Wczesna wiosna. Mała Zosia, czteroletnia dziewczynka, przyglądała się nowemu sąsiadowi, który właśnie zamieszkał na naszych podwórkach. Był to siwy emeryt, siedzący na ławce. W ręku trzymał laskę, którą oprzyrnął jak czarodziej z bajki.
Dziadku, pan jest czarodziejem? zapytała ciekawsko.
Odpowiedział, że nie, co nieco ją zasmuciło.
To po co ta laska? dopytała.
Potrzebuję jej, żeby łatwiej chodzić dodał Janusz Kowalski, przedstawiając się Zosi.
Więc pan jest bardzo stary? znów zapytała Zosia.
Według twoich kryteriów tak, ale według moich jeszcze nie. Mam połamane biodro, po pechowym upadku. Dlatego teraz używam laski.
Nagle podeszła babcia Zosi, Maria Nowak, chwyciła ją za rękę i poprowadziła do parku. Maria przywitała nowego sąsiada, który uśmiechnął się uprzejmośnie. Jednak prawdziwa przyjaźń Janusza zrodziła się raczej z Zosią niż z babcią. Dziewczynka, czekając na babcię, wychodziła na podwórko nieco wcześniej i opowiadała starszemu przyjacielowi wszystkie nowinki: o pogodzie, o tym, co babcia ugotowała na obiad oraz o chorobie koleżanki sprzed tygodnia.
Janusz niezmiennie obdarowywał swoją małą sąsiadkę pyszną czekoladową cukierką. Co za dziwne zjawisko Zosia zawsze dziękowała, odgryzała dokładnie połowę, a drugą starannie zawijała w papier i chowała do kieszeni kurtki.
Dlaczego nie zjesz całości? Nie smakowała? pytał Janusz.
Jest pyszna, ale chcę podzielić się z babcią odpowiedziała dziewczynka.
Emeryt był wzruszony i następnym razem przyniósł dwie cukierki. Znowu Zosia odgryzła połówkę i schowała je.
A teraz komu oszczędzasz? zapytał, podziwiając jej skromność.
Teraz mogę dać jedną mamie i tacie. Mogą kupić sobie sami, ale cieszy ich, gdy dostaną coś od sąsiada wyjaśniła Zosia.
Rozumiem. Muszę przyznać, macie naprawdę serdeczną rodzinę odparł Janusz. Masz szczere serce, dziewczynko.
A moja babcia też, bo kocha wszystkich zaczęła Zosia, lecz babcia już wyszła z klatki i podała rękę wnuczce.
Januszu Kowalski, dziękujemy za przysmaki, ale my i Zosia nie powinniśmy jeść słodyczy. Proszę, wybacz rzekła Maria.
Co mam zrobić? Jest mi trudno Co mogę wam podać? zapytał.
W domu mamy wszystko dziękujemy, nic nie potrzebujemy uśmiechnęła się babcia.
Nie mogę tak odpuścić. Chcę was obdarować. Próbuję budować dobre sąsiedzkie relacje i nie ukrywam tego odpowiedział Janusz z uśmiechem.
Przejdźmy więc na orzechy. Będziemy je jeść tylko w domu, czystymi rękami. Dobrze? dodała Maria, zwracając się zarówno do sąsiada, jak i wnuczki.
Zosia i Janusz skinęli głowami. Następny raz Maria znalazła w kieszeniach Zosi kilka orzechów włoskich lub laskowych.
No co, wiewiórko moja, przyniosłaś orzeszki. Wiesz, że to dziś luksus, a starszemu panowi potrzebne są leki, bo jest nieco kulejący? zauważyła babcia.
To nie jest stary i nie jest kulejący. Jego noga się poprawia wtrąciła Zosia broniąc przyjaciela i chce już przed zimą wstać na narty.
Na narty? zdziwiła się Maria. No to świetnie.
A czy kupi mi pan narty? zapytała Zosia. Chcę jeździć z Januszem. Obiecał mnie nauczyć.
Maria, spacerując po parku z wnuczką, zauważyła sąsiada, który już bez laski chodził po alei.
Dziadku, i ja z tobą! goniła Janusza, idąc obok niego energicznym krokiem.
Poczekajcie na mnie wołała Maria, goniąc za wnuczką.
Trójka zaczęła razem spacerować, a wkrótce Maria polubiła tę rytmiczną wędrówkę, a Zosia zamieniła ją w zabawę. Jej energii nie brakowało: biegała, tańczyła na ścieżce, wskakiwała na ławkę, witając babcię i sąsiada, po czym znów szła obok nich, rozkazując:
Raz, dwa, trzy, cztery! Silniejszy krok, patrz przed siebie!
Po spacerze babcia i sąsiad usiedli na ławce, a Zosia bawiła się z koleżankami, zawsze przyjmując kilka orzeszków od Janusza przed rozstaniem.
Rozpieszczacie ją, zakłóciła Maria. Zostawmy tę tradycję na święta, proszę.
Janusz opowiedział Marii, że od pięciu lat jest wdowcem i dopiero teraz postanowił podzielić trzypokojowe mieszkanie na dwie części: jednopokojowe, do którego sam się wprowadził, i dwupokojowe dla rodziny syna.
Lubię tę ciszę. Nie szukam towarzystwa, ale przyjaciele są potrzebni, zwłaszcza przy sąsiedzkich sprawach.
Dwa dni później pod drzwi Janusza zapukali. Stały przy progu Zosia i Maria z tacą pełną domowych ciast.
Chcemy się panem podzielić, przywitała Maria.
Macie czajnik? zapytała Zosia.
Oczywiście, proszę! otworzył drzwi Janusz, zapraszając wszystkich do środka.
Wspólnie przy herbacie rozgrzewali się i rozmawiali. Zosia z zaciekawieniem przyglądała się bibliotece i zbiorowi obrazów sąsiada, a Maria obserwowała radość wnuczki i cierpliwość Janusza, który wyjaśniał każdą pracę.
Moi wnukowie już dawno dorastają, studiują. Tęsknię, dodał Janusz. A twoja babcia wciąż młoda!
Pogłaskał Zosię po głowie, podał jej kredkę i kartkę.
Jestem na emeryturze od dwóch lat i nie mam czasu na nudę zauważyła Maria, patrząc na wnuczkę. Poza tym córka już czeka na drugie dziecko. Szczęśliwi, że mieszkamy w sąsiednich kamienicach.
Lato upłynęło w sąsiedzkich spotkaniach, a zimą Maria, jak obiecała, kupiła Zosi narty. Troje zaczęło trenować na parku, gdzie zimą zawsze wydeptano dobrą trasę narciarską. Janusz i Maria stali się tak zżyci, że chodzili razem wszędzie. Zosia, nie chodząc do przedszkola, prawie cały czas była u babci, więc trójka spotykała się codziennie.
Pewnego dnia Janusz wyjechał do rodziny w stolicy, do Warszawy. Zosia tęskniła i nieustannie pytała babcię, kiedy wróci.
Wyjechał na dłużej. Mówi, że zostanie miesiąc. Pilnujemy jego mieszkania, bo przyjaźnimy się wyjaśniła Maria. Maria i ja już przyzwyczailiśmy się do jego obecności, cieszymy się z jego odwiedzin, uśmiechu i dobrej energii. Janusz pomagał nam: naprawiał gniazdka, wymieniał przepaloną żarówkę w lampie.
Po tygodniu brakowało im sąsiada. Wychodzili na podwórko i patrzyli na pustą ławkę, gdzie zwykle czekał.
Ósmego dnia Maria wyszła z klatki, spiesząc się do wnuczki, i zobaczyła Janusza na jego stałym miejscu.
Witaj, drogi sąsiedzie zdziwiła się Maria nie spodziewaliśmy się tak szybko! Mówiłeś, że zostaniesz dłużej?
Ech, wkurzyło mnie hałas w mieście. Wszyscy w pracy, zajęci. Nie mogłem czekać aż wieczorem sam. Zobaczyłem was, pogadaliśmy i już wróciłem, bo tęskniłem, jakbyście byli rodziną
Dziadku, co dałeś swoim wnukom? Cukierki? zapytała Zosia.
Dorośli roześmiali się.
Nie, kochana cukierki też nie są dobre. Są już dorośli, więc dałem im pieniądze. Niech się uczą, rozwijają umysł przyznał Janusz.
Cieszę się, że tak szybko wróciłeś, serce wciąż jest w domu. Wszystko u nas, uśmiechnęła się Maria.
Zosia przytuliła Janusza, co go wzruszyło do łez.
Dziś mamy mnóstwo naleśników z różnymi nadzieniami. Nic nie gorszego niż ciasto. Chodźmy na herbatę, opowiesz, co słychać w Warszawie zaprosiła Maria.
Co to za Warszawa? Piękne miasto, wszystko w porządku. Przyniosłem wam prezenty, które nie przegapicie wziął Marię za rękę, a Zosię za rękę i ruszyli do domu, gdy pierwsze wiosenne deszczki zaczęły padać. Przejściowa pogoda była niespodziewanie wczesna.
Dlaczego tak dziś cieplej? zapytał Janusz, patrząc na Marię.
Bo wiosna się zbliża! odpowiedziała dziewczynka. Niedługo Dzień Kobiet, babcia będzie szykować stół i zapraszać gości, w tym i ciebie, dziadka.
Och, kochani sąsiedzi, jak wam doskonale kocham rzekł Janusz, wchodząc po schodach.
Po naleśnikach podano drobiazgi: Zosi dostała prawdziwą, kolorową matryoshkę, a Marii srebrną broszkę. Troje znów ruszyło na podwórko i podążyło znanym szlakiem w parku, który Janusz nazywał wydeptanym. Śnieg zamienił się w szary, nasiąkł wodą, a ścieżki odsłoniły się. Zosia skakała po wysychających kostkach, ciesząc się ciepłym powietrzem:
Babciu, dziadku, łapcie mnie! Raz, dwa, trzy, cztery! Silniejszy krok, patrz przed siebie!



