W POSZUKIWANIU KOCHANKI — Wario, co robisz? — zdziwił się mąż, gdy żona podała mu szorty i koszulk…

W POSZUKIWANIU KOCHANKI

Weronika, co Ty wyprawiasz? zdziwiłem się, gdy żona wręczyła mi szorty i podkoszulek.

Nic takiego. Póki Ty tutaj śpisz, wszystkie kochanki już wyjdą zaślubione! Ściągnęła ze mnie kołdrę, a mrówki przeszły mi po skórze na widok bezbronności mojego ciała. Przez chwilę aż się wzdrygnąłem.

O czym ty mówisz?

Po tym, jak wczoraj powiedziałeś, że niedługo sobie znajdziesz kochankę, podjęłam decyzję. Przyszedł czas, Roman. Jest wpół do szóstej: wstawaj, ruszaj na pole walki o niewieście względy!

Przecież to był żart. Pokłóciliśmy się wtedy, pamiętasz? Przepraszam, nie miałem racji.

Nie, nie, dokładnie miałeś rację. To ja zawaliłam. Zostawiłam nasz ogień namiętności, całą benzynę zużyłam na siebie, a teraz została tylko popiół, w którym nawet ziemniak się nie dopiecze. Naprawiam się. Wstawaj.

Wyrzucasz mnie z domu?

Przeciwnie, zaganiam do walki. Codziennie masz ćwiczyć, aż pozbędziesz się swojej fałdki. Kochanka to nie żona, nie będzie podziwiać Twojego brzucha Michelin. Wstawaj, do roboty!

Zrozumiawszy, że nie wywinę się od ćwiczeń, powoli zsunąłem się z łóżka i z trudem wciągnąłem szorty na podkoszulek.

Przypomnij mi, żebyśmy kupili Ci kąpielówki. W tych gaciach jak żaglach, boję się, że z miłosnego gniazdka Cię wywieje.

Po dziesięciu minutach biegania wokół domu pod surowym okiem trenerki ledwo żywy wtoczyłem się do mieszkania, padłem i zacząłem ciągnąć się zębami po podłodze w stronę łóżka.

Gdzie leziesz? zatrzymała mnie żona.

Chcę umrzeć w łóżku, podczas snu.

Umarcie nie wchodzi w grę, kochanki szukamy, nie sekcji zwłok. Marsz pod prysznic. Minimum dwa razy dziennie teraz myjesz się. Mnie nie oszczędzałeś to przynajmniej nowej kobiety nie raź swoim zapachem. I myj zęby rano i wieczorem! Dodała zza drzwi. I głowę porządnie, dzisiaj idziemy do studia fotograficznego.

Po co?

Zrobimy Ci profesjonalne zdjęcie na portal randkowy. Ja Cię cyknąć nie potrafię, bo widzę w Tobie tylko magazyniera, piwnego króla i fana makaronu ze skwarkami, a my potrzebujemy prawdziwego samca alfa.

Weronika, może daj już spokój?

Szkoda słów. Oszczędzaj je dla czułych uszu innej. Teraz wybieramy kandydatkę.

W tym miejscu trochę odżyłem lubiłem czasem niewinnie pooglądać randkowiczek w sieci, a tu mogłem robić to oficjalnie i bez ryzyka. Zacząłem klikać zdjęcia.

Może ta?

Żartujesz chyba?

A co jej nie pasuje?

Romansie, kiedy zobaczę Twoją kochankę, powinno mi być wstyd za siebie, a nie za Ciebie! Popatrz Twój Maluch przed sprzedażą wyglądał lepiej. Na tę panią powinni wieszać tabliczki: Uwaga! Choroby elewacji grożą zawaleniem.

To może ta?

TO? Roman, czy ja będę mogła patrzeć w oczy znajomym, gdy mąż zdradza mnie byle kim? O, patrz świetny wybór!

Zwariowałaś? Taka nigdy na mnie nie spojrzy

Matko Boska, co ja w Tobie znalazłam, taki nieśmiały, jak Pinokio przed maturą. Czym mnie ująłeś, że wytrzymaliśmy razem piętnaście lat?

Poczuciem humoru? rzuciłem niepewnie.

Roman, szczerość to podstawa. Jakby humor wydłużał życie, już byłbyś wdowcem po miesiącu miodowym. Lepiej nie narażać losu. Chodź, kupimy Ci porządny garnitur i będziemy łapać kochankę na żywca.

Daj spokój, Weroniko, pogódźmy się.

Jaką kłótnię? Kochanka to symbol sukcesu polskiego mężczyzny. A żona takiego to status. Może powinniśmy ograniczyć się do jednej? Zobaczymy.

W centrum handlowym Weronika zaprowadziła mnie do najdroższego sklepu i ogołociliśmy połowę manekinów.

Weronika, te spodnie i marynarka kosztują tyle, co komplet opon zimowych protestowałem, gdy wpychała mnie do przymierzalni.

Nic się nie martw opony też Ci kupimy w aptece, jaką chcesz: letnią, zimową, zawsze z podwójną ochroną. Żadnych niespodzianek mi tu nie przynoś.

Weronika!

Co Weronika? Bezpieczeństwo ponad wszystko. Szukamy trzeciego boku naszego trójkąta nie hulajnogi. A dzwoniłeś już do szefa?

W jakiej sprawie? spytałem, zakładając marynarkę.

O podwyżkę, oczywiście. Przecież teraz musisz utrzymać dwie kobiety. Ze mną tanio przeżyjesz na krupniku, ale kochanka to jak beton: kolacja, trzy kieliszki wina, pięć gwiazdek hotelu. Skąpisz na czymś, fundament szybko się rozpadnie.

W końcu założyłem garnitur i poprawiłem krawat.

Przystojniak, jak w dniu naszego ślubu otarła łzę Weronika.

Bardzo panu ładnie dodała kobieta z sąsiedniej przymierzalni.

Bierzemy? Szukamy mu kochanki.

Nie, dziękuję, już mam kochanka błysnęła uśmiechem nawet trzech.

Roman, tej nie bierz! ostrzegła Weronika musi być lojalna jak karta w innym banku, z którego można bezpiecznie zrobić przelew. Idziemy do perfumerii, popsikamy Cię i gotowe, możesz ruszać w świat.

Jeszcze godzinę krążyliśmy po galerii, aż Weronika z satysfakcją przytaknęła.

Teraz jesteś gotowy, Roman. Nawet bez zdjęcia. Pamiętaj, czego Cię nauczyłam bądź pewny siebie, uprzejmy i taki, jak wtedy, gdy sprzedałeś naszego Malucha.

Weronika ruszyła do domu gotować krupnik, a ja poszedłem szukać kochanki, do której przygotowywano mnie cały długi dzień.

Po godzinie w naszym mieszkaniu rozległ się dźwięk domofonu.

Dzień dobry, piękna pani. Czy mąż jest w domu? zapytał nieznajomy głos. Aksamitny, namiętny; od razu rozpalił ognisko w sercu Weroniki, nawet przez charczący domofon był niesamowicie seksowny.

Oj wymsknęło się Weronice, gdy łyżka wypadła jej z ręki. Nie, poszedł do kochanki.

Może wpuści mnie pani, mam dla pani propozycję.

Od czułych tonów zrobiło się jej gorąco, potem zimno; miała ochotę łyknąć Gripex, ale tylko trzy razy nacisnęła guzik otwierania drzwi. Roman zjawił się po trzech minutach, w ręku trzymał wielki czerwony bukiet. Przychylił mnie lekko do talii, w korytarzu zrobiło się gorąco.

Płakałaś? zapytał zdziwiony, patrząc na moje czerwone oczy.

Trochę. Uznałam, że narozrabiałam, ale teraz wiem, że to drewno przydało się na ognisko.

Więc nie masz nic przeciwko, żeby spędzić wieczór z czarującym rozmówcą? w oczach Romana błyszczała dzikość i jeszcze, chyba, pięćdziesiąt gramów wiśniówki, które wypił na odwagę. Zabieram Cię do restauracji, gdzie opowiem niezwykłą historię o Twojej urodzie. To proza życia, ale spodoba Ci się.

C-chcę wyjąkała Weronika, poddając się zabawie tylko zdejmę krupnik z palnika i wytuszuję rzęsy.

A ja zamówię taksówkę kiwnąłem głową.

Dokąd jedziemy? uśmiech nie schodził z jej ust.

Do pięciogwiazdkowej restauracji!

U nas nie ma takich, najwyżej pizzerie Pięć serów.

To tam. Dla mojej kochanki tylko to, co najlepsze.

A żona się nie obrazi?

Postaramy się, żeby zazdrościła puściłem oko.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + dziesięć =

W POSZUKIWANIU KOCHANKI — Wario, co robisz? — zdziwił się mąż, gdy żona podała mu szorty i koszulk…