Walizka pełna przygód

Walizka na kółkach

– Mamo, jestem już dorosła. Mogę chociaż raz zrobić to, co chcę? – denerwowała się Kinga.

Kłóciły się od kilku dni, odkąd Kinga oznajmiła mamie, że ze swoim chłopakiem chce pojechać na tydzień do Krakowa.

– A studia? Sesja już wkrótce.

– Przecież dobrze się uczę. Nadrobię. No proszę, mamo – błagała Kinga.

– Znasz go ledwie chwilę. A co potem? – Elżbieta nie miała już siły, by odwieść córkę od wyjazdu.

– Jeśli mi nie pozwolisz, ucieknę z domu i nigdy nie wrócę – warknęła Kinga, rzuciła się na kanapę, przycisnęła poduszkę do brzucha i odwróciła się do okna.

„A nuż naprawdę odejdzie?” – niespokojna myśl wpełzła do serca i rozrosła się do rozmiarów paniki. Córka była sensem jej życia, jedyną bliską osobą na świecie. Nie mogła jej stracić.

– Mamo, ty zawsze byłaś rozsądna i zostałaś sama. Chcesz, żebym skończyła tak jak ty? – W głosie Kingi zabrzmiała histeria.

– Córeczko, wszystko przyjdzie w swoim czasie… – mówiła Elżbieta, choć wiedziała, że córka jest zakochana i nie słucha.

Kinga wtuliła twarz w poduszkę i rozpłakała się.

„Czy naprawdę jestem wrogiem własnego dziecka? Czasy się zmieniły. Wszystko teraz idzie szybko. Może gdybym wtedy była odważniejsza, w porę zrozumiała, rozczarowała się przyszłym mężem, moje życie potoczyłoby się inaczej?” Elżbieta westchnęła.

– Dobrze. Jedź. Ale żebyś dzwoniła codziennie. Nie dam ci dużo pieniędzy. Wiesz, że oszczędzam na remont – poddała się zmęczona kłótnią Elżbieta.

Kinga odrzuciła poduszkę, podbiegła do matki i przytuliła ją.

– Mamo, dziękuję. Pieniędzy nie trzeba. Kuba ma oszczędności. Będę dzwonić codziennie, nawet kilka razy. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze – szczebiotała radośnie.

„Jak się nie martwić? Poczekaj, aż sama będziesz miała córkę, zobaczymy, czy nie będziesz się zamartwiać” – pomyślała Elżbieta, ale nie powiedziała tego na głos. I tak by nie zrozumiała.

Córka pobiegła do pokoju i wróciła z walizką.

– Już spakowałaś rzeczy? Naprawdę byś uciekła? – Przypuszczenie zabiło w sercu bólem.

– Wiedziałam, że pozwolisz. Znam cię. Zaraz zadzwonię do Kuby. – Kinga złapała telefon, ale nie zadzwoniła, tylko podeszła do matki.

– Może sama byś gdzieś pojechała? Na przykład do cioci Hani. Po co masz siedzieć sama? Przecież masz urlop – powiedziała już uspokojona.

– Znajdę sobie zajęcie. Tylko uważaj tam. Wiesz, o czym mówię? – burknęła Elżbieta.

Nastroju starczyło, by wyć w poduszkę.

– Mamo, jestem dorosła. Wiem, o co chodzi. – Kinga wybrała numer chłopaka.

Serce ścisnęło się. Po rozmowie Elżbieta zrozumiała, że córka zaraz wyjedzie.

– No dobra, mamo, taksówka już czeka na dole. – Kinga z walizką wyszła do przedpokoju.
Elżbieta ruszyła za nią.

– Mamo, nie odprowadzaj. Jak wsiądziemy do pociągu, zadzwonię. Wrócę za tydzień. – Kinga cmoknęła mamę w policzek i, nie zauważając łez w jej oczach, wyfrunęła z mieszkania.

„No i co, dorosła, mama już nie potrzebna. Nawet odprowadzić nie pozwoliła.” Elżbieta rzuciła się do kuchni i wyjrzała przez okno. Na dole stała żółta taksówka, obok której nerwowo przechadzał się młody mężczyzna. „Może jednak nic mu nie jest? Może rzeczywiście będzie dobrze? Nie uchronisz jej przed wszystkim.”

Elżbieta smutnym wzrokiem odprowadziła taksówkę, wróciła do pokoju i usiadła na kanapie, na której przed chwilą siedziała córka. Łzy napłynęły do oczu. „No i zostałam sama. Cicho, pusto. Zwariuję tutaj. Trzeba się przyzwyczaić. Rozstanie z dorosłą córką to los każdej matki.”

Tak siedziała długo, nie mogąc się zebrać do niczego. „A może i ja bym gdzieś pojechała? Na przykład nad morze. Przecież mam urlop. Nie jest już lato, ale i tak cieplej niż tu.” Poszła do pokoju córki, włączyła komputer i sprawdziła, czy są bilety.

Znalazła tani bilet na poranny lot do Gdańska na jutro. Elżbieta nie zastanawiała się długo, od razu kupiła bilet w obie strony na pięć dni. Męczyło ją ciągłe oszczędzanie. Siedzieć i denerwować się, czekając na telefony od córki? Tydzień wydałby się wiecznością.

Zaczęła się pakować. Przygotowania oderwały ją od niepokoju o córkę. Kinga zadzwoniła wieczorem i w jednym tchu wyrecytowała, że są na dworcu, czekają na pociąg, wszystko w porządku… – rozległ się jej szczęśliwy śmiech i rozłączyła się.

Po dzisiejszych wydarzeniach Elżbieta nie mogła zasnąć. „Nic nie szkodzi, w samolocie się wyśpię” – zdecydowała i wstała, zmęczona bezsennością. Wezwała taksówkę, włożyła jesienne palto i pojechała na lotnisko.

Mimo wczesnej pory lotnisko huczało jak rozgnieGdy drzwi otworzyły się i ujrzała jego uśmiech, poczuła, że wszystko, co ważne, właśnie teraz w jej życiu się zaczyna.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − 4 =

Walizka pełna przygód