W rodzinie aż 5 mieszkań, ale my z mężem musimy wynajmować – rodzice i teściowie nie chcą nam pomóc,…

Jestem już tak przyzwyczajona do tej sytuacji, że trudno mnie czymkolwiek zaskoczyć. Opowiem Wam, jak to się stało, że w mojej rodzinie mamy aż pięć mieszkań, a mimo to musimy z mężem wynajmować.

Rodzice mojego męża, Jadwiga i Zbigniew, mieszkają we własnym mieszkaniu na Pradze i mają jeszcze dwa inne mieszkania, jedno na Mokotowie, drugie na Ursynowie obydwa wynajmują. Zawsze powtarzają nam z rozbawieniem, że na ten majątek ciężko zapracowali, więc i my powinniśmy sami sobie radzić. Najwyraźniej zapomnieli, że dawniej można było dostać mieszkanie od państwa, albo za pracę w zakładzie przemysłowym. Dziś, żeby kupić własne lokum, trzeba oszczędzać latami, zwłaszcza płacąc jednocześnie za wynajem.

Moi rodzice, Halina i Marek, pod tym względem wcale nie są inni. Po śmierci mojej babci, Teofili, mieszkanie na Żoliborzu zostało przepisane na mnie, ale byłam wtedy jeszcze małą dziewczynką, więc rodzice zdecydowali, żeby do osiemnastki je wynajmować. Teraz jestem Dorota, dorosła kobieta, ale rodzicom tak się spodobał stały zastrzyk gotówki, że nawet nie chcą słyszeć, żebym tam się wprowadziła.

Od dłuższego czasu z mężem, Michałem, wynajmujemy niewielką kawalerkę na Bielanach, a na czynsz schodzi prawie cała nasza miesięczna pensja. Bywało, że musieliśmy odmawiać sobie nawet podstawowych rzeczy, a o wyjściu do kina czy zakupie nowych ubrań mogliśmy tylko pomarzyć. Teraz jestem na urlopie macierzyńskim. Moje zarobki nigdy nie były imponujące, ale przed narodzinami córeczki, mimo wszystko dawaliśmy sobie radę. Michał pracuje dwuzmianowo, ale bez tytułu magistra trudno dziś znaleźć dobrze płatną posadę. Po liceum od razu poszedł do wojska, a potem szybko zostaliśmy parą, więc studia nie były dla niego opcją.

Najbardziej doprowadza mnie do szału, że moja mama niemal co tydzień prosi mnie o radę przy zakupie nowej sukienki lub żakietu, chociaż sama nie mam pieniędzy na witaminy czy świeże truskawki dla dziecka. Ciągle słyszymy, że musimy sami sobie radzić finansowo. Mało tego, rodzice uważają, że powinniśmy wspierać ich, bo marzą o podróżach zagranicznych i zwiedzaniu świata.

Naprawdę nie mogę pogodzić się z takim podejściem do dzieci, zarówno ze strony teściów, jak i moich rodziców. Mają przecież wszystko, żyją wygodnie, a jednocześnie nie chcą nam pomóc w najważniejszych momentach. Rozumiem, że nikt nie musi sobie od ust odejmować, by pomagać bliskim, ale jeśli mogą coś zrobić, to dlaczego tego nie robią? Nie potrafię zrozumieć tej zimnej kalkulacji, dlatego wiem, że dla własnych dzieci będę o wiele bardziej wspierająca i pomocna.

Znajomi Basia, Piotrek, nawet nasz kuzyn Tomek pocieszają, że kiedyś wszystko odziedziczymy. Ale szczerze mówiąc, jestem już tak rozczarowana, że nie żyję tym majątkiem i nie mam wobec niego żadnych oczekiwań. Kiedy człowiek czuje się samotny nawet wśród najbliższych, żadne mieszkanie czy pieniądze nie dadzą mu szczęścia. Najważniejsze jest wzajemne wsparcie i troska o siebie właśnie tego nauczyło mnie życie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem + dwadzieścia =

W rodzinie aż 5 mieszkań, ale my z mężem musimy wynajmować – rodzice i teściowie nie chcą nam pomóc,…