Wczesna wiosna

Wczesna wiosna

Malutka Zosia, czteroletnia dziewczynka, przyglądała się nowemu, który niedawno pojawił się na ich osiedlu. Był to siwy emeryt siedzący na ławce. W dłoniach trzymał laskę, na którą opierał się jak czarodziej z bajki.

Zosia nie wytrzymała i zapytała od razu:

Dziadku, jesteś czarodziejem?

Gdy usłyszała przeczącą odpowiedź, trochę się zasmuciła.

To po co panu ta laska? ciągnęła dziewczynka.

To mi potrzebne do chodzenia, żeby było łatwiej wyjaśnił pan Henryk i przedstawił się Zosi.

Czyli jest pan bardzo stary? znów dopytywała ciekawska dziewczynka.

Według twoich kryteriów stary, a według moich jeszcze nie za bardzo. Po prostu noga mnie boli, niedawno ją złamałem. Niefortunnie upadłem. Dlatego na razie chodzę z laską.

Wtedy z klatki wyszła babcia Zosi i, biorąc ją za rękę, skierowała się do parku. Pani Krystyna przywitała się z nowym sąsiadem, a on uśmiechnął się w odpowiedzi. Jednak przyjaźń sześćdziesięciodwuletniego mężczyzny bardziej związała się z Zosią. Dziewczynka, czekając na babcię, wychodziła na podwórko nieco wcześniej i zdążyła przekazać swojemu starszemu przyjacielowi wszystkie nowiny: o pogodzie, o tym, co babcia ugotowała na obiad, i o tym, że jej koleżanka chorowała tydzień temu

Pan Henryk niezmiennie częstował swoją małą sąsiadkę dobrą czekoladką. I za każdym razem dziwił się, gdy dziewczynka dziękowała, rozpakowywała cukierka, odgryzała dokładnie połowę, a resztę starannie zawijała w papierek i chowała do kieszonki kurtki.

Dlaczego nie zjadłaś całej? Nie smakowała ci? pytał pan Henryk.

Była pyszna. Ale muszę poczęstować też babcię odpowiadała Zosia.

Emeryt był wzruszony i następnym razem wręczył dziewczynce już dwa cukierki. Jednak malutka znów odgryzła połówkę i schowała resztę.

No to komu teraz zostawiasz? dopytywał się pan Henryk, zdumiony dziecięcą oszczędnością.

Teraz mogę dać mamie i tacie. Choć oni sami mogą sobie kupić, to i tak się cieszą, jak ich ktoś poczęstuje wyjaśniła Zosia.

A, już rozumiem. Chyba macie bardzo zgraną rodzinę domyślił się sąsiad. Masz szczęście, dziewczynko. I dobre serce.

Babcia też ma dobre serce. Bo ona wszystkich bardzo kocha zaczęła opowiadać Zosia, ale babcia już wyszła z klatki i podała wnuczce rękę.

Ach, przy okazji, panie Henryku, dziękujemy za poczęstunek. Ale wnuczce, i mnie też, nie powinno się jeść słodyczy. Wybaczy pan

No to co ja mam robić? Jestem w kropce A co wam wolno? zapytał z zakłopotaniem.

W domu mamy wszystko Dziękujemy, nic nie trzeba uśmiechnęła się babcia.

Nie, tak nie może być. Bardzo chcę was częstować. Poza tym nawiązuję dobre sąsiedzkie relacje i nie ukrywam tego zaśmiał się pan Henryk.

W takim razie przechodzimy na orzechy. I jemy je tylko w domu, czystymi rączkami. Dobrze? babcia zwróciła się zarówno do sąsiada, jak i do wnuczki.

Zosia i Henryk zgodnie przytaknęli, i już następnym razem pani Krystyna odkrywała w kieszonkach wnuczki kilka włoskich orzechów lub laskowych.

Oj, ty moja wiewióreczko. Orzeszki nosi. A wiesz, że to teraz droga przyjemność, a dziadkowi leki są potrzebne? Widzisz, chodzi o lasce?

Wcale nie jest starym dziadkiem i nie kuleje. Noga mu się goi broniła przyjaciela Zosia. I na zimę obiecał, że znów włoży narty.

Jeszcze i na narty? zdziwiła się babcia. No to brawo.

A kupicie mi narty, babciu? poprosiła Zosia. I będziemy z panem Henrykiem razem jeździć. Obiecał mnie nauczyć

Pani Krystyna, spacerując z wnuczką po parku, zaczęła spotykać sąsiada, który energicznie maszerował alejkami już bez laski.

Dziadku, ja z tobą! Zosia doganiała pana Henryka i szła obok niego dziarskim krokiem.

Poczekajcie i na mnie spieszyła za wnuczką pani Krystyna.

Tak zaczęli chodzić we trójkę, i wkrótce pani Krystynie spodobały się te spacery, a dla Zosi stały się wesołą zabawą. Jej energii można było pozazdrościć: zdążyła przebiec, zatańczyć przed starszymi na ścieżce, wspiąć się na ławkę, witać babcię z sąsiadem, a potem znów maszerować obok, komenderując:

Raz-dwa, trzy-cztery! Twardszy krok, patrz przed siebie!

Po spacerze babcia i sąsiad siadali na ławce, a Zosia bawiła się z koleżankami, zawsze jednak przyjmując od pana Henryka garstkę orzeszków na pożegnanie.

Pan ją rozpuszcza wstydziła się babcia. Zostawmy tę tradycję na święta. Bardzo proszę.

Pan Henryk opowiedział Krysi, że owdowiał pięć lat temu i dopiero teraz postanowił zamienić swoje trzypokojowe mieszkanie na dwa: kawalerkę, do której się przeprowadził, oraz dwupokojowe dla rodziny syna.

Podoba mi się tutaj. I choć nie szukam specjalnie towarzystwa, to jednak dobrze mieć kogoś blisko, zwłaszcza w sąsiedztwie.

Dwa dni później do drzwi pana Henryka zadzwoniono. Na progu ujrzał Zosię i panią Krystynę z talerzem pierogów.

My też chcemy pana poczęstować powitała sąsiada Krysia.

A czajnik ma pan? dopytała Zosia.

Oczywiście, co za radość! Henryk szeroko otworzył drzwi.

Przy herbacie było wszystkim przytulnie i ciepło. Potem Zosia z zainteresowaniem oglądała biblioteczkę i kolekcję obrazów sąsiada, a pani Krystyna obserwowała radość wnuczki i to, z jaką cierpliwością pan Henryk opowiadał jej o każdym obrazie.

A moje wnuki mieszkają daleko I to już studenci. Tęsknię dodał Henryk. A twoja babcia to jeszcze młoda kobieta!

Pogłaskał Zosię i podał jej ołówek oraz kartkę.

Dopiero od dwóch lat jestem na emeryturze i nie mam czasu się nudzić powiedziała Krysia, wskazując oczami na wnuczkę. Poza tym córka już spodziewa się drugiego

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa + 18 =

Wczesna wiosna