Wakacje u bliskich

Wakacje u rodziny.

Halina usiadła na skraju łóżka i zmęczonym wzrokiem spojrzała na starannie ułożoną stertę banknotów leżących przed nią na stole. Przez dwa lata razem z Jankiem oszczędzali każdy grosz, każdą złotówkę, by pozwolić sobie na coś, co wydawało się niemal fantastyką wakacje nad morzem.

Mały domek przy plaży, świeża ryba na kolację, szum fal, szept wiatru i wolność od codziennych trosk wszystko to miało być nagrodą za lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń i drobnych radości, na które pozwalali sobie tylko od święta.

Zasłużyliśmy na ten odpoczynek pomyślała Halina, wpatrując się w pieniądze. Chciała uwierzyć, że wreszcie los się do nich uśmiechnie. To lato miało być oddechem, długo wyczekiwaną przerwą od niekończącego się pędu.

Do pokoju wszedł Janek. Miał dziesięć lat. Z zaciekawieniem i lekkim podekscytowaniem kręcił w dłoniach słuchawki prezent urodzinowy, który Halina postanowiła kupić mimo oszczędności, by choć trochę ucieszyć syna.

Mamo, na pewno wybrałaś dobre miejsce? zapytał, siadając na krześle i uważnie patrząc na matkę.

Tak, synku odparła Halina łagodnie. Tam jest spokojnie, plaża prawie dzika, a niedaleko jest targ z owocami. Wyobrażasz sobie, jak przyjemnie będzie leżeć na słońcu? Morze, świeże powietrze, zero zgiełku

Janek uśmiechnął się i skinął głową, ale w jego oczach przemknął cień zrozumienia wiedział, jak ciężko matce samotnie dźwigać codzienność, jak często oszczędza na sobie, jak każda złotówka włożona do koperty kosztowała ją wiele. Te wakacje były ich wspólnym marzeniem, które pielęgnowali jak najcenniejszy skarb.

W tej chwili zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się imię Tadeusz.

Cześć, siostrzyczko! rozległ się radosny głos brata. Jak tam? Gdzie w tym roku jedziecie?

Halina westchnęła. Z Tadeuszem zawsze mieli trudne relacje lubił rządzić, uważał się za najmądrzejszego i nie krył tego nawet przed nimi.

Nad morze z Jankiem odpowiedziała ostrożnie. Chcemy wynająć pokoik nad brzegiem, po prostu odpocząć.

Po co wydawać pieniądze? zaśmiał się Tadeusz. Przecież mamy letnisko nad samym morzem! Przyjeżdżajcie. Powietrze, jagody, cisza. I oszczędność.

Halina zamyśliła się. Tadeusz zawsze zachowywał się, jakby lepiej wiedział, jak żyć. Ale Janek ożywił się na myśl o odwiedzinach u rodziny.

Mamo, to przecież całe letnisko nad morzem! powiedział z nadzieją. Jedźmy do wujka Tadka! A pieniądze zachowajmy na później.

Halina westchnęła, wahając się, ale w końcu skinęła głową.

Dobrze odparła. Przyjedziemy.

Tadeusz powitał ich na dworcu szerokim uśmiechem i uściskiem.

No wreszcie! Ile czasu, ile zmian! zawołał, mocno obejmując Halinę. Jedziemy, stół już nakryty.

Krystyna, żona Tadeusza, stała obok z trzyletnią Zosią, która radośnie machała do nich rączką.

Co za spotkanie! krzyknęła głośno Krystyna, rzucając się Halinie w ramiona.

Letnisko okazało się przytulne: drewniany domek z wiklinowymi krzesłami na werandzie, huśtawka pod rozłożystą jabłonią, hamak kołyszący się na wietrze. Do plaży można było dojść piechotą w piętnaście minut, ścieżką porośniętą polnymi kwiatami i trawą. Pierwsze dwa dni Halina i Janek odpoczywali jak w bajce opalali się, pluskali w chłodnej morskiej wodzie, jedli świeże ciasta i truskawki prosto z krzaków, słuchali śpiewu ptaków i szumu fal.

Halina patrzyła, jak Janek biega z Zosią, zrywa jabłka i karmi kaczki w pobliskim stawie, i po raz pierwszy od dawna poczuła w sercu ulgę.

Jednak trzeciego dnia poranek nie był już tak spokojny. Przy śniadaniu Tadeusz zwrócił się do Haliny:

Halinko, ty gotujesz dobrze, prawda? Zrobisz zupę na obiad? Krysia już padła ze zmęczenia przy Zosi.

Halina lekko się zdziwiła, ale skinęła głową:

Jasne, nie ma problemu.

Wieczorem, gdy wszyscy zebrali się po kolacji, brat poprosił o pomoc w zmywaniu naczyń.

Halina, my dziś padamy. Pomożesz?

Dobrze odparła powściągliwie, starając się nie okazywać zdziwienia.

Czwartego dnia Jankowi wręczono koszyk z poleceniem:

Weź koszyk, Janek, nazbieraj malin. Ciasta lubią wszyscy.

Ale ja chciałem na plażę mruknął niechętnie.

Najpierw obowiązki, potem przyjemności odparł Tadeusz sucho.

Z każdym dniem poleceń przybywało. Halina myła podłogi, pilnowała Zosi, gdy Krystyna jeździła do miasta po zakupy. Janek plewił grządki, nosił wiadra z wodą ze studni. Na początku traktowali to jako drobną pomoc, ale wkrótce stało się jasne: wakacje zamieniały się w pracę. To nie był ten beztroski wypoczynek, o którym marzyli.

Wieczorem, gdy Janek wrócił z ogródka z podrapanymi rękami, usiadł na werandzie i cicho spojrzał na matkę.

Mamo szepnął dlaczego nie możemy po prostu iść na plażę i nie robić tego wszystkiego?

Halina zacisnęła usta, powstrzymując łzy. W piersi narastało poczucie niesprawiedliwości i dziwnego traktowania.

Wszystko będzie dobrze, jeszcze odpoczniemy odpowiedziała ledwie słyszalnie.

Ale w środku czuła rosnący niepokój i bezradność. Wyjeżdżać nie chciała, ale zostać też nie.

Następnego dnia Halina postanowiła porozmawiać z Tadeuszem otwarcie.

Tadeuszu zaczęła ostrożnie chcielibyśmy iść nad morze. Właśnie po to tu przyjechaliśmy.

Brat zmarszczył brwi i odparł chłodno:

Halina, ty nie rozumiesz? Tu roboty po uszy. Jeśli wyjdziecie kto zostanie z Zosią i ogrodem? A tak w ogóle, chciałem pożyczyć trochę tych oszczędności, które odłożyliście na przyjazd do nas. Trzeba wymienić okna. Przecież teraz i tak nie wydacie.

Nie! To nasze pieniądze! wybuchnęła Halina,

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − dwa =

Wakacje u bliskich