W POSZUKIWANIU KOCHANKI
Zosiu, co ty wyprawiasz? aż oczy zrobiłem jak pięciozłotówki, bo żona właśnie wręczała mi szorty i podkoszulek.
Nic takiego. Jak będziesz tak dalej leżał, to wszystkie kochanki już dawno znajdą właścicieli! Zosia zerwała ze mnie kołdrę i cały się oblałem gęsią skórką.
O czym ty mówisz?
Po twoim wczorajszym tekście, że zaraz sobie znajdziesz kochankę, podjęłam decyzję. Nastała godzina. Jest wpół do szóstej: wstawaj, czas iść na wojenną ścieżkę erotyzmu.
Przecież ja żartowałem. Pokłóciliśmy się, zapomniałaś? Przepraszam, byłem głupi.
Nie, nie, wszystko powiedziałeś prawdę. To ja zawaliłam. Przestałam dbać o nasz ogień. Całą benzynę wypaliłam tylko dla siebie. Został popiół, z którego nawet ziemniaka nie upieczesz. Naprawiam się. Wstawaj.
Przeganiasz mnie z domu?
Zapędzam cię! Codziennie trening, aż ten swój boczek zrzucisz. Kochanka to nie żona, żadna nie będzie znosić przy sobie pana Michelin. Rusz się, bo inaczej nie popuści!
Widziałem, że nie odpuści, więc posłusznie zsunąłem się z łóżka i dla odkupienia grzechów odziany w szorty naciągnięte na slipy wykonałem ukłon jej wymaganiom.
Przypomnij mi, żebyśmy kupili ci kąpielówki. W tych gaciach to by cię z łoża miłosnego przewiało.
Po dziesięciu minutach biegania wokół domu pod czujnym okiem trenerki wróciłem ledwo żywy, padłem i zacząłem się do łóżka pełzać jak jakieś robactwo.
A gdzie to? zatrzymała mnie Zosia.
Chcę umrzeć we śnie… na łóżku.
Umierać ci nie wolno, szukamy dla ciebie kochanki, a nie prosektorium. Marsz pod prysznic. Minimum dwa razy dziennie. Mnie nie oszczędzałeś, to chociaż obcych nie katuj swoimi aromatami. I zęby rano i wieczorem! dobiegało już zza drzwi. Głowę porządnie umyj, idziemy dziś do fotografa.
Po co?
Porządne zdjęcie na portal randkowy. Ja cię nie umiem normalnie sfotografować, bo widzę ciągle kierownika dźwigu, piwnego barona i fana smażonych klusek na maśle, a nam trzeba pokazać rasowego samca.
Zośka, może już wystarczy?
Słów nie marnuj, przydadzą się do szeptania czułości innym dziewczynom. Wybieramy kandydatkę.
Trochę mi się nawet humor poprawił zawsze lubiłem czasem pooglądać dziewczyny na portalach w ramach niewinnych fantazji, a tu proszę, oficjalnie i bezkarnie. Przewijałem fotki palcem:
Tę może?
Żartujesz?
Co nie tak?
Rysiu, ja patrząc na kochankę twoją, mam wstydzić się za siebie, nie za ciebie. Spójrz sam. Twój stary polonez przed złomowaniem lepiej wyglądał. Na niej równie dobrze by ostrzec napisem: Uwaga, elewacja odpada!.
To może ta?
Ta? To? Rany boskie, Rysiu, co ludzie powiedzą, jak się dowiedzą z kim mój mąż mnie zdradza? Spójrz tu, oto dobry wybór!
Zwariowałaś? Taka na mnie nawet nie spojrzy
Jezu, co ja w tobie zobaczyłam piętnaście lat temu, w takiego niepewnego siebie chłopaka? Czym mnie przyciągnąłeś?
Humorem? próbuję zgadnąć.
Rysiu, bądźmy poważni: gdyby śmiech przedłużał życie, to przez twoje żarty byłabym wdową już po miesiącu po ślubie. Nie ma co się doszukiwać logicznych powodów. Lećmy ci kupić garnitur i na żywca łapmy tę kochankę.
Daj spokój, Zośka, pogódźmy się już.
A gdzie widzisz kłótnię? Mieć kochankę to przecież oznaka sukcesu. Ja jako żona takiego faceta to też status. Choć z jedną nie poprzestaniemy!
W galerii Zosia poprowadziła mnie do najdroższego sklepu, po drodze rozbierając z ekspozycji wszystkie manekiny.
Zośka, te spodnie z marynarką kosztują tyle, co komplet zimowych opon protestowałem, pakowany do przymierzalni.
Z oponami się nie martw, kupimy ci w aptece, nawet na każdą porę roku i z podwójną ochroną. Ja nowych bukietów w domu nie potrzebuję.
Zośka!!!
Co Zośka? Bezpieczeństwo najważniejsze. To nie hulajnoga, to wstawka do naszej życiowej układanki. Szefowi już dzwoniłeś?
W jakiej sprawie? zapytałem, próbując wbić rękę w rękaw.
Finansowej! Dwóch kobiet za tę pensję nie utrzymasz. Ze mną to pójdziesz na kaszę, ale z kochanką już nie przejdzie. Tu masz liczbę jeden obiad, trzy lampki wina, pięć gwiazdek w hotelu. Oszczędzisz na czymś, wszystko się zawali.
W końcu się ubrałem i poprawiłem krawat.
Przystojniak, jak w dniu ślubu Zosia otarła łezkę ze wzruszenia.
Ładnie panu potwierdziła kobieta obok.
Chce pani zabrać? Szukamy mu kochanki.
Nie, dziękuję, mam już kochanka i bezwstydnie dodała: Trzech.
Rysiu, żadnej takiej! powiedziała surowo Zosia Potrzeba nam porządnej, lojalnej, jak dobra karta do przelewania oszczędności bez strachu. Dawaj, idziemy po perfumy, pryskniemy cię i puszczę, leć na łowy.
Jeszcze przez godzinę wędrowaliśmy po galerii, aż Zosia w końcu pokiwała głową z zadowoleniem.
Dobra, Rysiu, jesteś gotów. Nawet bez zdjęcia. Idź i pamiętaj bądź uparty, elegancki i pewny siebie, jak przy sprzedaży naszego poloneza.
Poszła do domu warzyć kapuśniak, a ja wyruszyłem na poszukiwania tej tajemniczej kochanki, do której przygotowania zajęły mi pół dnia.
Po godzinie ktoś zadzwonił do domofonu w naszym mieszkaniu.
Dzień dobry, śliczna pani. Czy mąż twój obecny jest? głos nieznajomy, głęboki, aksamitny i namiętny jak grzane wino, rozgrzał Zosi serce i podniósł ciśnienie.
Oj wymknęło jej się, łyżka aż wypadła z ręki. Nie, wyszedł właśnie do kochanki
Może mnie pani wpuści, mam ciekawą propozycję.
Zosię zalała fala ciepła, potem przeszedł ją dreszcz; nawet chciała napić się herbatek z lipy, ale zamiast tego trzy razy nacisnęła przycisk domofonu. Po trzech minutach w drzwiach stanąłem ja, z wielkim czerwonym bukietem. Delikatnie chwyciłem Zosię w talii, a w przedpokoju zrobiło się jakoś duszno.
Płakałaś? zdziwiłem się, widząc jej czerwone oczy.
Trochę. Myślałam, że narobiłam głupstw, ale rozumiem już, może były potrzebne do nowego ognia.
To co, może wieczór z miłym, interesującym rozmówcą? Oczy miałem rozbłysłe zwierzęcą namiętnością i, nie będę ukrywał, pięćdziesięcioma gramami koniaku na odwagę. Zapraszam cię do restauracji, gdzie opowiem ci historię twojego uroku. Prosta opowieść, ale ci się spodoba.
Ch-chętnie odparła Zosia, wchodząc do zabawy tylko kapuśniak zdejmę z gazu i pomaluję rzęsy.
A ja wzywam taksówkę kiwnąłem głową.
Dokąd jedziemy? śmiała się serdecznie.
Do pięciogwiazdkowej restauracji!
W naszym mieście takich nie ma. Są tylko pizzerie z pięcioma serami.
To tam. Dla mojej kochanki tylko to, co najlepsze.
A żona nie będzie zazdrosna?
Będziemy się bardzo starać, żeby była mrugnąłem filuternie.
Na koniec tego dnia zrozumiałem jedno: czasami trzeba trochę zamieszać w życiu, żeby na nowo docenić szczęście, które mamy tuż obok siebie.



