Walizka na kółkach

**Walizka na kółkach**

– Mamo, jestem już dorosła. Mogę chociaż raz zrobić to, co chcę? – dąsała się Kinga.

Od kilku dni kłóciły się, odkąd Kinga oznajmiła mamie, że chce z chłopakiem pojechać na tydzień do Krakowa.

– A studia? Sesja niedługo.

– Dobrze się uczę, nadrobię. No proszę, mamo – błagała Kinga.

– Znasz go przecież od niedawna. I co potem? – u Barbary już zabrakło sił, by przekonać córkę, żeby zrezygnowała z wyjazdu.

– Jeśli mnie nie puścisz, ucieknę z domu i nigdy nie wrócę! – krzyknęła Kinga, rzuciła się na kanapę, przycisnęła poduszkę do brzucha i odwróciła się do okna.

*A co jeśli naprawdę odejdzie?* – do serca Barbary wkradł się niepokój, który szybko zamienił się w panikę. Córka to sens jej życia, jedyna bliska osoba na świecie. Nie mogła jej stracić.

– Mamo, ty zawsze byłaś taka rozsądna, a teraz jesteś sama. Chcesz, żebym skończyła tak samo? – w głosie Kingi zabrzmiała histeria.

– Córeczko, wszystko przyjdzie w swoim czasie… – mówiła Barbara, choć wiedziała, że córka jest zakochana i nie słucha.

Kinga wtuliła twarz w poduszkę i rozpłakała się.

*Czy naprawdę jestem wrogiem własnego dziecka? Czasy się zmieniły. Wszystko teraz dzieje się szybko. Może gdybym wtedy była odważniejsza, szybciej zrozumiała, że mój przyszły mąż to błąd, moje życie potoczyłoby się inaczej.* Barbara westchnęła.

– Dobrze. Jedź. Ale żebyś dzwoniła codziennie. Nie dam ci dużo pieniędzy, wiesz, że oszczędzam na remont – poddała się zmęczona kłótnią Barbara.

Kinga odrzuciła poduszkę, podbiegła do matki i mocno ją przytuliła.

– Mamusiu, dziękuję! Nie trzeba pieniędzy. Bartek ma. Będę dzwonić codziennie, nawet kilka razy! Wszystko będzie dobrze – szczebiotała radośnie.

*Jak nie mam się martwić? Poczekaj, aż sama będziesz miała córkę, wtedy zobaczymy* – pomyślała Barbara, ale nie powiedziała tego na głos. I tak by nie zrozumiała.

Kinga pobiegła do swojego pokoju i wróciła z walizką.

– Już masz spakowane rzeczy? Naprawdę byś uciekła? – domysł zabolał jak nóż w serce.

– Puściłabyś mnie. Znam cię. Zaraz zadzwonię do Bartka. – Córka złapała telefon, ale nie wybrała numeru, tylko podeszła do matki.

– Może ty też gdzieś byś pojechała? Na przykład do cioci Ewy. No co, będziesz sama w domu? Przecież masz urlop – powiedziała już łagodniej Kinga.

– Znajdę sobie zajęcie. Tylko uważaj tam, rozumiesz? – burknęła Barbara.

Miała ochotę wyć z bezsilności.

– Mamo, jestem dorosła. Wiem, o co chodzi. – Kinga wybrała numer chłopaka.

Serce ścisnęło się Barbarze. Z rozmowy zrozumiała, że córka zaraz wyjedzie.

– No to już, mamo, taksówka czeka na dole. – Kinga z walizką ruszyła do przedpokoju. Barbara rzuciła się za nią.

– Mamo, nie odprowadzaj. Jak wsiądziemy do pociągu, zadzwonię. Wrócę za tydzień. – Kinga cmoknęła mamę w policzek i wypadła z mieszkania, nie zauważając łez w jej oczach.

*No i po wszystkim, wyrosła, mama już niepotrzebna. Nawet nie pozwoliła odprowadzić.* Barbara wpadła do kuchni i wyjrzała przez okno. Na dole stała żółta taksówka, obok której nerwowo przechadzał się młody chłopak. *Wygląda na spokojnego. Może naprawdę wszystko będzie dobrze? Nie uchronisz jej przed wszystkim.*

Smutnym wzrokiem odprowadziła taksówkę, wróciła do pokoju i usiadła na kanapie, na której przed chwilą siedziała Kinga. Łzy napłynęły do oczu. *No i zostałam sama. Cicho, pusto. Zwarjuję tutaj. Trzeba się przyzwyczaić. Rozstanie z dorosłym dzieckiem to los wszystkich matek.*

Tak siedziała długo, nie mogąc się zmusić do niczego. *A może i ja bym gdzieś pojechała? Na przykład nad morze. Urlop przecież. Lato już minęło, ale i tak cieplej niż tu.* Poszła do pokoju córki, włączyła komputer i zaczęła szukać biletów.

Znalazła tani bilet na poranny lot do Gdańska na jutro. Nie zastanawiała się długo, od razu kupiła bilet w obie strony na pięć dni. Męczyło ją ciągłe oszczędzanie. Siedzieć i czekać na telefony od córki? Tydzień wyda się wiecznością.

Zaczęła się pakować. Zabieganie i przygotowania trochę oderwały ją od niepokoju. Kinga zadzwoniła wieczorem i jednym tchem wykrztusiła, że są na dworcu, czekają na pociąg, wszystko w porządku… Rozległ się jej szczęśliwy śmiech i rozłączyła się.

Po dzisiejszych emocjach Barbara nie mogła zasnąć. *Nic, w samolocie się prześpię* – postanowiła i wstała, zmęczona bezsennością. Wezwała taksówkę, włożyła jesienny płaszcz i pojechała na lotnisko.

Mimo wczesnej pory lotnisko huczało jak rozwrzeszczany ul. Ludzie żegnali się, biegali, dzwonili.

Minęła parę, która stała na środku hali w objęciach. Dziewczyna z zapłakaną twarzą wpatrywała się w chłopaka i powtarzała bez życia:

– Wrócisz? Obiecujesz? Kocham cię… – Wtuliła się w jego ramiona, łkając.

On coś szeptał, całując jej włosy. Barbara odwróciła wzrok. Ich pożegnanie było zbyt intymne i wzruszające.

Odprawiła się na lot i usiadła czekać na boarding. Znów pomyślała o córce. Głupie dziewczyny, spieszą się, boją się, że nie zdążą, rzucają się w miłość jak w wir. Ile jeszcze w życiu będzie rozstań, wyznań, rozczarowań. Czy starczy łez, by je wszystkie opłakać?

Ona też miała taką miłość. Też rzuciła się w nią bez zastanowienia. I gdzie jest teraz? Mąż okazał się niegotowy na ojcostwo i odpowiedzialność. Rozstali się zaraz po narodzinach Kingi. Były krótkie związki, ale Barbara nie szukała małżeństwa. Rosła córka, bała się o nią. A teraz już za późno na zmiany. I oto sama jedzie nad morze. Po co, dlaczego? W domu by oszalała, czekając na telefony.

Obok przeszedł mężczyzna. Walizką zahaczyłBarbara uśmiechnęła się przez łzy, gdy zobaczyła, że drzwi otwierają się i staje w nich nie tylko Bartek, ale też Kinga trzymająca go za rękę, a obok nich mężczyzna z walizką – ten sam, którego poznała nad morzem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × pięć =

Walizka na kółkach