym razem, gdy zbieram manatki na noc czuję się obco w swoim domu. Płacę połowę czynszu, to jest również moje mieszkanie, a raz w miesiącu muszę je opuścić, żeby im nie przeszkadzać.

Jadę do babci, a ona z troską:

Coś się pokłóciliście?

Nie babciu, po prostu Tomek zaprosił kolegów.

To czemu Ty nie możesz być w domu?

Strasznie głupio mi to jej tłumaczyć, że mój facet mnie wyprasza, bo mu wygodniej.

Jadę do rodziców, mama już się śmieje:

Wczoraj byłaś, znów przyjechałaś?

U Tomka męski wieczór mówię.

Mama nic nie mówi, tylko patrzy wymownie…

**Najbardziej boli podwójna moralność**

Tomek zawsze powtarza, że jestem niekłopotliwa. Że ma farta, bo inne dziewczyny chcą restauracji, prezentów, wyjazdów na urlop.

Inni dwa razy w tygodniu chodzą do knajpy, a Ty nie wymagasz, jesteś wyrozumiała!

Fakt, nie wymagam. Do kawiarni iść lubię, stołujemy się na mieście raz na miesiąc. Przez dwa lata razem ani razu nie pojechaliśmy na wspólne wakacje.

Inni latają co pół roku po świecie, a Ty nie narzekasz. Szanuję to słyszę.

Tyle tylko, że on zarabia dobrze, kasa na pewno jest! A kiedy raz w miesiącu zaproponuję, żeby po prostu zostać w domu, już jestem wymagająca.

No przecież możesz wyjechać raz w miesiącu, to nie taka tragedia.

Dla niego łatwe. Spakować się, opuścić własny dom, nocować u bliskich, bo facet potrzebuje wieczoru „bez kobiet”.

Nie żądam restauracji, nie błagam o wyjazdy. Poprosić o prawo zostać u siebie to już przesada.

**Co mówi teściowa głos rozsądku**

Ostatnio dowiedziała się o tym jego mama i mówi:

Dlaczego Ty wyjeżdżasz? To jest też Twój dom! Zostań, poznaj kolegów Tomka!

Tłumaczę jej:

Oni mają dzień bez kobiet, nie czułabym się na miejscu.

Pokręciła tylko głową:

Jesteś jego kobietą i powinnaś być częścią jego życia, jego znajomych. Jakby Cię przed kolegami ukrywał to dziwne.

Ma rację. Jesteśmy parą dwa lata, a jego kumpli to właściwie nie znam. Widziałam ich raz-dwa, jak wchodzili, bo zaraz wychodziłam.

Prawda jest taka, że po prostu zamykam się w sobie przy nowych osobach. Wstydzę się. Łatwiej wyjechać, niż wytrzymać cały wieczór na kanapie wśród obcych, nawet gdy to mój dom. A może boję się, co sobie pomyślą: Czemu ona wychodzi? Tomek ją wygonił?

**A co jeśli on nie jest im aż tak bliski?**

Ostatnio dowiedziałam się jeszcze ciekawszej rzeczy. Jak Tomek nie może przyjść, bo ma np. obowiązki w pracy albo jest chory, to jego koledzy i tak się spotykają bez niego, nawet go nie zapraszają.

Ale jak to, bez Ciebie?

Odmówiłem, więc się zebrali.

Nie zaprosili Cię?

Nie… Może zapomnieli.

Zapomnieli albo nie uznali za konieczne.

Poza tym, trzech już brało ślub i Tomka nie zaprosili na żadne wesele.

Czemu nie byłeś na ślubie Michała?

Nie wiem, pewnie mieli mały budżet…

Może po prostu nie są tak blisko, jak Tomasz by chciał? On ich zaprasza do siebie, wygania mnie z mieszkania przez nich, a oni nawet na wesele nie zawołają.

**Dlaczego boję się o coś poprosić**

Od paru dni analizuję sama ze sobą: czemu ja nie proszę o wyjazdy, kolacje, o nic? Dlaczego bez wahania się zgadzam wyjeżdżać z własnego domu co miesiąc?

Bo się boję. Bo boję się, że jak cokolwiek zacznę egzekwować, to on odejdzie.

Tomek ciągle komplementuje moją niewymagającą naturę i boję się zniszczyć ten obrazek. Nie chcę być upierdliwą babą.

Więc jadę, żeby jemu było wygodnie. Żeby mi się nie wymknął z życia. Ale im więcej myślę, tym bardziej widzę w tym wszystkim gubię siebie.

**I co teraz?**

W sobotę znowu męski wieczór. Tomek już aż się uśmiechał pytając:

To pojedziesz do rodziców?

Milczę. Rozważam: jechać czy zostać?

Jeśli pojadę, będzie tak jak zwykle. Znów pokażę, że moje granice nic dla mnie nie znaczą.

Jeśli zostanę szykuje się awantura. Znowu powie, że jestem problemowa i popsuję mu spotkanie z chłopakami.

I nie wiem, co gorsze: wyjechać z własnego mieszkania, czy zostać i czuć się winna.

Ale wiem jedno: tak dalej być nie może.

Dziewczyny, czy Was też prosili, żebyście wyjechały z domu, jak faceci zbierają się ze znajomymi? Jak to przyjęłyście?

A panowie: serio, po co Wam te męskie wieczory bez dziewczyn i dlaczego prosicie je, żeby wychodziły z własnego mieszkania?

Dziewczyny, spotkałyście się z facetem, który non stop chwali Was za to, że niczego nie wymagacie? Czym to się skończyło?

Panowie, jeśli Wasi przyjaciele nie zapraszają Was na własny ślub, ale za to chętnie siedzą u Was w domu czy to naprawdę przyjaźń?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 + 6 =

Wczoraj mój chłopak powiedział mi: