– Wchodź, mamo, czekaliśmy na Ciebie – mówi syn Michał, a synowa podaje teściowej kapcie i odbiera płaszcz. Nagle niepokój maluje się na jej twarzy, zastępując uśmiech.

Wejdź, mamo, czekaliśmy na ciebie mówi syn Bartek, a synowa zabiera jej płaszcz i podaje kapcie teściowej. Nagle jej uśmiech zmienia się w wyraz zaniepokojenia.

Jadwiga przechodzi do salonu, gdzie siedzą goście, a Zofia dyskretnie kiwa głową na podłogę Bartek również zauważa to, co ona: mokre ślady na parkiecie. Wymieniają krótkie spojrzenia, lecz postanawiają na razie nie poruszać tego tematu.

Bartek i Zofia mają radosną nowinę: niedawno urodziły im się bliźniaki. Teraz chłopcy już trochę podrośli i młodzi rodzice zaprosili najbliższą rodzinę, by wspólnie uczcić to wydarzenie.

Jadwiga, która jest od kilku lat na emeryturze, przyniosła dla maluchów przepiękne, własnoręcznie wydziergane ubranka na nowe w sklepie nie miała pieniędzy. Dlatego nie chciała wcześniej przyjść w gości, bo tłumaczyła, że przyjdzie innym razem, ale Bartek z synową nalegali, że w tak wyjątkowy dzień mama musi być z nimi.

Chłopców nazwano Janek i Kuba Jadwiga była zachwycona wyborem imion dla wnuków, bo jej mąż miał na imię Kuba, a ojciec Jan, więc syn kontynuował rodzinną tradycję nadawania imion, co niezmiernie ją cieszyło.

Ależ on jest śliczny, zupełnie jak ty, Zosiu. A ten drugi to cały Bartek! Oj, już się pogubiłam, wyglądają zupełnie tak samo! Jadwiga Janina biegała wokół kołyski, zastanawiając się, który maluch to który, bo byli do siebie jak dwie krople wody.

Bartek i Zofia tylko się uśmiechają radość i zaangażowanie babci nie mogą nie wprawić ich w dobry humor.

Kiedy goście już rozchodzą się do domów, Jadwiga Janina również szykuje się do wyjścia. Zofia spojrzała na męża, a Bartek zaproponował mamie, by została na noc:

Mamo, może zostaniesz? Już późno, może autobusu już nie będzie. Poza tym pomożesz Zosi z dziećmi dziś musimy ich wykąpać i położyć spać.

Dobrze, synku, jak sobie życzycie zgadza się Jadwiga.

Pomogła synowej uprzątnąć stół, potem umyła naczynia i wszystko schowała. Potem wszyscy razem zabrali się za kąpiel bliźniaków. Ileż radości było w oczach babci! Zosia dała jej na ręce jednego z maluchów, ale Jadwiga zaczęła protestować, że się boi, bo taki maleńki, że aż strach śliski i zaraz wyślizgnie się z rąk.

Mamo, przecież wychowałaś Bartka i nigdy ci nie spadł żartuje synowa.

Ach, to było tak dawno temu, już zapomniałam jak się trzyma małe dziecko odpowiada zmieszana Jadwiga.

Zofia podała jej Janka, a chłopczyk od razu zasnął jakby wyczuwał dobrze znane ręce i wiedział, że nic mu nie grozi. Synowa kołysała tymczasem Kubusia.

Dla Jadwigi przygotowali oddzielny pokój, by mogła się wyspać, choć długo nie mogła zasnąć. Nasłuchiwała, czy nie kwili przypadkiem Janek lub Kuba. Tak bardzo się przejęła, że dopiero nad ranem, wykończona czuwaniem, zasnęła twardym snem.

Kiedy się obudziła, Zosia miała już gotowe śniadanie, a chłopcy jeszcze spali.

A gdzie Bartek? zapytała Jadwiga, widząc w kuchni tylko synową.

Proszę siadać, pani Jadwigo, Bartek zaraz wróci uspokaja ją łagodnie Zofia.

Po kilku minutach Bartek wraca do domu z wielkim pudłem w rękach.

Mamo, to dla ciebie. Otwórz mówi Bartek, promiennie się uśmiechając.

Jadwiga Janina otwiera pudełko i widzi w nim nowe, porządne botki. Z wrażenia niemal nie może wydusić słowa.

Dzieci, to zbyt drogi prezent, nie mogę od was tego przyjąć łamie jej się głos i prawie płacze.

Nie droższe niż Ty, mamo. Mierz i noś w zdrowiu syn przytula ją serdecznie.

Jadwiga przymierza nowe buty i nie może się nadziwić, skąd dzieci wiedziały, że ich potrzebuje stare już się rozkleiły, remontować nie było sensu, a na nowe zwyczajnie jej nie było stać.

Nagle słychać płacz któregoś z chłopców i babcia, w nowych butach na nogach, biegnie od razu do dzieci.

Jak dobrze, że cię mam, dziękuję szepcze Bartek do żony. Sam bym nie pomyślał.

To było oczywiste wczoraj przyszła mama i widząc ślady na podłodze po jej starych butach wszystko zrozumiałam. Nam 3 tysiące złotych to sporo, ale jeszcze zarobimy, a dla twojej mamy to suma nieosiągalna. Niech nosi w zdrowiu Zosia obejmuje męża z czułością.

Jadwidze było niezmiernie ciepło czy to od nowych botków, czy od uczucia, że jest ważna i potrzebna swoim dzieciom.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − dziewięć =

– Wchodź, mamo, czekaliśmy na Ciebie – mówi syn Michał, a synowa podaje teściowej kapcie i odbiera płaszcz. Nagle niepokój maluje się na jej twarzy, zastępując uśmiech.