Kiedy moja córka Ilona powiedziała nam, że ona i jej narzeczony Mariusz, postanowili, że za pół roku planują się pobrać, wraz z mężem bardzo się ucieszyliśmy. Młodzi byli razem już kilka lat i to był najwyższy czas, aby zalegalizować związek. Musiałam zastanowić się nad prezentem ślubnym. Chciałam podarować coś, co będzie ważne i wartościowe i wpadłam na świetny pomysł. Kupimy dzieciom mieszkanie. Mieliśmy sporo oszczędności, mogliśmy również sprzedać działkę z domkiem rekreacyjnym i samochód, który i tak stał nieużywany. Zastanawialiśmy się, czy lepiej dać im niewyremontowane dwupokojowe mieszkanie, czy zupełnie nową, świeżo wyremontowaną kawalerkę. Podzieliliśmy się z córką i przyszłym zięciem pomysłem. Byli zadowoleni, ale oboje stwierdzili, że żadne remonty nie wchodzą w grę. Postanowiliśmy więc podarować kawalerkę.
Zaraz po ślubie, młode małżeństwo zamieszkało razem w nowym mieszkaniu, a po kilku tygodniach okazało się, że zostaniemy dziadkami, córka była w ciąży. Bardzo się cieszylismy z tej wiadomości. W kawalerce był pokój sporych rozmiarów, więc bez trudu zmieściłoby się w nim łóżeczko i komoda na ubrania i zabawki maluszka, ale Ilona od razu powiedziała, że obecne mieszkanie jest za małe dla rodziny z dzieckiem i będą musieli wynająć większe mieszkanie. Nie mogłam tego zrozumieć. Przecież dziecko przez kilka lat nie będzie potrzebowało swojego pokoju, więc po co wydawać pieniądze na wynajem mieszkania, skoro posiada sie własne? Jednak młodzi nie chcieli słuchać argumentów. Zamiast mieszkać w kawalerce i odkładać pieniądze na zakup większego mieszkania, to oni oddają oszczędności obcym ludziom! Dzisiaj żałujemy, że daliśmy córce i jej mężowi mieszkanie w prezencie ślubnym. Jak pokazało życie, za nic mają nasze poświęcenie.



