W życiu wszystko wraca… Mąż złożył pozew o rozwód i wrócił do swojej byłej!
Myślałam, że jestem mistrzynią w grze zwanej miłością. Ale życie dało mi surową lekcję: każde działanie ma swoje konsekwencje, a prędzej czy później trzeba zapłacić za swoje wybory.
Wyszłam za mąż w wieku 25 lat — nie za wcześnie, ale i nie za późno. Chęć uniknięcia powrotu do swojej małej, rodzinnej miejscowości, gdzie każdy zna twoje kroki, skłoniła mnie do pozostania w Warszawie. Tu mogłam cieszyć się anonimowością, o której marzyłam od dawna.
Chłopak koleżanki…
Mowa o Mateuszu. Wysoki, o brązowych oczach, był chłopakiem mojej szkolnej przyjaciółki, Anity. Ale to tylko wzbudzało we mnie chęć, by go zdobyć. Mateusz chyba też nie miał nic przeciwko flirtowaniu za plecami Anity.
Zaczęliśmy się spotykać w tajemnicy, gdy nadal był związany z Anitą. Nie ograniczałam się w znajomościach i nie miałam zamiaru tego ukrywać. Mateusz wiedział, że nie jest jedyną osobą w moim życiu, ale on też nie był wolny, prawda?
Pewnego razu Mateusz zobaczył, jak wysiadam z samochodu innego mężczyzny. Poczekał, aż odjedzie, podszedł do mnie i powiedział, że musimy porozmawiać. Oświadczył, że nie chce mnie dzielić z innymi i nie wyobraża sobie życia z inną kobietą. Zaproponował, że zakończy relację z Anitą i zaczniemy wspólne życie. Pomysł bardzo mi się podobał, szczególnie że rozwiązywał problem z mieszkaniem i pozwalał na drobne złośliwości wobec wyniosłej Anity.
Zamieszkaliśmy razem, ale po kilku tygodniach zaczęłam się nudzić; zatęskniłam za różnorodnością i dreszczykiem emocji. Zdałam sobie z tego sprawę, gdy przypadkiem spotkałam Igora — jednego z byłych chłopaków, z którym mieliśmy wiele zabawnych momentów. Poszliśmy na kawę, zrelaksowaliśmy się i skończyliśmy w jego mieszkaniu. To było przyjemne i odświeżające. Po dwóch tygodniach powtórzyliśmy to i tak zaczęliśmy się spotykać bez zobowiązań.
Stopniowo wróciłam do dawnego stylu życia, spotykając się z różnymi mężczyznami. W końcu odeszłam od Mateusza, zostawiając tylko notkę: „Nie chcę już razem mieszkać”. Prosto i bez wyjaśnień.
Nieoczekiwany zwrot…
Miesiąc później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Przestraszona, wróciłam do Mateusza. Gdy dowiedział się o dziecku, zaproponował małżeństwo. Zgodziłam się, nie czując silnej miłości, ale uznając to za najrozsądniejsze i najprostsze rozwiązanie. Ponadto pozwalało to uniknąć powrotu do nudnej, prowincjonalnej miejscowości.
Rok po narodzinach syna, znów zaszłam w ciążę — tym razem to również był chłopiec. Opieka nad dwójką małych dzieci i prowadzenie domu pochłaniały cały mój czas. Mateusz dużo pracował, był ambitny i często zostawał do późna. Może po prostu nie spieszył się do domu, gdzie czekała na niego zirytowana żona i hałaśliwe dzieci. Nie byłam przyjemnym towarzystwem: zmęczona, poirytowana, bez chwili dla siebie. Czekałam na powrót Mateusza, by móc zacząć narzekać.
Ale… przyszła pora zapłaty.
Być może zastanawiasz się, kto jest ojcem mojego starszego syna. Mateusz czy ktoś z moich byłych? Uważałam, że to nieistotne. Może Mateusz, może nie. Mówiłam sobie: „Każdy popełnia błędy, byłam młoda, to nie było celowe…”
Do dziś nie wiem, kto jest ojcem mojego starszego syna i pewnie nigdy się nie dowiem. Wszyscy wierzą, że to Mateusz — zarówno on sam, jak i nasz syn oraz bliscy.
Czy to ma znaczenie, skoro Mateusz i tak przestał się interesować dziećmi? Nie dlatego, że miał wątpliwości co do ich ojcostwa. Pewnego wieczoru, gdy dzieci miały 4 i 2 lata, wróciłam do domu i znalazłam notatkę: „Złożyłem pozew o rozwód. Między nami nic nie wyszło”.
Rozwiedliśmy się. Teraz sama wychowuję dzieci. Mateusz płaci alimenty, które ledwo starczają. Przynajmniej zostawił nam mieszkanie — możemy w nim mieszkać, dopóki dzieci nie osiągną pełnoletności.
A Mateusz jednak się ożenił… z Anitą. I teraz czekają na swoje pierwsze dziecko.



